Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vicka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 stycznia 2015

Wywiad o.Livio przeprowadzony z Vicką (2) Wartość cierpienia

Wyw

iad o. Livio, dyrektora Radia Maryja – Włochy, przeprowadzony z Vicką 02.01.2008 r.


Ty od kilku lat nie otrzymujesz już orędzi dla wszystkich.
OJCIEC LIVIO – Pozwól zadać sobie trochę szczególne pytanie. W ostatnich latach Matka Boża przekazuje nam orędzia za pośrednictwem Marii, Mirjany, a czasem także Ivana. Zauważyłem jednak, że


VICKA – Matka Boża wie, kiedy dawać orędzia. Powiedziała, że mogłaby przekazać nam bardzo wiele orędzi, ale nie jesteśmy gotowi ich przyjąć. Matka Boża nie chce nam dawać orędzi po to tylko, byśmy ich wysłuchali i na tym koniec, ale chce, byśmy je przeżywali. Powiedziała, że kiedy nie podążamy tą drogą, Ona jest gotowa wskazać nam inne. Chce, byśmy za Nią szli. Nie ma sensu rzucać pereł przed wieprze, jak mówi Ewangelia. Tak właśnie uważam.O.L. – Ja natomiast uważam trochę inaczej. Ponieważ otrzymałaś od Matki Bożej zadanie, by modlić się za chorych, może Matka Boża chce, abyś stała się żywym orędziem, jak należy cierpliwie przyjmować cierpienie.
V. – Cierpienia z pewnością nie da się wytłumaczyć, a tylko przeżywać w głębi własnego serca. Kiedy Pan zsyła na nas małe cierpienie, jak mały krzyż, powinniśmy przyjąć je jako wielki dar od Boga. Często myślimy sobie: jak choroba może być darem? W rzeczywistości jest to wielki dar i Bóg zna jego powód. Wszystko zależy od nas, od stopnia, w jaki jesteśmy lub nie jesteśmy gotowi przyjąć ten dar. Powinniśmy dziękować Bogu, nie zadawać zbyt wielu pytań, a tylko prosić o siłę i odwagę, by iść naprzód. Matka Boża powiedziała: nie wiecie, jaką wartość ma wasze cierpienie w oczach Boga. Powinniśmy nauczyć się odpowiadać na łaski, które pochodzą od Boga, także poprzez przyjmowanie z miłością cierpienia. Musicie jednak wiedzieć, że są różne rodzaje cierpienia: cierpienie, które pochodzi od Boga, ale i takie, którego sami szukamy. Ich wartość jest różna. Powinniśmy przyjmować to, czego chce od nas Pan i dziękować Mu za ten wielki dar.


O.L. – Wydaje mi się, że Maryja powiedziała ci, byś się uśmiechała nawet w chwilach cierpienia.

V. – Oczywiście, i to także jest wspaniałe. Kiedy znajdujesz uśmiech w cierpieniu, oznacza to, że je przyjmujesz, i potem nie dostrzegasz już cierpienia, ale czujesz płynącą z serca radość. Każdego dnia stajesz się silniejszy i przestajesz odczuwać ciężar. Im więcej robisz dla Matki Bożej, tym większe odczuwasz szczęście i miłość.




O.L. – Ty tak mówisz, ale rzeczywistość wygląda inaczej, bo tych, co odkrywają, że cierpienie jest łaską i potrafią je przyjąć, jest zasadniczo niewielu, natomiast większość osób, kiedy choruje, prosi o uzdrowienie, czasem nawet szukając pomocy u niewłaściwych osób, jak wróżka itp. Matka Boża tymczasem powiedziała nam, jak zyskać uzdrowienie w orędziu: „Do uzdrowienia chorych konieczna jest silna wiara, wytrwała modlitwa, której towarzyszy ofiara postu i wyrzeczenia. Nie mogę pomóc tym, którzy się nie modlą i nie czynią wyrzeczeń” (18.08.82 r.).


V. – Bóg zawsze jest gotów udzielić daru uzdrowienia. Dla Boga to bardzo łatwe. My jednak, kiedy spotyka nas jakaś trudność, natychmiast zwracamy się do Boga z błaganiem o ratunek. Matka Boża przestrzegła nas jednak, że z prośbami o łaskę nie wolno żartować. Matka Boża zawsze jest gotowa udzielać nam łask za pośrednictwem swego Syna, ale wielu prosi o uzdrowienie ciała, mało natomiast o uzdrowienie serca. Dopiero wtedy, gdy zacznie się uzdrowienie serca, dojdzie również do uzdrowienia ciała.

