środa, 11 marca 2009

o Jozo Zovko

Rok szabatowy dla ojca Jozo Zovko. Oto oficjalny list opublikowany przez jego asystentkę, panią Vesnę Curic:
Siroki Brijeg, 9 lutego 2009
Niniejszym pragniemy was poinformować, że z powodu zdrowia, potrzeby odpoczynku i odzyskania sił i z powodu prac budowlanych w Badija (w Chorwacji), ojciec Jozo Zovko poprosił swych przełożonych o pozwolenie na przebywanie poza prowincją. Odpowiedzialni za prowincję zaaprobowali tę prośbę.
Z tego powodu anulujemy wszystkie programy ustalone na ten rok. Prosimy wszystkich naszych koordynatorów i współpracowników, organizatorów pielgrzymek do Medjugorja, organizatorów grup modlitwy i rekolekcji, jak również Ośrodki Medjugorja i pielgrzymów, aby zechcieli to uszanować i w tym okresie nie planowali ani nie prosili o spotkanie z ojcem Jozo.
Dziękujemy wam za wasze zrozumienie i zjednoczeni w modlitwie jesteśmy naprawdę wasi w Chrystusie.
Vesna Cuzic (w imieniu ojca Jozo)
International God-Parenthood for the Herceg-Bosnian Child

Gdy Pan pozwala, że powstaje pustka, dziura, bolesna nieobecność, to wie, dlaczego na to pozwala i ma w tym swój plan. Gdy Abraham miał oddać swego syna Izaaka, to tylko po to, żeby stać się jeszcze płodniejszym, ale musiał przejść przez to pozorne zniszczenie obietnicy Bożej. Gdy św. Józef sądził, że musi zrezygnować z poślubienia Maryi, to tylko po to, żeby jeszcze bardziej Ją odnaleźć, ale musiał przejść przez tę agonię, aby poszerzyć swe serce. Gdy…
Jeśli nieobecność ojca Jozo jest bolesnym brakiem dla pielgrzymów i dla każdego z nas tutaj, niemniej jest dobrze przyjąć to wydarzenie pozytywnie, nie jak klęskę, lecz jak dar Boga, który posłuży się tym dla większego dobra. Na przykład może tak być, że to wycofanie się ocali życiu ojcu Jozo, który jest bardzo zmęczony, i nie dopuści, żeby w ciągu kilku sekund padł on jak ojciec Slavko! Może też być tak, że ta zmiana rytmu pozwoli mu pojąć inne aspekty planu Maryi dla Medjugorja po to, żeby przekazać je nam później?
Jesteśmy pewni, że nie mylimy się przyjmując to doświadczenie z ufnością, a nawet z wdzięcznością, bo to pozwoli Panu uzyskać z tego owoce w czasie i w wieczności. Ale jeśli będziemy rozpaczać patrząc na to, co mieliśmy a już nie mamy (lub gorzej: jeśli próbujemy oskarżać kogoś, kto byłby przyczyną tej straty), to tracimy czas i opóźniamy plan Boży. Domyślam się, że ojciec Jozo oczekuje od nas pięknej postawy wiary. Niech to będzie naszym sposobem, żeby mu podziękować za te 27 lat służby!
Módlmy się razem za niego.

Droga Gospo, wśród doświadczeń tego życia Ty jesteś naszą wspaniałą gwiazdą!

Siostra Emmanuel +


wtorek, 10 marca 2009

WYWIAD Z OJCEM PETAREM LJUBUCIĆEM - DZIESIĘĆ TAJEMNIC Z MEDZIUGORJA



WYWIAD Z OJCEM PETAREM LJUBUCIĆEM - DZIESIĘĆ TAJEMNIC Z MEDZIUGORJA
(Wywiad opublikowany w "Rivista Medjugorje", nr 70, II kwartał 2007)
- Ojcze Petar, wizjonerka Mirjana wybrała ojca do ujawnienia tajemnic, które Matka Boża jej powierzyła. Czuje się Ojciec zaszczycony tym wyborem, czy też obawia się go?
- Kiedy pewnego wieczoru, około 25 lat temu, usłyszałem w Medziugorju, że Mirjana wybrała mnie do ujawnienia tajemnic, początkowo myślałem że to jakiś żart. Powiedziałem nawet, że to bardzo poważna sprawa i nie wolno sobie z niej żartować. Później jednak zacząłem nad tym myśleć, zastanawiać się i pytać samego siebie: czy to prawda? Nie pozostawałem obojętny na całą tą historię. Nie mogłem w żaden sposób wyobrazić sobie powodu dla którego Mirjana wybrała właśnie mnie. Patrzyłem na ten wybór jak na wielki zaszczyt, ale także i dużą odpowiedzialność. Kiedy jakiś czas później spotkałem Mirjanę, zadała mi ona pytanie: „Czy już wiesz, że kiedy nadejdzie czas, to właśnie ty masz zapowiadać realizację tajemnic?” Szybka myśl przebiegła mi przez głowę: „Czy to możliwe?” Nie potrafię znaleźć odpowiednich słów na wyrażenie tego co czułem w tamtym momencie. Wiem tylko, że ogarnęło mnie szczęście, poczucie bezpieczeństwa, a także pewność siebie.
- Co może nam Ojciec powiedzieć o tajemnicach, o ich zawartości? Jakie jest ich przesłanie? Kiedy zostaną ujawnione?
- Tajemnice, jak na to wskazuje samo określenie, są tajemnicami. Nie znamy ich treści. Wiemy tylko tyle, że dotyczą one wydarzeń, które zrealizują się w określonym czasie i miejscu. Jakie to będą wydarzenia, tego nie wiemy. Nie należy teraz tego dociekać. Sądzę, że powinniśmy raczej widzieć je jako pomoc, której Bóg nam udziela do poważniejszego potraktowania życia, którym zostaliśmy obdarzeni i lepszego wykorzystania czasu naszego zbawienia, zbawienia naszych dusz. Powinniśmy bowiem żyć tak, aby w każdej chwili być gotowym na stanięcie przed Bogiem, na spotkanie z Nim. W takiej właśnie perspektywie należy patrzeć na 10 tajemnic, a więc bez strachu przed ich ujawnieniem oraz dociekania kiedy to nastąpi.
- Ma Ojciec zapowiadać realizację wszystkich 10 tajemnic. W jaki sposób będzie to Ojciec robił? Matka Boża obiecała pozostawienie znaku widzialnego i trwałego. Jaki to będzie znak?
- Kiedy nadejdzie czas ujawnienia pierwszej tajemnicy, 10 dni wcześniej Mirjana wręczy mi rodzaj pergaminu o rozmiarze A4, na którym będą wymienione ze szczegółami wszystkie tajemnice. Tego samego dnia mam przeczytać i zapoznać się z pierwszą tajemnicą. Kiedy już poznam w ten sposób wydarzenia, które nastąpią za 10 dni, moim zadaniem będzie modlić się i pościć przez 7 kolejnych dni. Dopiero po tych 7 dniach będę mógł wyjawić poznaną wcześniej pierwszą tajemnicę: jej treść oraz miejsce i czas realizacji. W czasie rozmowy z Mirjaną dowiedziałem się, że pierwsze 2 tajemnice dotyczą Medziugorja i zawierają przestrogę oraz ważne ostrzeżenie dla wiernych tej parafii. Kiedy już te pierwsze 2 tajemnice zostaną zrealizowane, wszyscy przekonają się, że wizjonerzy mówili prawdę i uznają autentyczność Objawień. Trzecia tajemnica dotyczy widzialnego znaku na wzgórzu Objawień, na Podbrodo. Ci wszyscy, którzy uwierzyli w Objawienia i żyli według nich, odpowiadając na prośby Maryi, będą się radować wielce tego dnia. Znak ten będzie dla wszystkich ludzi wezwaniem do nawrócenia. Chcę przypomnieć jednak, że nasz obecny czas już jest czasem nawrócenia i modlitwy, czasem duchowego oczyszczenia i radosnego wyboru Boga. Nie powinniśmy zatem czekać i odkładać na później naszego nawrócenia. Jeśli będziemy czekać na znak, żeby się nawrócić, może okazać się że jest już za późno.
- Co wydarzy się według Ojca po ujawnieniu pierwszych trzech tajemnic? Co z nich wyniknie dla Medziugorja?
- Jak już powiedziałem wcześniej, Objawienia te pomagają nam zrozumieć, że każda chwila naszego życia jest ważna. Powinniśmy przeżywać je w całkowitym oddaniu się Bogu, oddając Mu cześć w naszych modlitwach, stawiając Go zawsze na pierwszym miejscu w naszych wyborach. Tylko w ten sposób trudności, które napotykamy w naszym życiu staną się lżejsze. Myślę też, że ujawnienie tajemnic pomoże nam wszystkim stać się bardziej odpowiedzialnymi. Z całą pewnością będą pojawiać się nadzwyczajne znaki i wielkie nawrócenia. Zresztą wszystkie nawrócenia i uzdrowienia duchowe oraz fizyczne, których świadkami byliśmy już teraz, do tej pory są dowodem tego, że nad Medziugorjem otworzyło się Niebo i że Królowa Pokoju przyszła do nas. Ujawnienie tajemnic będzie dla wszystkich wielkim pocieszeniem i źródłem radości. Szczególnie radować się będą ci, którzy uwierzyli i starali się żyć według Ewangelii Jezusa Chrystusa. O ile już teraz do Medziugorja przybywają tysiące i tysiące pielgrzymów, to kiedy zacznie się realizacja tajemnic będą tu przyjeżdżać jeszcze liczniej. Prawdopodobnie dotrą tutaj nawet tacy, którzy do tej pory byli sceptyczni, albo obojętni wobec Objawień. W każdym razie przyszłość Medziugorja jest pozytywna. Będzie ono jeszcze bardziej pobudzać do nawrócenia i rozwoju duchowego.
- Głębokie nawrócenia i nadzwyczajne uzdrowienia są dowodem autentyczności Objawień. Czy ujawnienie tajemnic będzie miało decydujący wpływ na uznanie Objawień przez Kościół?
- Jestem mocno przekonany, że w Medziugorju mamy już teraz wystarczająco dużo ważnych dowodów, potrzebnych do uznania autentyczności Objawień. Mówił Pan przed chwilą o nawróceniach i uzdrowieniach. Do zaaprobowania Objawień, oprócz innych okoliczności, wystarczają tylko dwa, naukowo udokumentowane cudowne uzdrowienia. Do dnia dzisiejszego w Medziugorju stwierdzono setki takich uzdrowień. Pewien lekarz z Mediolanu opublikował do tej pory trzy książki omawiające te nadzwyczajne uzdrowienia. Jeśli chodzi o mnie, jestem autorem dwóch pozycji, w których dzielę się moimi doświadczeniami przeżytymi wspólnie z pielgrzymami przybywającymi do Medziugorja. Są to: “La chiamata della Regina della Pace”(Wezwanie królowej Pokoju) oraz “Questo è il tempo della grazia” (To jest czas łaski). Od ponad 10 lat żyję za granicą, gdzie spotykam ludzi pielgrzymujących do Medziugorja, twierdzących, że nie wyobrażają sobie swojego życia bez Królowej Pokoju. Opowiadają o niewypowiedzianych dniach łaski spędzonych w Medziugorju: niektórzy z nich cierpiący na nieuleczalne choroby zostali cudownie uzdrowieni. Jest to dowód na to, że w tym miejscu, za pośrednictwem Maryi działa sam Bóg. Zgadzam się także z tym co powiedział Pan wcześniej, a mianowicie, że ujawnienie tajemnic będzie miało zasadniczy wpływ na uznanie Objawień przez Kościół.
- Czy uważa Ojciec, że istnieje związek czasowo –przestrzenny pomiędzy Objawieniami Maryi w Medziugorju oraz wydarzeniami w byłej Jugosławii i Europie?
- Sądzę, że taki związek istnieje. Maryja nie przybyła do Medziugorja przez przypadek. Dnia 19.01.1982 jedna z wizjonerek przekazała mi to co usłyszała od Maryi, a mianowicie: że totalitaryzm komunistyczny upadnie, że wybuchnie wojna, po której Chorwacja odzyska wolność. Maryja prosiła nas także o modlitwę, aby ta wojna nie okazała się aż tak tragiczna w swoich w skutkach. Niestety, nie odpowiedzieliśmy na wezwanie Maryi do modlitwy i nawrócenia tak jak Ona tego chciała, i dlatego musieliśmy opłakiwać wiele ofiar tego konfliktu zbrojnego, zanim osiągnęliśmy niepodległość. Według mnie, wszystko mogło potoczyć się inaczej, jeśli potraktowalibyśmy poważniej słowa Maryi. Niestety nigdy nie brakowało osób, która nawet teraz walczą bezkompromisowo z Objawieniami, i to nie przebierając w środkach. Pytam się: dlaczego? Powinniśmy raczej cieszyć się z każdego nawrócenia, z każdej interwencji Bożej. Jak można ignorować tak pozytywne i oczywiste znaki, jakimi są nawrócenia i uzdrowienia? Historia Objawień Maryjnych pokazuje, że Matka Boża przychodzi do nas zawsze kiedy zagrażają nam wielkie niebezpieczeństwa. Analizując chociażby ostatnie 150 lat widzimy jak w Jej Objawieniach manifestują się: matczyna miłość i zatroskanie o nasze potrzeby. Maryja przychodzi do nas, ponieważ chce nam pomóc w uniknięciu najgorszego ... http://www.radiomaria.it/


źródło: www.medjugorje.org.pl

2 marca 2009 r. Objawienie Matki Bożej Mirjanie (Medziugorje)

niedziela, 8 marca 2009

sobota, 7 marca 2009

Medziugorje to miejsce Łaski




Medziugorje to miejsce Łaski. Dowodzą tego liczne nawrócenia, także w mojej Diecezji. Rozwaga Kościoła jest słuszna, ale nie jest ona negacją Objawień. Nie zgadzam się z tymi, którzy mówią o fenomenie szatańskim.


Z biskupem Diecezji Trani, Mons. Giovanni Battista Pichierri rozmawia Bruno Volpe
28.02.2009 r.

"Medziugorje jest miejscem Łaski, a dowodzą tego owoce jakimi są nawrócenia". Te znaczące słowa wypowiada Mons. Giovanni Battista Pichierri, biskup Diecezji Trani w Apulii (płd. Włochy) i dodaje:
"Uważam za słuszne i usprawiedliwione stanowisko Kościoła w tej materii. Wizjonerzy nadal mają Objawienia, a więc trzeba jeszcze poczekać. Z drugiej strony jednak, wierni masowo udają się do tego miejsca, a zatem musi być jakiś pozytywny powód tych pielgrzymek."
- Kościół jest jednak bardzo ostrożny.
"Rzeczywiście, jest nawet dyrektywa, która zabrania pielgrzymek organizowanych przez biskupów i księży diecezjalnych, ale ostatnio ta surowość jest stopniowa łagodzona, a to ze względu na powszechność i wyrazistość tego zjawiska."
- Czy Ekscelencja zna osobiście wiernych w swojej Diecezji, którzy nawrócili się i zmienili styl życia dzięki Medziugorju?
"Znam bardzo dobrze osoby, które zanim pojechały do Medziugorja nie prowadziły życia prawdziwie chrześcijańskiego, jednak po pielgrzymce do tego miejsca wróciły całkowicie zmienione."
- Jak Ekscelencja rozumie użyte wcześniej pojęcie miejsce Łaski?
"Nawrócenie, akceptacja i przyjmowanie sakramentów, w niektórych przypadkach może nawet zaniedbywanych, czy wręcz odrzucanych przez wiele lat. To właśnie zawiera się w pojęciu miejsce Łaski. Wiem, że w Medziugorju te właśnie rzeczy weryfikują się nieustannie i to z zachowaniem określonej ciągłości. To prawda, że nawrócenia mogą odbywać się także i w innych miejscach, ale myślę że ich wielka liczba w Medziugorju jest gwarantem ręki Bożej działającej w tym miejscu, manifestacją Jego potężnej woli."
- Z jakiego powodu Kościół jest tak ostrożny?
"Na początku trzeba zaznaczyć, że jeśli chodzi o Objawienia Maryjne Kościół pozostawia wiernym wolność wyboru: mogą w nie wierzyć, lub też nie. Nie stanowią one bowiem prawd wiary. Kościół zaaprobował wiele Objawień, ale w przypadku Medziugorja, ponieważ wizjonerzy ciągle jeszcze mówią, a tym samym Objawienia jeszcze nie zakończyły się, Kościół zawiesił ostateczny wyrok. To zawieszenie samo w sobie nie oznacza jednak odrzucenia."
- Etatowi złośliwcy rozprzestrzeniają podejrzenia o prosperowanie interesów ekonomicznych w tym miejscu.
"Jest to przesadzone i nieszlachetne. Nie wykluczam, że podobnie jak w pobliżu innych Sanktuariów i Bazylik, także i tutaj może znaleźć się jakiś cwaniaczek. Nie rozumiem jednak dlaczego miałoby się potępiać z tego powodu tylko Medziugorje i jednocześnie udawać, że w innych miejscach tego nie ma. Podsumowując, jeśli są tacy, którzy wzbogacają się w sposób mało przejrzysty, odpowiedzą oni za to przed swoim sumieniem; ale jestem zdania, że jeśli tak rzeczywiście jest, to nie tylko w Medziugorju."
- Pewien Arcybiskup emeryt, egzorcysta, napisał że może to być szatańskie kłamstwo.
"Z całym szacunkiem dla mojego Współbrata i przyjaciela, którego darzę szacunkiem, nie zgadzam się z nim. Przede wszystkim jest to określenie przesadzone, a ponadto: w Medziugorju zachodzą liczne nawrócenia, które są przecież powrotem do Boga. Szatan pracuje dla osiągnięcia wprost przeciwnego celu: szatan dzieli, oddala od Boga. A więc szatan strzelałby sobie samobójcze gole? Wydaje mi się to mało prawdopodobne."
- Powiedzmy jeszcze kilka słów o Maryi. Kim jest ta słodka Osoba?
"Córa Syjonu, wolna od grzechu pierworodnego, mająca w dziele Zbawienia miejsce wyznaczone Jej przez Boga. Ona, która wypowiedziała Fiat, współdziała w naszym Zbawieniu, jest przeciwwagą dla negatywnego czynu Adama i Ewy. Maryja jest naprawdę Cała Święta, jest pewnym środkiem poprzez który spływa na nas Łaska Boża"http://www.pontifex.roma.it/