Często źle prosimy o łaskę. Nie należy rozumować w ten sposób: dzisiaj czegoś potrzebuję, więc pomodlę się do Matki Bożej, która da mi to, inaczej nie będę się modlił. Modlitwa to nie wymiana handlowa. Nikt nie zmusza nas do modlitwy: Bóg dał nam wolną wolę. Jeśli jednak chcemy się modlić, to pierwsza rzecz, o jaką powinniśmy prosić, jest dar żywej wiary, która będzie wzrastała w naszym sercu. Nasza wiara nie może wyrażać się tylko w słowach, ale powinna obejmować całe nasze życie. Dzięki codziennej modlitwie nasza wiara wzrasta dzień po dniu i sta je się wewnętrznym bogactwem. Jeśli idziesz do wróżki, oznacza to, że Bóg dla ciebie nie istnieje. Możesz szukać wszędzie, ale ostatecznie do niczego nie dojdziesz. Jedynym, który może dać prawdziwą radość i uzdrowienie, jest Chrystus.

O.L. – Oczywiście, bo jeśli Matka Boża nas uzdrowi, a my się nie na wrócimy, to wykorzystamy uzdrowienie do popełniania dalszych grzechów.V. – W dzisiejszym świecie istotnie dostrzega się taką tendencję: wszystko, co kiedyś było normalne, dzisiaj przestało takie być, i odwrotnie. Ale Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Istniejące dzisiaj zło nie po chodzi od Boga, ale jest dziełem człowieka.

Źródło: "Echo Maryi Królowej Pokoju"

poniedziałek, 10 marca 2014

Vicka o Wielkim Poście


Byłam szczęśliwa słysząc te tak natchnione słowa Vicki o Wielkim Poście, zebrane przez pewnego pielgrzyma:

“Najczęściej patrzymy na Wielki Post jak na czas, w którym dokonuje się ofiar lub praktykuje się wyrzeczenia porzucając kawę, alkohol, czekoladę, papierosy, telewizję, lub to, do czego jesteśmy najbardziej przywiązani. Ale musimy odmawiać sobie tych rzeczy z miłości do Jezusa i Maryi i czuwać nad tym, żeby z tego nie czerpać chwały osobistej. Często z niecierpliwością oczekujemy końca tych 40 dni, żeby móc na nowo pić, znowu zasiąść przed telewizorem, itd...,ale to nie jest dobry sposób, żeby przeżyć Wielki Post!

Zapewne Najśw. Panna prosi nas o ofiary, ale ona prosi nas o nie zawsze, nie tylko w czasie Wielkiego Postu. Podczas Wielkiego Postu powinniśmy ofiarowywać Bogu wszystkie nasze pragnienia, nasze krzyże, nasze choroby, nasze cierpienia, żeby móc kroczyć z Jezusem, iść z Nim na Kalwarię. Powinniśmy pamiętać o tym, żeby pomagać Mu nieść Jego krzyż, a także pytać Go: “Panie, jak mogę Ci pomóc? Co mogę Ci ofiarować?” Ponieważ to za nas wszystkich On niesie Swój krzyż. Nie mówię tego w tym sensie, że On nie jest zdolny nieść Swojego krzyża, lecz gdy złączymy się z Nim w głębi swego serca, to stanie się to czymś bardzo pięknym. Nie zwracam się do Niego tylko wtedy, gdy Go potrzebuję, lecz idę z Nim, gdy On mnie najbardziej potrzebuje, gdy On za nas cierpi.

Najczęściej, gdy mamy krzyż, który możemy Mu ofiarować, to przeciwnie, prosimy w taki sposób: “Panie, proszę Cię, zdejmij ten krzyż z moich ramion, jest bardzo ciężki, ja nie mogę! Dlaczego ten krzyż spadł na mnie, a nie na kogoś innego?” Nie! Nie o to powinniśmy prosić. Gospa powiedziała nam, że raczej powinniśmy mówić: “Panie, dziękuję Ci za ten krzyż, dziękuję Ci za wielki dar, jaki mi dajesz!”

Bardzo rzadko zdarzają się tacy, którzy rozumieją wielką wartość krzyża i wielką wartość daru, jakim są nasze krzyże, gdy są ofiarowane Jezusowi. Możemy się tyle nauczyć poprzez ten dar krzyża! W tym czasie Wielkiego Postu powinniśmy zrozumieć sercem, jak Jezus nas kocha i powinniśmy iść u Jego boku z ogromną miłością i próbować jednoczyć się z Nim w Jego Męce. Taka jest ofiara, jakiej On oczekuje z naszej strony. Idźmy więc tak, a wtedy, gdy z chwilą zmartwychwstania nastąpi dzień Wielkanocy, nie patrzmy na zmartwychwstanie z zewnątrz, bo my także zmartwychwstaniemy z Jezusem. Ponieważ staniemy się wolni wewnętrznie, wolni od nas samych i wolni od naszych przywiązań. Czyż nie jest to cudowne? Będziemy zdolni przeżywać Jego miłość i Jego zmartwychwstanie wewnątrz nas samych!

Każdy przyjęty krzyż ma przyczynę swego istnienia. Bóg nigdy nie daje nam krzyża bez przyczyny, bez sensu. Wie, w jakim momencie zdjąć nam ten krzyż. Gdy cierpimy, podziękujmy Jezusowi za ten dar, a także powiedzmy Mu: “Jeśli masz inny podarunek dla mnie, jestem gotów. Lecz przede wszystkim błagam Cię, żebyś dał mi siłę, a także odwagę do niesienia mojego krzyża i kroczenia naprzód z Tobą, Panie!”

Przypominam sobie, w jaki sposób Gospa mówiła mi o cierpieniu, gdy powiedziała: “Gdybyście znały wielką wartość cierpienia!” To naprawdę jest bardzo wielka rzecz! Następnie reszta całkowicie zależy od nas i od dyspozycji naszego serca. Wszystko będzie zależało od naszego “tak” wypowiedzianego Jezusowi. Potrzeba całego życia, żeby się tego nauczyć i iść naprzód. Każdego ranka, gdy się budzimy, możemy zacząć nasz dzień z Bogiem. Gospa nie prosi nas, żebyśmy się modlili cały dzień, lecz żebyśmy umieścili modlitwę na pierwszym miejscu, żebyśmy Boga umieścili na pierwszym miejscu, a później wykonywali nasze prace i szli naprzód we wszystkich dziedzinach naszego życia, odwiedzali chorych, itd.

Gdy czynimy akt miłości bez modlitwy, to to nie ma wartości. Tak samo, gdy się modlimy, lecz nie działamy z miłością, to to też nie ma wartości. Te dwie rzeczy, modlitwa i miłość, idą zawsze razem. I tak dzień po dniu, idziemy naprzód!” (Koniec słów Vicki)

Gdy wiemy, ile Vicka cierpi i z jaką miłością poświęca swoje życie pielgrzymom, którzy odwiedzają Medjugorje, te słowa nabierają szczególnego znaczenia. Vicka naprawdę każdego dnia przeżywa drogę krzyżową z Jezusem i wie, jaką to przynosi radość. Jaką cudowną radę daje nam na ten Wielki Post!

Słowa Vicki odzwierciedlają słowa siostry Faustyny: “O, gdyby dusza cierpiąca wiedziała, jak ją Bóg miłuje, to skonałaby z radości i nadmiaru szczęścia: poznamy kiedyś, czym jest cierpienie, ale już będziemy w niemożności cierpienia. – Chwila obecna jest nasza.” (Dzienniczek, 963)

Droga Matko, w tym Wielkim Poście, chcemy iść naprzód, pomóż nam, żebyśmy z miłością odpowiedzieli Jezusowi “tak”.

Cathy Nolan  
 15 marzec 2001
Źródło: Children of Medjugorje
Tłumaczenie na język polski: http://www.medjugorje.ws/
zdjęcia: piotr

środa, 25 września 2013

Widząca Vicka mówi o figurce Matki Bożej, która rozbłysnęła światłem

Vicka udzieliła wywiadu dla portalu medjugorje-info.com
Vicka powiedziała, że ta figurka jest w ich domu od ponad 30 lat.

Na wstępie Vicka powiedziała: „Tak, figurka jaśnieje światłem, ale Matka Boża przez swoją obecność daje nam światło już od ponad 32 lat.”

Potem powiedziała: „ W tym pokoju, gdzie znajduje się figurka Matki Bożej, która świeci, Matka Boża ukazywała się wiele razy, ale dotąd nigdy nic nie świeciło. Tymczasem kiedy ja byłam w podróży dostałam wiadomość: „Vicka, figurka Matki Bożej rozbłysnęła światłem”. Ja jednak myślę, że nie należy się skupiać na figurce i mówić ”patrzcie Matka Boża świeci”, bo Ona powinna świecić w naszych sercach.


Ta jasność na pewno ma wielkie znaczenie, ale ja myślę, że ważniejsze jest, żeby przyjść do Matki Bożej, uklęknąć i modlić się w pokorze. To światło od Matki Bożej jest znakiem, że Ona pragnie przemienić nasze serce, to jest tylko taka mała zachęta, abyśmy poczynili krok naprzód.”

Świat, w którym obecnie żyjemy, przenika wielka ciemność, wielki smutek, więc dlatego Matka Boża daje nam to światło, światło nadziei i zbawienia, przez które będziemy zbawieni w Jezusie. To jest zachęta z Jej strony. Na pewno jest to związane z tym co Matka Boża kiedyś powiedziała : „Dam wam znaki” i to jest jeden taki uprzedzający znak, ale też powiedziała: „Milsze mi jest kiedy swoim życiem świadczycie o moich orędziach i stajecie się światłem dla innych”

PS Tłumaczenie z języka chorwackiego. Dziękuję

środa, 16 listopada 2011

Widząca Vicka w Corridonia (Włochy)

Widząca z Medziugorje, Vicka Ivanković-Mijatović na spotkaniu modlitewnym w Corridonia (Włochy)

Widząca Vicka w Corridonia (
fot: Marco Piagentini)
W spotkaniu, które odbyło się 13 listopada uczestniczyło ze względu na ograniczoną ilość miejsc około dwóch tysięcy osób. Organizatorami byli przyjaciele widzącej: małżeństwo - Pierluigi Enzo i Silence Angela.