"Człowiek Bożych Cudów i Bożego Upodobania" Ojciec Peter Rookey

Miał zaledwie 8 lat, kiedy słońce eksplodowało w jego oczach, a potem tylko ciemność, przerażająca ciemność...
Mijał właśnie jeden z kolejnych letnich leniwych dni, jakich wiele przeżyli już w swoim miasteczku. Położone nad brzegami jeziora o tej samej nazwie Superior nawet w pełni lata nie należy do miejsc zbyt gorących. Chłopcom wydawało się jednak tego dnia, że żar leje się dosłownie na ich ramiona. Święto "4 lipca" mieli już za sobą, w poczuciu że nic ciekawego nie może się już wydażyć, biegali więc w pobliżu rodzinnego domu zabawiając się kopaniem aluminiowej puszki. Wtem uwagę ich zwróciła porzucona petarda, jedna z tych wspaniałych rzeczy, która przy wybuchu daje dużo ognia i kolorowego dymu.
Dla Bernarda i jego 8 letniego brata Piotra było to znalezisko nie lada! Odczekali chwilę, czy właściciel nie zdecyduje się zabrać niewypału i oto sami stali się nowymi właścicielami kolorowego "skarbu". Zdobycz szybko znalazła sie na ich podwórku i poddana została oględzinom. "Zawiódł chyba zapalnik " - orzekł Piotr - "Będzie potrzebował chba pomocy". Aby lepiej ocenić usterkę uniósł niewypał do góry, "pod słońce" zawsze przecież lepiej widać...
Wzystkim co wtedy zobaczył był oślepiający błysk, a potem już tylko rwiący ból, ciemność, bandaże... Świat stał się jakiś inny, ciemny, obcy. Pamięta wyraźnie jak dr. Barnsdahl tłumaczył jego matce, w czasie kiedy on ubierał się już do wyjścia po przeprowadzonym badaniu: "Niestety uszkodzenie jest zbyt wielkie, chłopiec nigdy już nie będzie widział na oczy". Powrócili wtedy do domu z dożywotnim wyrokiem. Piotr skazany był na wieczną noc. Dla niejednej matki takie kalectwo dziecka było by ciężarem zbyt trudnym do udźwignięcia, wywołało by depresję...
Nie dla matki Piotra. "Zobaczymy jeszcze" - powiedziała - "od dzisiaj będziemy odmawiali różaniec w intencji twojego wyleczenia". Od tamtej pory dom Piotra każdej nocy rozbrzmiewał modlitwą, wytrwale, z wiarą, niestrudzenie. I stała się rzecz niezwykła, rzecz, której sami lekarze nie potrafili wyjaśnić... Piotr odzyskał wzrok! Taki był początek tej niezwykłej historii. Potem było seminarium Serwitów w Hilside i dedykacja życia Bogu. Miał wtedy 13 lat. Wkrótce też okazało się, że odzyskanie wzroku było zaledwie cząstką daru jaki otrzymał Piotr, czyli Peter Rookey, bo tak brzmi jego pełne nazwisko. Otrzymał on mianowicie dar uzdrawiania innych. Dziś ma już na swym koncie dziesiątki uzdrowień na całym świecie, a na stałe mieszka tuż obok nas ...w Chicago.

Oto co o tym niezwykłym człowieku mówi Ksiądz Bruno Chmiel:

Ksiądz Bruno Chmiel proboszcz parafii św. Heleny gdzie przed paroma tygodniami odbyło się spotkanie z ks. Rookey:
- Ksiądz Peter Rookey stracił wzrok w wypadku lekarze, orzekli, że nie ma już żadnej szansy, aby kiedykolwiek w swym życiu przejrzał na oczy. Matka jego jednak, kobieta wielkiej wiary nie upadła na duchu. "Módl się do Matki Bożej" - powiedziała - "a otrzymasz łaskę wzroku, zobaczysz!" i rzeczywiście stała się pozornie rzecz niemożliwa przejrzał na oczy i do dziś widzi. Zyskał też większy dar - dar pomagania innym - łaskę uzdawiania. Jeździ po różnych krajach, po różnych miastach, po różnych parafiach. najczęściej jednak odwiedza kraj swoich przodków - Irlandię. Na spotkania z nim przychodzą tłumy, tak, że często policja musi pilnować porządku, kierować ruchem. Jest przedewszystkim człowiekiem wiary i modlitwy. Na spotkaniach z nim najpierw odmawia się różaniec do Matki Bożej, potem jest Msza Św., a dopiero po mszy uzdrowienia. jak sam powiada: "Nienawiść to choroba a miłość to zdrowie". Dlatego za nim rozpocznie cykl uzdrawiania, namaści olejkiem świętym udzieli błogosławieństwa, prosi ludzi aby wyzbyli się nienawiści i złości, aby człowiek w spokoju duszy i myśli zwracał się do Pana Boga. Wtedy ludzie podchodzą, niektórzy dostają zawrotu głowy, upadają... Trwa to jakieś 2-3 minuty. Gdy spytać ich jak się wtedy czują odpowiadają: "Jak w niebie" Jedna z pań opowiadała, że w takiej właśnie chwili, gdy doznała zawrotu głowy, jeden obecnych próbował jej pomóc, podnieść. "Byłam wtedy zła na niego, że chciał mnie obudzić, bo ja byłam wtedy jakby w całkiem innym świecie". Byłem też świadkiem niezwykłego wydarzenia. Pewna Polka przyszła z chłopczykiem sparaliżowanym od połowy w dół. Ksiądz Rookey zapytał jaką ma chorobę, po angielsku oczywiście, ja to wszystko tłumaczyłem. "wstań" - powiedział. Chłopiec odpowiedział, że nie wstanie, nie może przecież chodzić. "Spróbuj" - odrzekł ksiądz Rookey. Zdjęto chłopcu podpórki z nóg, ksiądz go namaścił, zmówił modlitwę i powtórzył - "Teraz wstań".
I stała się rzecz, która zaskoczyła wszystkich zebranych, chłopiec wstał! "idź spokojnie w stronę drzwi" - dodał ksiądz, a chłopiec zaczął iść coraz śmielej.
Jak przyznał sam peter Rookey nie zawsze następuje cud "od ręki" ale wtedy trzeba się modlić do Matki Bożej a ona może udzielić potrzebnych łask.
Na spotkaniu było około 1300 osób i wszyscy wyszli z wielkim optymizmem, wszyscy jakąś łaskę otrzymali, może nie wszyscy fizyczną, ale duchową na pewno.
Mamy dość dużo telefonów do parafii z zapytaniem: "gdzie go można spotkać? Odpowidam zawsze, że w pierwszą sobotę miesiąca w kościele "Our Lady of Sarrows" na rogu Jackson i Sacramento. O 11 ma tam modlitwy, potem Mszę Św. różaniec i uzdrawianie.
Nalezy tu dodać, że ksiądz Rookey jest człowiekiem bardzo pokornym, człowiekiem wiary. Zawsze powtarza: Uwierz w Pana Boga , niech zniknie nienawiść z twojego serca, bo wiara czynie cuda. Bóg Ci pomaga - mówi, nie ja, ja jestem tylko narzędziem w ręku Pana Boga.

Rozmowa z „Człowiekiem cudów”