Mszę św. odprawił ks. Luciano Moltelpare, który w homilii zwracając się zwłaszcza do młodych ludzi wspomniał Pierluigi Gabriela, syna organizatorów, który zginął w wypadku samochodowym. „ Bardzo dobry chłopak, który potrafił trzymać się z dala od pokus alkoholu i narkotyków” – powiedział ksiądz. Gabriel może być wzorem do naśladowania.
 W czasie spotkania Vicka miała publiczne objawienie Matki Bożej, które rozpoczęło się, kiedy modliła się przed figurą Najświętszej Maryi Panny. W czasie objawienia z twarzy Vicki promieniała radość.
Widząca powiedziała po objawieniu, że Maryja w sposób szczególny podkreśliła ważność modlitwy w intencji realizacji Jej planu.
W czasie modlitwy różańcowej widząca zaprosiła wszystkich obecnych do wzmożenia modlitw, podjęcia postu, spowiedzi, Eucharystii i czytania Pisma Świętego zgodnie z tym, do czego w orędziach wzywa Matka Boża w Medziugorje.
Źródło: Corierre Adriatico

sobota, 8 października 2011

Widząca Vicka i o. Jozo Zovko OFM przed Watykańską Komisją



W czwartek 6 października w Kongregacji Nauki i Wiary w Watykanie odbyło się kolejne posiedzenie Międzynarodowej Komisji ds. Medziugorja. Jak podaje chorwacka prasa w tym dniu zostali zaproszeni do Watykanu widząca Matkę Bożą Vicka Ivanković-Mijatović i franciszkanin o. Jozo Zovko OFM, który był proboszczem w parafii Medziugorje w czasie, kiedy rozpoczęły się objawienia. Ponieważ członków Komisji obowiązuje tajemnica, również i tym razem nie ma relacji z posiedzenia. Komisją powołaną w marcu 2010 r. kieruje Kardynał Camillo Ruini.


Przypomnijmy, że w czerwcu tego roku przed Komisją stanęła Ivanka Ivanković-Elez. Ivanka po otrzymaniu dziesiątej tajemnicy nie ma już codziennych objawień. Matka Boża ukazuje się jej, raz w roku 25 czerwca. Intencja modlitewna, którą powierzyła jej Matka Boża: za rodziny. Ivanka rzadko spotyka się z pielgrzymami prowadzi ciche rodzinne życie.


PS Widząca Vicka urodziła się 3.09.1964 r. w Bijakovici, parafia Medziugorje. Do dnia dzisiejszego ma codzienne objawienia. Matka Boża powierzyła jej dziewięć tajemnic. Vicka jest mężatką i mieszka w Krehin Gracu w pobliżu Medziugorja. Intencja modlitewna, którą powierzyła jej Matka Boża: za chorych. Vicka jest bardzo zaangażowana w szerzenie przesłań Królowej Pokoju. Mimo cierpienia niestrudzenie służy pielgrzymom.


PS 2 O. Jozo Zovko OFM urodził się 19.03. 1941 r. w Uzarici, par. Široki Brijeg. Sześć miesięcy przed rozpoczęciem objawień został proboszczem w Medziugorju. Tego dnia był nieobecny w parafii gdyż prowadził rekolekcje w Zagrzebiu. Przez władze komunistyczne aresztowany 17.08.81 r. i skazany na trzy i pół roku więzienia w Foca. Zwolniony po osiemnastu miesiącach pod wpływem nacisków prasy zachodniej, głównie włoskiej. O. Jozo nazywany jest siódmym widzącym, ponieważ i jemu objawiła się Matka Boża. Po opuszczeniu więzienia nie pozwolono mu wrócić do parafii Medziugorje. Więcej…

sobota, 20 marca 2010

Niebiańska radość w oczach Vicki




Kilka dni temu s. Emmanuel w swoim liście (15 marca) umieściła wiadomość: „W tych dniach Vicka ma poddać się jeszcze jednej operacji w Zagrzebiu, na cysty na plecach. Ale dla niej jej droga krzyżowa stała się drogą radości!”.

\Kiedy czytam te słowa przed oczami staje mi ta pełna radości dziewczyna. Widzę ją stojącą niestrudzenie na schodkach. Vicka ma w oczach niebo, jest w nich tyle miłości tyle radości. Próbuje tą radość i miłość przekazać każdemu pielgrzymowi, który przyszedł na spotkanie z nią. W czasie dawania świadectwa Vicka zauważa każdą osobę. Każdemu przesyła pozdrowienie, do każdego uśmiechnie się, prześle całusa, pomacha. Uderza pokora, z jaką to czyni. Ona przez te wszystkie lata nie zmieniła się. Pomimo że codziennie widzi Matkę Bożą i z Nią rozmawia pozostała zwykłą dziewczyną. Przy spotkaniu z nią nie czujesz się skrępowany ani zawstydzony. Teolodzy są zaskoczeni jej mądrością. To nie jest wiedza akademicka, ale mądrość pochodząca od Ducha Świętego.

Kiedy rozpoczęły się objawienia pierwszego dnia ucieka. Ale od następnego dnia jest gotowa wszystko zrobić dla Matki Bożej.

Pamiętam pewne wydarzenie kilka lat temu. Przyjechałem do Medziugorje z bardzo ciężkim sercem. Któregoś dnia grupa, z którą przyjechałem pojechała na wodospady. Nie miałem ochoty tam jechać. Pomyślałem pozostanę w Medziugorje. Pójdę na "Górę Objawień". Po drodze chciałem kupić róże dla Matki Bożej, aby ją położyć przy figurze Gospy* na Podbrdo. Niestety pierwsza kwiaciarnia zamknięta. Poszedłem na drugi koniec ulicy do drugiej i to samo. Myślę trudno, Mateczko ty wiesz, że chciałem. Skręcając na ścieżkę, którą się idzie na skróty przez winnice zobaczyłem piękne róże. Rosły przed jednym ze sklepików z pamiątkami. Myślę zapytam właścicielki czy mi sprzeda jedną z nich. Kiedy zapytałem uśmiechnęła się. Poszła na zaplecze przyniosła sekator i powiedziała żebym sobie wybrał. Uciąłem najpiękniejszą i ku mojemu zaskoczeniu Pani ze sklepiku nie zgodziła się abym za nią zapłacił.

Kiedy już dochodziłem do góry nie mogłem dojść do wejścia na nią. Drogę skutecznie zatarasowali pielgrzymi z Włoch. Kto choć raz próbował się przedrzeć pomiędzy Włoszkami to wie, że to nie jest możliwe. Ci pielgrzymi mieli spotkanie z Vicką. Pamiętam, że trochę zrozumiałem, co mówiła Vicka. Na zakończenie bardzo długo modliła się w intencji osób, które były na tym spotkaniu. Potem Włosi zostali poproszeni, aby zrobili miejsce, bo ma być jeszcze spotkanie z inną grupą z Polski. Pomyślałem, że tą róże mogę dać Vicce i poprosić, aby dała ją Matce Bożej w czasie objawienia, które będzie miała o 18:40. W związku z tym, że byłem wmieszany w tłum, kiedy Włosi odeszli ja znalazłem się przy samych schodkach. Odmawialiśmy różaniec i po pewnym czasie przyszła Vicka. Stałem tak, że była do mnie odwrócona plecami. Nie miałem śmiałości zaczepić ją i dać jej tą róże. Dałem ją mężczyźnie, który był z widzącą. Powiedziałem mu, aby dał Vicce i poprosił ją, aby dała Gospie w czasie objawienia. Kiwnął głową, że zrozumiał. W tym czasie Vicka dawała świadectwo. Nie mogła widzieć jak ja dawałem ten kwiat. Po pewnym czasie ten mężczyzna bez słowa wręczył jej tą róże. Vicka odwróciła się popatrzyła po ludziach, spojrzała na mnie i z uśmiechem wyciągnęła do mnie dłoń. Myślałem, że chce mi ją tylko podać. Ale nie ona trzymała mnie za rękę i dalej dawała świadectwo. Ileż pokoju wpłynęło do mojego serca w tym czasie. W tym momencie przypomniałem sobie jak Vicka opowiadała jak Matka Boża zabrała ją z Jakovem do nieba, czyśćca i piekła. Vicka mówiła, że Gospa wzięła ją za prawą a Jakova za lewą rękę i tak poszli z Nią. Teraz ta dłoń, która trzymała dłoń Maryi trzymała moją. Wracałem z tego spotkania z ogromną radością…

Ta dziewczyna tak wiele cierpi. W ostatnich latach były dni, kiedy traciła przytomność z bólu. Modlę się i proszę, za Vicką aby Bóg pozwolił jej wrócić do zdrowia. Aby mogła nadal pokazywać nam niebiańską radość, którą ma w oczach…

Maryjo, Matko i Królowo Pokoju miej ją w swojej opiece.

* Gospa - z chorwackiego Matka Boża
 
PS. Kiedy czytam w prasie, że „wiele kontrowersji budzi styl życia świadków objawienia” to serce ściska się z bólu.

sobota, 23 stycznia 2010

Świadectwo Teresy

Teresa z Sycylii (62 lata), zaproszona na ślub Vicki i Mario, opowiedziała nam następujące zdarzenie:

“Jestem dwunasta z czternaściorga dzieci. Mój ojciec często przeklinał Boga i bił moją matkę oraz nas, dzieci. Często byliśmy głodni i musieliśmy we troje spać w łóżku. Gdy miałam 9 lat, otrzymałam powołanie, żeby zostać zakonnicą, ale mój ojciec nie pozwoliłby na to, ponieważ chciał, żebym pracowała, aby pomóc rodzinie. Później wyszłam za mąż i stałam się w wierze letnia. Mój mąż nie bardzo wierzył, lecz w niedziele chodziliśmy na Mszę św.