Wywiad ten właściwie był dziełem przypadku, przypadku, który zaowocował jednak długoletnią znajomością , a może nawet pewnego rodzaju przyjaźnią z człowiekiem, jakiego nie spotyka się na codzień, z „Człowiekiem cudów”, jak nazwała go w swojej książce Heather Parsons. A może takie akurat było przeznaczenie? W każdym razie na pewno nie myślałem o wywiadzie, kiedy 16 marca 1977 roku na zlecenie szefa, wybierałem się do parafii św. Heleny w Chicago, aby porozmawiać z zakonnikiem irlandzkiego pochodzenia ojcem Peterem Rookey na temat praw autorskich książki jemu poświęconej. Proboszcz tej parafii, którym w owym czasie był ks. Bruno Chmiel przyjął mnie bardzo ciepło, zaznaczył jednak, że czasu na rozmowę z o. Rookey nie będę miał zbyt wiele, bo zakonnik jest tak zajęty, że rozmowa z nim będzie możliwa jedynie podczas krótkiej przerwy w nabożeństwie. Tak więc zaraz po ogłoszeniu przerwy (czyli po ok. 2 godzinach!) pobiegłem na plebanię, aby nie stracić ani minuty, gdyż domyślałem się, że przerwa w tej sytuacji nie będzie zbyt długa... Ks. Bruno od razu przedstawił mnie – To jest Grzegorz, redaktor „Panoramy”... – O, dziennikarz! – przerwał mu o. Rookey. – To pewnie przyszedłeś po wywiad? – No, nie zupełnie – wymamrotałem, ale skoro już ojciec o tym wspomniał... Tu zacząłem wygrzebywać z kieszeni dyktafon, który przezornie zabierałem wtedy wszędzie z sobą. I tak to się zaczęło! Prawdę mówiąc, byłem zupełnie nie przygotowany i całe szczęście, że wcześniej zebrałem już trochę informacji w związku z artykułem, który o nim przygotowałem. Wiedziałem też od ks. Bruno, że ojciec Rookey dopiero co wrócił z Ghany, i że za kilka dni wybiera się w kolejną podróż, tym razem do Meksyku...
Rozmawialiśmy znacznie dłużej, niż było to przewidziane, przy czym ojciec Rookey nie zdążył nawet wypić filiżanki kawy, którą podsunięto mu już na początku przerwy i wyszedł dopiero po kilkukrotnym ponagleniu. – Ojcze, ludzie czekają!
A oto fragmenty tego, co udało mi się utrwalić wtedy na taśmie:
- Powrócił niedawno ksiądz z Afryki, a konkretnie z Ghany. Jakie wrażenia przywiózł ksiądz z tej podróży?
- Tak, powróciłem z Ghany, przebywaliśmy tam 4 dni i przez te cztery dni położyłem swoje ręce na około 10 tysiącach ludzi. Ludzie przybywali na miejsce, gdzie czyniliśmy naszą posługę tysiącami. Trzeba przyznać, iż zgotowano nam tam naprawdę ciepłe e, a nawet gorące przyjęcie, bo temperatura dochodziła do 95 – 100 stopni F! Teraz dostajemy już pierwsze listy z Ghany mówiące o uzdrowieniach. W tym tygodniu na przykład, przyszedł list od mężczyzny, który cierpiała impotencję, a teraz z powrotem otrzymał dar potencji...
- Z pewnością wydarzyło się coś, co utkwiło księdzu szczególnie w pamięci, jakieś szczególne przeżycie?
- Największym cudem dla mnie jest cud Eucharystii. Pan przychodzi do nas! Niektórzy ludzie po konsekracji chleba widzą Pana w Eucharystii. Po konsekracji wina czasami moje ręce krwawią, można potem widzieć tę krew na kielichu. Tak, nasz Pan daje nam te małe namacalne dowody dla przypomnienia i umacniania naszej wiary swą własną obecnością. Eucharystia jest naszym umocnieniem w wierze...
- A wracając do Ghany?
- Wracając do Ghany, to chciałbym opowiedzieć o wydarzeniu, które miało miejsce bezpośrednio przed naszym powrotem. Skończyliśmy właśnie wielkie nabożeństwo uzdrawiające w katedrze, w którym uczestniczyło około 3,5 – 4 tysiące ludzi. Zaczęliśmy wtedy o dziewiątej rano, a skończyliśmy o trzeciej po południu. To były naprawdę tłumy ludzi. Kiedy opuszczaliśmy tamto miejsce, podeszła do nas mała grupa kobiet. Była między nimi kobieta z noworodkiem w ręku, która przyszła ze swoją matką. Kobieta ta miała wielki problem, ponieważ na jej piersi utworzył się guz i pierś przestała produkować mleko dla dziecka. Babka wzięła dziecko, a kobieta odsłonił swoją pierś, co wprawiło mnie zresztą w wielkie zakłopotanie, jestem przecież księdzem a nie lekarzem, i poprosiła, żeby ją pobłogosławić, żeby znowu mogła produkować mleko, i żeby znowu mogła nakarmić swoje dziecko. Pobłogosławiłem. Cała grupa była wtedy z nami i wszyscy wspólnie modliliśmy się. Potem położyłem krzyżyk na jej piersi, ten sam krzyżyk, który użyję dziś do błogosławieństwa w kościele św. Heleny. I po chwili stała się rzecz niezwykła – mleko zaczęło kapać na ziemię z piersi matki! Wtedy babcia dziecka podała je matce i ona zaczęło natychmiast ssać. Był to jeden z najbardziej wzruszających momentów, jakie przeżyliśmy. Z oczu zebranych popłynęły łzy wzruszenia...
Ghana przeżywa teraz ciężkie czasy, Od siedmiu lat panuje tam klęska głodu, ludzie nie mają nic do jedzenia...
- Jak ksiądz myśli, czym to jest spowodowane?
- Zgodnie z objawieniem sprzed około 100 lat, kościół przeżywa obecnie stuletni okres oczyszczenia. Zobacz, co się stało, mieliśmy dwie wojny światowe i wiele mniejszych, ale nie mniej okrutnych wojen, mieliśmy i mamy klęski głodu w Ghanie i innych krajach, przeżyliśmy komunizm, faszyzm... Ten okres stuletni dobiega końca, ale w kroczyliśmy już w czas gorszy niż przedtem – okropne zbrodnie aborcji i zabijania niewinnych, eutanazja. Wszystkie te okropne rzeczy mają miejsce teraz! Nasza Pani w dwu objawieniach obiecała jednak zakończyć aborcję, tak jak ponad 400 lat temu zakończyło się zabijanie dzieci na ofiarę w imperium Azteków. (Dzisiejszy Meksyk).
- Ojcze, w naszej przeszłości były czasy dużo cięższe niż teraz. Wspominałeś wojny, zarazy, głód, a jednak wiara pomagała ludziom przetrwać. Teraz w większości krajów panuje pokój, a jednak wiara, szczególnie w krajach rozwiniętych, bogatych, schodzi na dalszy plan...
- Rzeczywiście jest pokój, ale to nie jest pokój Jezusa – pokój wewnętrzny. Nasz pokój jest rodzajem pokoju zewnętrznego, coś jak Pax Romana. Przez 400, może 500 lat panował Pax Romana, ale był to pokój pod bronią. Rzymianie podbili wtedy wiele krajów. Podobne to było do pokoju komunistycznego. Nie był i nie jest to na pewno ten rodzaj pokoju, który głosi Chrystus. Jeżeli nie jesteśmy zjednani z Bogiem, możemy mieć jedynie pokój zewnętrzny, taki jak Pax Romana. A teraz morderstwo jest nakazem dnia, zobacz o czym piszą gazety; zabijanie, zabijanie, zabijanie...
- A może to właśnie dobrobyt rozluźnia obyczaje, oddala od wiary?
- Tak, jak to się mówi, kiedy mamy pełne brzuchy, zapominamy o Bogu. I jest to właśnie część problemu. Mamy rzeczy materialne i zapominamy o Bogu, który nam je dał.
- Ojcze, zbliżają się święta Wielkanocne. Co ojciec chciałby przekazać polskiej społeczności przed tymi świętami?
- Chciałbym przypomnieć, że święta czas postu, jaki teraz przeżywamy, jest wielkim czasem łaski i pojednania z Bogiem. Poprawcie swoje życie – to wielkie przesłanie Ewangelii. Nie ma teraz znaczenia, jak świętym się jest teraz, trzeba się ciągle ulepszać i stawać się świętszym, ponieważ Jezus zaprasza nas, abyśmy byli święci, abyśmy byli podobni naszemu Ojcu Niebieskiemu. Tak, że bez względu na to jaki postęp robimy na drodze do świętości, powinniśmy ciągle nad tym pracować. Czas Wielkanocny, jest czasem, w którym Bóg przemawia do nas jak nigdy indziej...
- Dziękuję księdzu z rozmowę i życzę radosnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Bóg zapłać!

Z ks. Peter’em Rookey rozmawiał Grzegorz Krawiec.