W 1988 r. musiałam mieć wykonane nacięcie macicy z powodu raka, a potem chemioterapię i naświetlanie. Wtedy mój mąż bardzo się rozchorował i musiałam się nim opiekować aż do jego śmierci dwa lata temu. Całkowicie wyczerpana musiałam wykonać następne badania. Tym razem diagnoza wykazała raka wątroby. Całe moje ciało cierpiało i ciągle wymiotowałam. Zdecydowałam się wyjechać na rekolekcje do San Giovanni Rotondo, byłej parafii Ojca Pio, żeby uporządkować swe życie na te miesiące, jakie mi jeszcze pozostały. Dusiłam się z powodu tak wielu przeciwności. Lekarze chcieli wykonać trzecią operację, a ja miałam podjąć decyzję.

Podczas pierwszej nocy w San Giovanni, 21 czerwca 2000 r., miałam dziwne doświadczenie, które myślałam, że jest snem, lecz nie byłam tego pewna. Spostrzegłam, że jestem w poczekalni w szpitalu i czekam na swoją kolej, żeby zostać wezwana na operację. Otworzyły się drzwi i weszła młoda kobieta. To była pielęgniarka nosząca biały uniform. Brązowe włosy miała upięte w koński ogon. Podeszła wprost do mnie mówiąc: “Pani już może odejść, jest pani wyleczona.” Wstrząśnięta i zdziwiona, wyjąkałam, że nie mogę odejść, ponieważ przyszłam na operację. Ona powtórzyła: “Tak! Pani może odejść, pani została wyleczona.” Ponownie powiedziałam do niej: “To musi być pomyłka, ponieważ jestem wyznaczona na operację.” Wtedy stanowczym głosem powiedziała do mnie: “Przecież powiedziałam pani, że pani jest wyleczona.”

Następnego ranka ciągle byłam opanowana przez to “doświadczenie”. Powiedziałam o nim księdzu, który rzekł mi: “Z czasem zobaczymy, czy to jest prawda, czy nie. Tymczasem pani musi sama dokonać wyboru, czy się operować, czy nie.” Postanowiłam nie mieć operacji. Faktycznie, podczas tej samej nocy ból całkowicie zniknął. Mogłam znowu zacząć normalnie jeść, przybierałam na wadze, mogłam spać, chodzić, dokładnie tak, jak ktoś przy dobrym zdrowiu. W moje ciało weszła ogromna siła. I zapomniałam powiedzieć, że moja pierwsza myśl po przebudzeniu ze snu to było Medjugorje: “Muszę jechać do Medjugorja!” Zawładnęło mną intensywne pragnienie pojechania tam, a na razie nie wiedziałam o Medjugorju naprawdę nic: mała odizolowana wioska w Bośni-Hercegowinie, jakieś objawienia dla młodych pasterzy... To wszystko, co wiedziałam! Rekolekcje w San Giovanni Rotondo były dla mnie czasem zmartwychwstania i zdecydowałam się zmienić swoje życie, umieścić Boga na pierwszym miejscu. Po rekolekcjach szukałam sposobu, jak pojechać do Medjugorja i ostatecznie znalazłam na Sycylii pielgrzymkę zorganizowaną na Nowy Rok. Zostałam także zaproszona do uczestnictwa w grupie modlitewnej w czwartki wieczorem w celu rozważania orędzi otrzymanych od Królowej Pokoju. Każde orędzie trafiało wprost do mojego serca i coraz bardziej napełniało mnie radością.
Gdy przybyłam do Medjugorja, wrażenie wywarł na mnie urok tego miejsca, nawet pierwszego dnia podczas odprawiania Drogi Krzyżowej na Górze Kriżevac. Następnego dnia poszliśmy posłuchać Vicki. Gdy ją ujrzałam, powiedziałam do siebie: “Już gdzieś widziałam jej twarz, ale gdzie?”

Wtedy jak błyskawica wróciła do mnie scena z nocy w San Giovanni i wykrzyknęłam: “To ona! To ta młoda kobieta w bieli, która przyszła mi powiedzieć: “Pani może odejść, jest pani wyleczona!” Byłam zdumiona i patrzyłam na promieniujące z jej oczu światło, na promienie miłości płynące z jej twarzy. Później miałam okazję, żeby jej opowiedzieć o tamtej nocy, gdy przyszła mnie odwiedzić, a ona mi tylko rzekła, uśmiechając się: “Bogu dzięki!”

Moje życie pochłonęło teraz apostolstwo na Sycylii i rekolekcje modlitewne w Medjugorju. Wiem, że Gospa ma dla mnie plan związany z danym mi uzdrowieniem i uwolnieniem. Moja radość ma być Jej narzędziem, służącym do tego wszystkiego, co dla mnie przygotowała.

To jest tylko początek świadectwa Teresy, tej prostej, dyskretnej kobiety, pełnej ognia, która teraz należy do apostołów Gospy. Interwencja Vicki podczas grożącego jej niebezpieczeństwa pokazuje, że nie musimy szukać widzących, lecz raczej być otwarci na Boga i pozwolić zmienić swoje życie. Żeby nam pomóc, Bóg ma rzeczywiście miliony aniołów, nigdy nie wyczerpie się Jego łaska czy wyobraźnia, żeby nam pomóc lub nas nawiedzić. Dlaczego tamtej nocy wybrał dla Teresy Vickę? Nie możemy odpowiedzieć na to pytanie, na szczęście możemy podziękować!
s. Emmanuel (19.02 2002r)

żródło: Children of Medjugorje
tłumaczenie: Medjugorje WebSite

niedziela, 9 sierpnia 2009

Notatki z Medjugorje

Tę uczącą pokory noc na morzu pomiędzy Anconą a Splitem będą pamiętać wszyscy pielgrzymi do końca życia. Zarówno rzymianie z parafii Grzegorza VII, jak i Polacy. Bo taki sztorm na Adriatyku zdarza się raz w roku. 8 w skali Bouforta. Kapitan statku i ksiądz są jednomyślni: widać „zły” nie mógł ścierpieć, że podróżuje z nami obraz Matki Bożej Wniebowziętej poświęcony przez Benedykta XVI, omodlony przez dziesiątki tysięcy ludzi w Polsce, Włoszech, Austrii, Bośni… W Niegowici przed oryginałem tego wizerunku modlił się ks. Karol Wojtyła.

Vicka opowiada pielgrzymom o swoich spotkaniach z Matką Bożą. Obok ks. Jarosław Cielecki. FOT. BARBARA ROTTER–STANKIEWICZ

Obraz był w Medjugorie już latem ubiegłego roku. Również wtedy towarzyszyli mu Włosi, którym przewodniczył ks. Jarosław Cielecki. Teraz do maryjnego sanktuarium w Bośni wybrała się inna grupa. Podróż z Rzymu na wybrzeże przebiegła bez żadnych zakłóceń, wieczorem, w dobrych nastrojach, wszyscy wsiedli na prom. Po kolacji – wspólny różaniec i lekki niepokój. Za oknem zaczynają się przewalać ogromne fale –w świetle reflektorów statku widać, jak zielona, spieniona woda wznosi się i opada. Jeszcze wszyscy trzymają się na nogach. Godzinę później, pomiędzy trzeszczącymi ścianami kajut, marzą już tylko, żeby „to” się skończyło. Doczekaliśmy. Strugi deszczu i wicher na lądzie są już drobiazgiem. Kilka godzin jazdy we mgle po krętych, górzystych drogach, nikogo już nie niepokoi.

Miasteczko

Trochę jak Wadowice, trochę jak Myślenice. Tyle że mniejsze, a dookoła inne góry. Wyższe, surowe, szarobrunatne o tej porze roku, choć z dnia na dzień przybywa zieleni. Jedna główna ulica, wyznaczona sklepikami z pamiątkami. Tysiące figurek Madonny. Różnej wielkości, różnych kolorów. Białe, biało–niebieskie, biało–szare. Medaliki, obrazki, kubeczki, podkoszulki i poduszeczki z wizerunkami Matki Bożej. Ktoś wymyślił nawet szklaną popielniczkę z Jej twarzą i kubek z Ukrzyżowanym. Jednak królują różańce. Gdyby je zliczyć – chyba dziesiątki tysięcy – małych, dużych, z plastikowych koralików, metalowych albo drewnianych ziarenek. Tradycyjne, długie, do odmawiania pięciu tajemnic, małe – jak bransoletki i jeszcze mniejsze, które nałożyć można na palec. Jak we wszystkich maryjnych sanktuariach. Ale w Medjugorie są jeszcze różańce kamienne. A to zwiastun tego, co naprawdę tu ważne.