Ojciec Rookey o swej pielgrzymce do Medjugorie

Ojciec Rookey jak zwykle w ruchu, jak zwykle gotów jechać na drugi koniec świata, by nieść modlitwę , pomoc i pocieszenie potrzebującym. Tak się złożyło, że o swojej pielgrzymce do Polski pisał w trakcie pielgrzymki do Medjugorie . List z opisem Pielgrzymki do Medjugorie przyszedł , już nie z drugiego końca świata, ale też z zagranicy, bo z Kanady. Skąd przyjdzie następny? Bóg chyba tylko jeden może to wiedzieć, gdyż w ciągu ostatniego roku Ojciec Rookey zdążył odwiedzić już Afrykę, Australię, nie licząc już paru krajów Europy czy obu Ameryk...
Ostatnia pielgrzymka do Medjugorie zorganizowana została przez Pomocników Maryji (Mary's Helpers) z Marrero w Luizjanie. Stowarzyszenie założone 8 lat temu przez Margaret Trosclarr dla głoszenia przesłań Maryji wśród katolików świeckich. A oto, co pisze o niej sam Ojciec Mary Peter Rookey:
Cała nasza 23 osobowa grupa opuściła Waszyngton DC 9 czerwca . Samolot skierował się w stronę Holandii. Wylądowaliśmy w Amsterdamie, a stamtąd już chorwackimi liniami dolecieliśmy do Zagrzebia i Splitu. Pozostały odcinek drogi, ze Splitu do Medjugorie pokonaliśmy już autobusem.
Maryja ponoć objawiła się sześciu młodym wizjonerom po raz pierwszy 24 i 25 czerwca 1981 roku. Potem miały miejsce kolejne objawienia w tej "wiosce między górami" leżącej na obszarze Bośni i Hercegowiny. Medjugorie stało się miejscem pielgrzymek dla milionów wiernych, wiele cudów potwierdzało niezwykłość tego miejsca. My zatrzymaliśmy się w pięknym hotelu Sancta Maria. Natychmiast też odwiedziliśmy kościół św. Jakuba, aby o 10 rano uczestniczyć w Mszy św. odprawianej w języku angielskim. Całe rano odprawiane są tu msze w różnych językach, a do dyspozycji wiernych chcących przystąpić do spowiedzi św. pozostaje przez cały czas wielu księży. Nad całością czuwają Franciszkanie z Ojcem Slavko na czele.
Kiedy Najświętsza Maria Panna objawiła się tu po raz pierwszy, posługę w tutejszej parafii sprawował ksiądz Joza, więziony potem przez komunistów za pomoc wizjonerom. Teraz wielu pielgrzymów udaje się do odległej około 40 mil parafii, aby słuchać jego opowieści...
Jako pierwszą odwiedziliśmy Vickę, naszą zawsze uśmiechniętą wizjonerkę. To ona przekazała podstawowe przesłania Maryji: "Poprawcie swoje życie, módlcie się, odmawiajcie różaniec, szczególnie w środę i piątek, czytajcie Pismo Święte, uczestniczcie we Mszy św., chodźcie do spowiedzi raz w miesiącu..." Widzieliśmy też Ivankę, Mirjanę, Jakova i Mariję Pavlowić. Maria otrzymuje przesłanie Maryji 25-go każdego miesiąca. Było właśnie 25 czerwca. Maryja przekazała słowa: "Drogie dzieci, dzisiaj pragnę podziękować wam za głoszenie moich przesłań, błogosławię wam i zaprowadzę was przed oblicze syna mojego Jezusa. Dziękuję, że odpowiadacie na moje wołanie."
Każdego dnia uczestniczyliśmy we mszy anglojęzycznej o 10 rano i chorwackiej mszy o 7 wieczór.
15 czerwca celebrowałem mszę wraz z wieloma innymi księżmi przy ołtarzu. Przypomniałem sobie niektóre z cudownych wydarzeń, których byłem świadkiem podczas naszej 29-tej pielgrzymki do tego miejsca.
Heather Duncan, 30 letnia pielęgniarka z Aberdeen w Szkocji, sparaliżowana, przybyła w 1990 roku. Miała uszkodzony rdzeń kręgowy w okolicy lędźwiowej. Uszkodzenia tego doznała pomagając przy ciężkim pacjęcie 5 lat wcześniej. Odprawiałem wtedy swą posługę na cmentarzu za kościołem św. Jakuba. Po modlitwie wraz z innymi zwróciłem się do sparaliżowanej: "Nie mam srebra, ani złota, ale wszystko, co mam oddam tobie. W imię Jezusa, powstań i idź!". Wyszła ze swojego wózka inwalidzkiego i przeszła obok wszystkich zgromadzonych ludzi, odrzucając swój usztywniający gorset i popychając swój wózek przed sobą do miasta. Po tym wydarzeniu otrzymaliśmy zaproszenie do telewizji szkockiej, aby opowiedzieć o tym cudownym uzdrowieniu. BBC pokazuje ten program co jakiś czas aż po dzień dzisiejszy.
David Parkes dotarł z irlandzką pielgrzymką, podczas gdy my przebywaliśmy już ostatnią noc w Medjugorie. Znana gwiazda piłkarska, a obecnie śpiewak o sławie międzynarodowej, David przyjechał na cmentarz w 1991 roku. Zostało mu wtedy jeszcze 2 tygodnie życia. Crahn's Disease i 10 operacji spowodowało, że z 220 pozostało mu tylko 90 funtów żywej wagi. Kiedy przyszła jego kolejka (podczas Nabożeństwa Uzdrawiającego, przyp. aut.) powiedział mi: "Jestem duchowym i psychicznym wrakiem..." Odpoczywał w duchu przez 20 minut. Powstał zupełnie uleczony na duchu i ciele. Teraz jeździ po całym świecie i opowiada o swoim uzdrowieniu.
David Parkes jest teraz tu w Sault Ste. opowiada swoją historię i śpiewa podczas naszych Nabożeństw Uzdrawiających. Ten list właśnie kreślę do ciebie Grzegorz w Sault Ste. Marie w Kanadzie.
Jednego ranka wspinaliśmy się tu na Mount of the Cross, stację Krzyża osiągnęliśmy w ulewnym deszczu. Nie jeden raz zdarzyło mi się poślinąć na śliskim kamieniu... ale zawsze udało mi się wylądować na "miękkiej części mojej anatomii"!
Byliśmy też świadkami cudownego zjawiska słonecznego, bez najmniejszego uszczerbku dla naszych gołych, nie zabezpieczonych niczym oczu. Słońce tańczyło tam i z powrotem owinięte oślepiającą różową poświatą. Niektórzy widzieli też jakieś obrazy w tym nadzwyczajnym zjawisku. Niektórzy widzieli Matkę Boską.
Po mszy Św. rozmawiałem ze znanym ze swoich uzdrowień księdzem De Grandis. Uczestniczył właśnie w konwencji American Medical Association. "Doktorzy przyjęli moją rezolucję - powiedział - akceptując uzdrawiającą moc modlitwy. Nasi doktorzy wierzą - mówił dalej. Teraz musimy przekonać naszych braci księży"...

Powracamy obdarzeni wieloma błogosławieństwami Bożymi poprzez Matkę Boską z Medjugorie, Królową Pokoju. Deo Gratias!

Z modlitwą i miłością dla Ciebie Grzegorz i wszystkich w "Panoramie"
Fr. Peter Mary Rookey, O.S.M

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Krawiec Panorama nr. 32-33/1998


Modlitwa o Cud
Panie Jezu, staję przed Tobą taki jaki jestem.
Przepraszam za moje grzechy, żałuję za nie,
proszą przebacz mi.
W Twoje Imię przebaczam wszystkim
cokolwiek uczynili przeciwko mnie.
Wyrzekam się szatana, złych duchów i ich dzieł.
Oddaję się Tobie Panie Jezu całkowicie teraz i na wieki.
Zapraszam Cię do mojego życia, przyjmuję Cię
jako mojego Pana, Boga i Odkupiciela.
Uzdrów mnie, odmień mnie, wzmocnij
na ciele, duszy i umyśle.
Przybądź Panie Jezu,
osłoń mnie Najdroższą Krwią Twoją
i napełnij Swoim Duchem Świętym.
Kocham Ciebie Panie Jezu. Dzięki Ci składam.
Pragnę podążać za Tobą każdego dnia w moim życiu.
Amen.
Maryjo Matko moja, Królowo Pokoju,
Święty Peregrynie Patronie chorych na raka,
Wszyscy Aniołowie i Święci, proszę przyjdźcie mi ku pomocy.

Odmawiaj tę modlitwę z wiarą, bez względu na to jak się czujesz. Kiedy dojdziesz do takiego stanu, że będziesz szczerze pojmował każde słowo całym swoim sercem, doznasz duchowej łaski. Doświadczysz obecności Jezusa i On odmieni całe twoje życie w bardzo szczególny sposób. Przekonasz się.

Ks.Peter Mary Rookey OSM

czwartek, 5 marca 2009

Wywiad z egzorcystą o.G.Amorthem

Wywiad z egzorcystą o. G. Amorthem
11.10.2008.
Ojciec Gabriel Amorth jest egzorcystą diecezji rzymskiej i prezesem honorowym Stowarzyszenia Egzorcystów, które sam założył w 1990 roku i któremu przewodniczył do 2000 r. Podczas swojej wizyty w Medziugorju (Bośnia i Hercegowina) w lipcu 2002 udzielił wywiadu ojcu Dario Dodigowi.



O. Dario Dodig: Ojcze Gabrielu, rozumiem, że Ojciec jest egzorcystą diecezji Rzymu?

O. G. Amorth: Jestem egzorcystą w Rzymie i prezesem honorowym SE, które sam założyłem. W 2000 r. świętowaliśmy 10. rocznicę. Miałem 75 lat i poprosiłem, żeby ktoś jeszcze objął tę funkcję. Kiedy biskupi kończą 75. rok życia wycofują się, ja zrobiłem tak samo.

O. Dario Dodig: Ojcze Gabrielu, byłby Ojciec uprzejmy wyjaśnić nam czym jest egzorcyzm?

O. G. Amorth: Egzorcyzm jest publiczną modlitwą Kościoła, którą odmawia się z upoważnieniem Kościoła, gdyż odmawiający musi być desygnowanym przez biskupa; jest to modlitwa uwolnienia od demona, od złego wpływu demona lub od zła spowodowanego przez demona.

O. Dario Dodig: Mówiąc o egzorcyzmie czy mógłby Ojciec powiedzieć nam, w jaki sposób Szatan może wpływać na chrześcijan?

O. G. Amorth: Wpływ Szatana jest niezmierny. Szatan działa na dwa różne sposoby. Zwykłym sposobem Szatana jest kuszenie człowieka ku złemu. Wszyscy ludzie od narodzin do śmierci są włączeni w walkę przeciw Szatanowi, który ich kusi do złego. Również Jezus w swej ludzkiej naturze był wystawiony na kuszenie przez Szatana. Oprócz tej „konwencjonalnej” metody, Szatan stosuje również sposób nadzwyczajny.

O. Dario Dodig: Co do opętania diabelskiego, w jaki sposób możemy się bronić przed Szatanem?

O. G. Amorth: Po pierwsze powinniśmy rozmawiać o zapobieganiu – o tym, co trzeba zrobić, aby tego zła uniknąć. Środkami prewencyjnymi są: życie w stanie łaski Bożej, bycie wiernymi modlitwie i nie otwieranie drogi demonowi, w szczególności trzymanie się z dala od wszelkiego okultyzmu. Istnieją trzy podstawowe działania okultystyczne: magia, spirytualizm i satanizm. Ten, kto uczestniczy w takich praktykach sam wystawia się na nadzwyczajne działanie Złego.

O. Dario Dodig: Czy wpływ Szatana na współczesny świat jest silniejszy niż przedtem, szczególnie jego wpływ na młodzież np. poprzez muzykę?

O. G. Amorth: Obecnie Szatan ma wolną rękę. To nie znaczy, że jest mocniejszy dziś niż był w przeszłości, jednak obecnie ma drzwi otwarte na oścież. Przede wszystkim żyjemy w czasach małej wiary. To jak w matematyce: jeśli wiara się zmniejsza, proporcjonalnie rośnie zabobon. Kiedy opuszczamy Boga oddajemy się praktykom, które otwierają bramy Diabłu. Nie ma wątpliwości, że współczesne media uczyniły wiele na korzyść Złego; po pierwsze przez wzgląd na amoralność niektórych programów, obfitość filmów
pokazujących przemoc, terror czy seks. Ponadto media postawiły na pierwszym planie postacie magów i czarodziejów, popularyzując tym samym ich dzieła.

O. Dario Dodig: Czy egzorcyzm jest najwyższym, w hierarchii sposobów walki z Szatanem? Istnieją inne metody, które można by rozważyć zanim przystąpi się do tej ostatniej?

O. G. Amorth: Nawrócenie! Pierwsze o co prosimy te osoby, które przychodzą do nas, to aby żyły w Łasce Bożej, to żeby prowadziły intensywne życie sakramentalne i modlitewne. Po tym, jeśli trzeba, namawiamy ich, żeby otrzymali modlitwy uzdrowienia i uwolnienia, takie, jakie się praktykuje w Katolickiej Odnowie Charyzmatycznej. Następnie, po pewnej liczbie takich modlitw osoba, za którą są odprawiane zostaje już uwolniona, lub też okazuje się niezbędne przeprowadzenie egzorcyzmu. Wtedy rozpoczynamy egzorcyzm mając na względzie, że egzorcyzm to rodzaj modlitwy, której wynik nie zawsze otrzymuje się natychmiast. Czasem trzeba lat egzorcyzmowania, żeby dana osoba została uwolniona.

O. Dario Dodig: Czy egzorcyzm jest najwyższą formą działania w imieniu Boga?

O. G. Amorth: Teoretycznie tak. Mimo to, powinniśmy mieć świadomość innych czynników, które są wobec Boga bardzo ważne. Egzorcyzm jest modlitwą. Jak wszystkie modlitwy będzie tym bardziej skuteczny, im większa będzie wiara. Wiara ma bardzo żywotną wagę. Dlatego częstokroć czytamy żywoty świętych, którzy uwalniali ludzi od opętania diabelskiego mimo, iż sami nie byli egzorcystami.

O. Dario Dodig: Kiedy mówimy o Szatanie, o jego działaniu, generalnie czujemy strach…

O. G. Amorth: Jest to spowodowane tym, że odzwyczailiśmy się od egzorcyzmów. Generalnie duchowni nie wierzą w nadzwyczajne działanie Szatana. Jeśli biskup proponuje im, aby odprawili egzorcyzm, boją się i to jakby myśleli: „Jeśli zostawię Diabła w spokoju, to i on zostawi mnie. Jeśli będę walczył, on mnie zaatakuje”. I to jest błąd. Im więcej będziemy walczyć z Szatanem, tym więcej on będzie się bał nas.

O. Dario Dodig: W swoich objawieniach w Medziugorju, Najświętsza Panienka często mówi, że Szatan jest silny, dlatego też zaprasza nas do modlitwy, do postu i do nawrócenia.

O. G. Amorth: To prawda. W pewnym włoskim piśmie miałem okazję komentować niektóre z objawień Dziewicy, w których mówi o Szatanie. Często o tym mówiła. Powiedziała, że Szatan jest potężny i że chce pokrzyżować jego plany. Poprosiła nas, aby się modlić, modlić, modlić.

O. Dario Dodig: W swoich przesłaniach Najświętsza Panienka mówiła o Różańcu, o Adoracji Najświętszego Sakramentu, o modlitwie pod Krzyżem i powiedziała wręcz, że poprzez modlitwę możemy powstrzymać wojny.

O. G. Amorth: Tak. Dzięki modlitwie możemy nawet zatrzymać wojny. Ja zawsze rozumiałem Medziugorje jako kontynuację Fatimy. Zgodnie ze słowami Dziewicy z Fatimy: gdybyśmy się byli modlili i pościli – nie byłoby II Wojny Światowej. Jednak jej nie posłuchaliśmy i do tej wojny doszło. Również tu, w Medziugorju Dziewica usilnie nawołuje nas do modlitwy o pokój. W Swych objawieniach Matka Boża przyjmuje za każdym razem inną postać, aby zademonstrować cel tych objawień. W Lourdes jako Niepokalanie Poczęta, w Fatimie jako Królowa Różańca Świętego. Tu, w Medziugorju, Dziewica objawiła się jako Królowa Pokoju. Wszyscy pamiętamy słowa: „mir, mir, mir”(pokój, pokój, pokój), które pojawiły się wypisane na niebie na początku objawień. Widać wyraźnie, że ludzkość jest w niebezpieczeństwie wojny a Nasza Pani domaga się, abyśmy się modlili i prowadzili chrześcijański żywot, aby osiągnąć pokój.

O. Dario Dodig: W Swych objawieniach Królowa Pokoju również wyróżnia post, który został przez Kościół zapomniany. Mówi o poście w zgodzie z tym, co napisano w Ewangeliach – że przez post i modlitwę możemy wyeliminować jakikolwiek wpływ Szatana.

O. G. Amorth: To prawda. Najpierw w Fatimie i teraz tu, w Medziugorju Dziewica częstokroć mówi o modlitwie i o poście. Wierzę, że to bardzo ważne, ponieważ współcześni idą za duchem konsumpcji. Ludzkość stara się uniknąć jakiegokolwiek poświęcenia i tym sposobem wystawia się do grzechu. Dla życia chrześcijańskiego, oprócz modlitwy, potrzebujemy też pewnej surowości. Jeśli nie zachowuje się tego rygoru, brak również wytrwałości w życiu chrześcijańskim. Dam ojcu przykład: dziś rodziny rozpadają się bardzo łatwo. Świętują małżeństwo, lecz rozwodzą się bardzo szybko. Dzieje się tak, gdyż odzwyczailiśmy się od poświęcenia. Aby żyć w jedności musimy być zdolni do zaakceptowania niedoskonałości drugiej osoby. Brak poświęcenia prowadzi nas do tego, że nie żyjemy naszego życia w pełni po chrześcijańsku. Widzimy z jaką łatwością dokonuje się aborcji, gdyż brak woli
poświęcenia, aby wychowywać własne dzieci. W taki sposób niszczone jest w pierwszym rzędzie małżeństwo. Jest tak dlatego, że nie praktykuje się poświęcenia. Jeśli tylko my sami przyzwyczaimy się do poświęceń, będziemy wtedy w stanie prowadzić życie Chrześcijan.

O. Dario Dodig: Wśród wielu owoców Medziugorja, są liczne nawrócenia. Pewien teolog twierdzi wręcz, że tutaj, niebiosa zstąpiły na ziemię. Nasza Pani zaprasza nas abyśmy się Jej oddali na wieki, aby mogła doprowadzić nas do Jezusa.

O. G. Amorth: Bez wątpienia! Medziugorje jest miejscem gdzie naprawdę można nauczyć się modlitwy, ale również poświęcenia, gdzie ludzie nawracają się i zmieniają swoje życie. Wpływ Medziugorja ma zasięg światowy. Dość pomyśleć o tych wszystkich grupach modlitewnych, które powstały dzięki inspiracji Medziugorja. Ja również prowadzę pewną grupę modlitewną, która powstała w 1984 r. Grupa ta, ma już 18 lat. Przeżywamy wieczory, takie jak w Medziugorju. Zawsze uczestniczy 700 do 750 osób. Zawsze medytujemy nad objawieniami Matki Bożej 25. dnia każdego miesiąca a ja odczytuję jej przesłanie w nawiązaniu do jakiegoś wersetu z Ewangelii, ponieważ Najświętsza Maryja Panna nie mówi nic nowego. Ona po prostu zaprasza nas do zrobienia czegoś, co Chrystus nauczył nas robić. Grupy takie jak moja istnieją na całym świecie.

O. Dario Dodig: Mógłby Ojciec dać nam jakąś radę?

O. G. Amorth: „Testament” Maryi, Jej ostatnie słowa napisane w Ewangelii to: “Róbcie, co On wam przykazał”. Tu w Medziugorju, Najświętsza MAryja Panna nalega znów na szacunek dla praw Ewangelii. Eucharystia jest w centrum wszystkich grup Medziugorja, ponieważ Dziewica zawsze prowadzi nas do Jezusa. To jest jej podstawowe zmartwienie: sprawić żebyśmy żyli słowami Chrystusa. Życzę wszystkim, żeby Niepokalana wstawiła się za wami, żeby Boże błogosławieństwo zstąpiło na każdego z was, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen!

Drugi wywiad z o. Gabrielem Amorthem
16.02.2009.
Za zezwoleniem o. Livo publikujemy kolejny wywiad z o. Gabrielem Amorthem na temat Medziugorja:



Ojciec Gabriel Amorth, znany egzorcysta rzymski dystansuje się od tych, którzy nazywają Objawienia w Medziugorju szatańskimi. „W miejscu tym naprawdę działa Maryja. Wojtyła nie pojechał tam tylko dlatego, aby nie upokorzyć Biskupa Mostaru.”

Rozmawia Gianluca Barile

- Jest ojciec pewien, że Medziugorje to autentycznie Maryjny fenomen, a nie ukryty podstęp szatański?

O. Amorth: Odpowiem na to pytanie krótko: w Medziugorju naprawdę objawia się Dziewica Maryja, a szatan boi się tego błogosławionego miejsca.

- Na jakiej podstawie opiera Ojciec tę pewność?

O. Amorth: Byłem w Medziugorju przynajmniej 30 razy i osobiście doświadczyłem tej bogatej duchowości, którą się tam oddycha i widzi na każdym kroku w obfitych darach spływających z Nieba.

- O jakich darach Ojciec mówi?

O. Amorth: Niezliczone tysiące osób przybywają do Medziugorja z całego świata, spowiadają się i odzyskują pokój w Panu, podejmują życie modlitwy, nawracają się na Katolicyzm, są uwalniani od opętań szatańskich. A zatem, skoro Ewangelia mówi że drzewo poznaje się po owocach, jak można twierdzić że Medziugorje jest dziełem Złego?

- Sceptycy wysuwają zarzut korzyści materialnych.

O. Amorth: Jest to niedorzeczność. Żaden z wizjonerów nie wzbogacił się nigdy materialnie dzięki objawieniom. Jeśli ktoś ma dowody na to, że jest inaczej, niech je przedstawi, w przeciwnym razie niech zamilknie.

- Między zwolennikami Medziugorje mówi się o milczącej akceptacji Objawień przez Sługę Bożego Jana Pawła II...

O. Amorth: Wprost przeciwnie: nie była ona milcząca! Mogę jednoznacznie stwierdzić, i to bez obawy o wykazanie mi błędu, że Papież nie tylko wierzył w to że Maryja objawia się w Medziugorju, ale że chciał nawet udać się tam w pielgrzymce, podczas swojej podróży apostolskiej do byłej Jugosławii.

- Czy wie Ojciec zatem, z jakiego powodu Papież nie zatrzymał się w Medziugorju?

O. Amorth: Jan Paweł II był wielkim człowiekiem i okazywał szacunek wszystkim ludziom. Z tego to właśnie powodu, jak mi to opowiedzieli wysocy urzędnicy watykańscy i biskupi będący z Nim w tych dniach w wielkiej zażyłości, zrezygnował z pielgrzymki do Medziugorja, gdzie chciał się pomodlić, aby nie ‘przeskakiwać’ i obrażać Biskupa Mostaru, od zawsze wątpiącego w Objawienia. Czy podczas egzorcyzmów wzywa Ojciec Madonnę z Medziugorje? Nie, nigdy, ale to niczego nie oznacza. Zawsze zwracałem się do Niej jako Niepokalanej; ale to tylko drobny szczegół: Dziewica Maryja jest zawsze ta sama, zmienia się jedynie tytuł którego używamy zwracając się do Niej.

- Z całą pewnością nie wzywa Jej Monsinior Gemma…

O. Amorth: Kiedy spotkam mojego przyjaciela Gemma następnym razem, wyjaśnię mu dokładnie dlaczego powinien uwierzyć w te Objawienia. Jest on egzorcystą tak jak ja, może nawet bardziej ode mnie, ponieważ jest Biskupem, i dlatego powinien dobrze wiedzieć, że gdzie obfitują nawrócenia, uzdrowienia fizyczne, uwolnienia od demonów i Spowiedź sakramentalna, tam nie może działać szatan tylko sam Bóg. Powiem mu też, żeby pojechał do Medziugorja i zobaczył na własne oczy to co ja widziałem w tych wszystkich latach. Wtedy jestem pewien, że Monsinior Gemma też uwierzy.

źródło: http://www.medjugorje.org.pl/











Medziugorje - świątynia rangi światowej


Arcybiskup FRANJO FRANIĆ – wykładowca teologii dogmatycznej – był przez wiele lat pasterzem diecezji w Splicie. W gronie biskupów zaliczany jest do najwierniejszych przyjaciół Medziugorja

MEDZIUGORJE – ŚWIĄTYNIA RANGI ŚWIATOWEJ
– Ekscelencjo, proszę krótko przedstawić swą działalność w ostatnich latach...
– 16 października 1988 r. Stolica Apostolska przeniosła mnie w stan spoczynku. Ukończyłem wówczas 75 lat życia. Nadal poświęcam wiele czasu studiom teologicznym. W 1996 r. obchodziłem diamentowy jubileusz kapłaństwa, będąc od 46 lat biskupem. W tym samym roku ukazała się moja książka Bit cete mi svjedoci (Będziecie moimi świadkami), przedrukowana też w gazecie diecezjalnej. Książka ta jest zbiorem moich listów pasterskich, posłań, studiów... Wkrótce dobiegną końca prace nad drugą książką, noszącą tytuł Crkva stup istine (Kościół fundamentem prawdy). Zawiera ona wspomnienia i refleksje z mojego uczestnictwa w pracach II Soboru Watykańskiego, jak również z okresu przed i posoborowego. Są w niej też moje prace teologiczne, jako że przez 58 lat, w okresie od 1942 do 1980 r., byłem profesorem teologii. Uważam tę książkę za najważniejsze moje dzieło, jest w nim zawarta moja dusza.
– Ekscelencja jest od początku świadkiem zdarzeń w Medziugorju oraz członkiem Konferencji Biskupów byłej Jugosławii.
Jak to właściwie wtedy było?
– Podczas obrad biskupów jugosłowiańskich, poprosił najpierw o głos biskup Żanić, wypowiadając się przeciw Medziugorju. Po nim i ja zabrałem głos, aby stwierdzić coś wręcz przeciwnego do zdania Żanicia, a tym samym w obronie Medziugorja. W tej sprawie nikt więcej się nie wypowiedział: ani za stanowiskiem biskupa Źanicia, ani za moim. Nikt nie poczytał mi za złe mojego wystąpienia w obronie Medziugorja, wszyscy byli zdania, że mówię prawdę. Ja zaś nie zamierzałem nikomu narzucać swojego zdania w sprawie Medziugorja.
Publicznie zaproponowałem biskupowi Żaniciowi moją przyjaźń, jest bowiem rzeczą nieprzyjemną, gdy mówi się o rozbieżności zdań dwóch biskupów z powodu Medziugorja. Nasze odmienne opinie odzwierciedlały jedynie nasze osobiste poglądy na ten temat i byłoby bezsensownym toczyć spory. Ostatecznie jednak Medziugorje jest problemem, który dotyczy wszystkich, zaś Stolica Apostolska nie wydała w tej sprawie osądu ani negatywnego, ani pozytywnego.
Biskup Żanić odrzucił jednak moją propozycję, stwierdzając, iż przyjaźni odnowić nie można dopóty, dopóki nie odwołam wszystkiego co powiedziałem na korzyść Medziugorja.
– Jakie stanowisko zajęli inni biskupi?
Wydawało mi się, iż nie chcą podzielić ani mojej, ani Żanicia opinii, pragnąc po prostu zachować w tej kwestii neutralność. Byli zdania, że jest to sprawa jeszcze nie rozwiązana. Jeżeli pochodzi od Boga, nikt nie zdoła tego podważyć, jeżeli nie – samo przez się zniknie. Często zwracałem się do biskupów, by przypomnieli sobie jak w Kościele powstały dogmaty, zawsze tak bywało, że Bóg działał za pośrednictwem ludzi, dlatego mówiłem biskupom: “Pójdźcie tam i przekonajcie się na własne oczy. Jesteście przecież sędziami i nie powinniście pozostawać neutralni. Zobaczcie, że tam sprawowane są msze święte, wierni przystępują do spowiedzi, nawracają się”. Odpowiedzią było ich przekonanie, że obecność biskupów w Medziugorju uznano by za akceptację, pozytywny osąd.
Na podstawie własnych doświadczeń jestem do Medziugorja przekonany. Nikt nie może mi zarzucić, iż jest to przejaw mojej wybujałej fantazji.
– Jakie były zapatrywania biskupów w 1991 w Zadar?
W tym czasie znajdowałem się już w stanie spoczynku i w spotkaniu nie uczestniczyłem. Jednak z tekstu wydanego wówczas oświadczenia dla każdego czytelnym jest uznanie Medziugorja za miejsce, w którym ludzie z całego świata spotykają się w celach modlitewnych. Nikt nie zdoła temu zaprzeczyć. W dalszej części podkreślono, iż biskupi będą wspierać oddawanie czci Maryi, zgodne z nauką Kościoła. Równocześnie oświadczono, że oficjalne pielgrzymki są zakazane, co w praktyce oznacza iż nie może ich sam inicjować kapłan lub biskup. Natomiast biskupi i księża mogą pielgrzymkom towarzyszyć, spowiadać i głosić kazania.
Obecnie urzędujący następca Żanicia, biskup Perić powiedział, że przed przejściem w stan spoczynku biskup Żanić stwierdził, iż w Zadar biskupi jakoby zakazali wszelkiego pielgrzymowania, równocześnie oświadczył, iż nie dzieje się tam nic nadprzyrodzonego. Nawiązując do tej wypowiedzi biskupa Pericia postanowiłem jedno dokładnie wyjaśnić. W tekście oświadczenia [z Zadar] napisano “Non constat de supernaturalitate” a to oznacza “Nie stwierdzono zjawisk nadprzyrodzonych”. Nie ma tam słów: “CONSTAT de NON supernaturalitate” co oznaczałoby “Stwierdzono, że nie dzieje się nic nadprzyrodzonego”. Proszę więc wszystkich biskupów, aby na podstawie tego, co dotychczas zostało przedstawione, nie wydawać żadnych wyroków, lecz nadal kontynuować badania.
Kiedy prasa opublikowała moje sprostowanie, nie zabrakło do mnie adresowanych słów krytyki, nawet uznany zostałem za swego rodzaju dziwaka. Być może istotnie nim jestem, lecz nigdy nie wystąpiłem przeciw prawdzie, wierze i moralności.
Po moim przejściu w stan spoczynku dotarł do mnie list biskupa Kuharicia, w którym zawiadamia, iż biskupi jednomyślnie postanowili zwrócić się do mnie z prośbą, abym nadal przewodniczył Komisji Nauki Wiary [Konferencji biskupów jugosłowiańskich], do przewodniczenia której byłem wybierany od czasu Soboru aż do emerytury. Dla mnie oznaczało to, że w oczach biskupów nie byłem żadnym dziwakiem i nadal cieszyłem się ich zaufaniem.
– Czy związek Ekscelencji z Medziugorjem nadal trwa?
– W ostatnim czasie nie podróżowałem do Medziugorja, jednak duchowo jestem z tym miejscem związany. Regularnie otrzymuję Biuletyn Prasowy, orędzia oraz pismo Glas Mira. W ubiegłym roku odwiedziłem Medziugorje, uczestnicząc również w niektórych spotkaniach.
– Jakie są osobiste doświadczenia Ekscelencji związane z Medziugorjem?
Wspomnę tylko o dwóch zdarzeniach. Pierwsze posiada ścisły związek z MODLITWĄ. Zawsze marzyłem o zostaniu jezuitą, ponieważ odpowiadało mi ascetyczne życie św. Ignacego. Już po wstąpieniu do nowicjatu poświęcałem codziennie 3 godziny modlitwie i to pozostało moim nawykiem również w latach kapłaństwa. Podczas pierwszego pobytu w Medziugorju, 31 grudnia 1981, moje wrażenia były jak najbardziej pozytywne. Nie znałem wówczas jeszcze żadnego ojca, nikogo z widzących, zauważyłem jednak, że nawet w dni powszednie gromadziło się wielu ludzi i w kolejkach oczekiwano na spowiedź. W następnym, 1982 r., znów pojechałem do Medziugorja i pewnego wieczoru, w czasie modlitwy, odniosłem wrażenie jakby ktoś zadał mi pytanie: “Ile się modlisz?”. Odpowiedziałem, że od nowicjatu poświęcam modlitwie trzy godzinny dziennie. Głos odpowiedział: “Tyle wystarcza zwyczajnemu kapłanowi, ty jednak będąc biskupem, powinieneś więcej się modlić. Dodaj jeszcze jedną godzinę”. Odrzekłem: “PRAGNĘ TO UCZYNIĆ”. Od tej chwili poświęcałem już modlitwom 4 godziny dziennie. To było jakby moje prywatne objawienie. Kiedy w 1988 r. przeszedłem w stan spoczynku, ponownie pojechałem do Medziugorja i znów usłyszałem ten sam głos, który tym razem odezwał się do mnie: “Obecnie masz więcej czasu i możesz modlić się przez 5 godzin każdego dnia”. Ponownie odpowiedziałem: “PRAGNĘ TO UCZYNIĆ”. Opisałem zdarzenie w piśmie Vijesnik, zaznaczając, iż Gospa pragnie, żeby kapłani modlili się trzy godziny dziennie, biskupi cztery, a nie pełniący już urzędu starsi biskupi – pięć godzin w ciągu dnia. Chyba nikt nie spełnił tego żądania. Nikt. Wszyscy jedynie reagowali znużonym uśmiechem i znów nazwali mnie dziwakiem.
Moje drugie przeżycie łączy się z przepowiednią Gospy, przekazanym mi za pośrednictwem widzącej, Marii Pavlović. Jesienią 1984 r. w czasie objawienia byłem osobiście obecny na dziedzińcu probostwa. Maria zapytała, czy pragnę Gospę o coś zapytać. Poprosiłem, aby zapytała Gospę, co mógłbym jeszcze w swoim życiu udoskonalić. Po objawieniu Maria zapisała wszystkie zadane Gospie pytania i Jej odpowiedzi, następnie przekazała mi kartkę. Pisało na niej:
“Błogosławię Księdza Arcybiskupa. Moje Imię będzie powodem, iż będzie on musiał dużo znieść ze strony przełożonych, lecz Ja będę z nim”.
Zabrałem kartkę, oczekując co się następnie wydarzy. Dokładnie dwa lata później, w 1986, przepowiednia spełniła się, w Watykanie. We wrześniu tego roku, krótko przed moim złotym jubileuszem kapłaństwa, przybyłem do Watykanu i tam spotkałem biskupa z Kongregacji ds. Duchowieństwa. Powiadomił mnie o procesie, który toczy się przeciwko mnie. Zgodnie z postanowieniem miałem być pozbawiony urzędu arcybiskupa. Brakowało jedynie podpisu Papieża. Słowa trafiły we mnie jak grom z jasnego nieba. Nigdy nie przeczuwałem, że toczy się przeciw mnie jakiś proces, nigdy też nie byłem przesłuchiwany. Zarzucono mi współpracę z komunistami w celu upadku Kościoła. Gdyby pozostawiono mnie dłużej na arcybiskupim urzędzie byłoby to prawdziwym niebezpieczeństwem dla Kościoła. Dlatego bez przesłuchania miałem natychmiast zostać pozbawiony urzędu. Ten sam biskup zwrócił się także do mnie z zapytaniem, czy pragnę sam złożyć dymisję. Krótko się nad tym zastanawiałem i nagle usłyszałem znany mi już głos:
“Przyjmij swoją śmierć”.
Odpowiedziałem: “Jeżeli Ojciec Święty pozbawi mnie urzędu, przyjmę to. Proszę Ojcu Świętemu powiedzieć, że nie będę sprawiał żadnych trudności”. Gdy to powiedziałem, ogarnęło mnie uczucie takiego spokoju, jakiego nigdy wcześniej nie doznałem. Zapewne taki spokój odczuwa się w raju. Wyjechałem z Watykanu.
Krótko przed złotym jubileuszem kapłaństwa, zamiast oczekiwanego wyroku otrzymałem osobisty list Ojca Świętego. Na ponad dwóch stronach Ojciec Święty przekazywał mi gratulacje z okazji jubileuszu. Napisał m. in.: “Proszę z największą radością odprawić Jubileuszową Mszę św., gdyż nieustające, stałe i wierne oddanie Stolicy Apostolskiej zostało potwierdzone”.
Oznaczało to, że Papież zadecydował o ponownym procesie i tym razem, w jego przebiegu moja wierność Kościołowi została w pełni udowodniona. W ten sposób spełniła się przepowiednia Gospy, przekazana mi za pośrednictwem widzącej Marii.
– Ekscelencji znane są początki Medziugorja, jak również aktualna sytuacja. Co można powiedzieć o przyszłości?
Żywię niezłomną nadzieję, że Medziugorje pozostanie sanktuarium o światowym znaczeniu – jak Lourdes i Fatima. Te trzy miejsca są ściśle z sobą związane. Objawienia w Fatimie, Lourdes i Medziugorju są symbolem walki [podjętej przez] Gospę dla obrony wiary w Boga, przeciwko obecnie rozpowszechnianemu ateizmowi. Jej objawienia związane są z marksistowskim ateizmem. W 1848 roku wydany został Manifest Komunistyczny z hasłem: “Proletariusze całego świata jednoczcie się w walce przeciw Bogu”. 10 lat później Gospa objawiła się w Lourdes, aby powiedzieć ludziom, że Bóg istnieje. Tym samym wystąpiła wprost przeciw komunizmowi, objawiając się biednej Bernadecie, która nie znała na pamięć nawet wyznania wiary.
W Fatimie ukazuje się dokładnie w miesiącu, w którym marksistowski ateizm wprowadzony zostaje w Rosji jako jedna z zasad ustroju. W Medziugorju objawia się, żeby zapowiedzieć upadek reżimów komunistycznych, co istotnie następuje w skali światowej. Jednak równocześnie zapowiada wojny, wywołane w wyniku zmian dyktatur.
– Czy wolno nam jeszcze prosić o końcowe słowo dla naszych czytelników?
– Zapraszam wszystkich do Medziugorja. Jest to dozwolone i każdy, kto tego pragnie, może tu przybyć. Zobaczyć własnymi oczyma i być może doznać jakiegoś szczególnego przeżycia. Z całą pewnością nastąpi to wtedy, gdy zjawicie się w Medziugorju z otwartymi sercami i pełni wiary.
– Dziękujemy za rozmowę!
Dla Gebetsaktion-Wien rozmowę prowadził vd 11 marca 1998 w Splicie z Arcybiskupem F. Franiciem. przekład z niem.: B. Bromboszcz