Kościół

Charakterystyczne, kwadratowe wieże z jasnego kamienia strzegą głównej nawy. Surowe, białe, na tle szarego, rozdeszczonego nieba. Takich kościołów jest wiele. To nie jest architektura sakralna, która zmuszałaby do zainteresowania. Świątynia pw. św. Jakuba, której budowa zaczęła się krótko po II wojnie światowej, poświęcona została dopiero w roku 1969. Wnętrze też nie urzeka wyjątkowym pięknem. Surowe, prawie puste. Tylko przy bocznym ołtarzu, po prawej stronie, zawsze ktoś się modli. Jedni odchodzą, drudzy klękają na ich miejscu. Powierzają swoje sprawy Maryi, której postać wydobywa z mroku światło reflektorków. Przyjazny mrok panuje tutaj także podczas wieczornych adoracji Najświętszego Sakramentu, kiedy kościół pełen jest ludzi, chociaż do pełni pielgrzymkowego sezonu jeszcze daleko. Modlitwę, po chorwacku, włosku, angielsku, polsku, francusku i niemiecku, prowadzi młodzież. Dołączają do nich inni, śpiewając w różnych językach ten sam tekst, wyświetlany na ekranie. Muzyki tłumaczyć nie trzeba…

Święte miejsca

Pielgrzymów widać w sklepikach, wokół świątyni, w ogrodzie różańcowym i przy posągu Ukrzyżowanego. Przychodzą tu nie tylko, by się modlić, ale zobaczyć dziwne zjawisko. Z figury, na wysokości Jezusowego kolana, nieustannie wydobywa się woda. Ze smukłej metalowej rzeźby powoli wypływają krople. Bez względu na pogodę, porę dnia czy nocy. Ludzie nie pozwalają jej spłynąć. Podchodzą, wyciągają ręce, by dotknąć wody w miejscu, gdzie się pojawia. Robią znak krzyża, nasączają chusteczki, modlą się, fotografują zjawisko, siebie na tle rozpiętego między niebem a ziemią Chrystusa i odchodzą. Idą pod inny krucyfiks, zapalają świece, przechodzą pod figurę Maryi… Kolejność jest różna, ale te miejsca w Medjugorie odwiedza każdy, nawet najbardziej utrudzony lub chory pielgrzym. Dla innych celem wędrówki jest Kriżewac, na szczycie którego w 1934 roku zbudowano betonowy krzyż. Na tę drogę decydują się najwytrwalsi To 3 – 4 godziny połączonej z wędrówką modlitwy.

Kamienie

Jej przedsmakiem jest wyjście na Crnicę, Górę Objawień, gdzie Madonna ukazała się po raz pierwszy. Tam, przezornie zaopatrzeni w solidne laski, wybierają się wszyscy z włosko–polskiej pielgrzymki. Przestaję się temu dziwić, gdy stajemy u stóp góry. Kamienie, kamienie, kamienie… Duże, mniejsze. Ostre i śliskie. Próżno tu szukać ścieżki wiodącej do kolejnych tablic z tajemnicami różańca. Szlak można rozpoznać ewentualnie po lampach, które oświetlają trasę wieczorem, ale to tylko symboliczna droga. Każdy szuka tu swojej. Jednym bardziej pasuje pokonywanie głazów, bo z każdym krokiem drogi ubywa. Inni omijają wielkie kamienie, nadkładają metrów i zbliżają się do celu drobnymi kroczkami. Młodzi biegną, starsi odpoczywają, szukając oparcia w skałach, chwytając mizerne drzewka od czasu do czasu wyrastające z kamienistej ziemi. Idzie się stromo pod górę, jakby łożyskiem górskiego potoku. Ziemia prześwituje chyba tylko tam, gdzie pielgrzymi wyzbierali kamyki, by zabrać je ze sobą na pamiątkę. Chce ją mieć prawie każdy. Gdy zaprawieni we wspinaczkach modlą się przy kolejnej różańcowej stacji, mniej sprawni ich doganiają. Zanim zdążą złapać oddech, najsilniejsi znów są już w drodze. Chyba, że jak – 13–letnia Polka, Patrycja, pomagają innym. Wtedy uchodzą za anioły…

Miejscem, w którym spotykają się wszyscy, jest niewielki placyk, na którym stoi figura Madonny, ustawiona tam w 20. rocznicę objawień. Spogląda razem z nimi na Medjugorie i panoramę okolicy. Wieczorny wiatr monotonnie porusza różańcem, który ktoś zawiesił na Jej dłoni. Tu, pośród głazów i krzyży, jest czas na modlitwę, zadumę i odpoczynek. Ludzie klęczą, stoją i siedzą. Cisza. Głośno słychać tylko słowa różańca.

Droga w dół wymaga jeszcze więcej uwagi niż pokonywanie stromizny w górę. Jedna z Włoszek upada, ale dzielnie podnosi się z kamieni i idzie dalej. Tak samo jak wcześniej niepełnosprawna kobieta prowadzona przez matkę. Gdyby upadła na zwykłej drodze, pewnie tak szybko by nie wstała. Schodzimy w dół. Lepiej nie patrzyć przed siebie, tylko krok po kroczku stawiać tak, jak by miał być to ostatni. W końcu staję na normalnym gruncie i patrzę na tych, którzy dopiero mają zacząć wędrówkę po ostrych, śliskich i zimnych kamieniach. Dwie kobiety są gotowe do drogi. Jedna zdejmuje buty... Jak można iść boso po takiej drodze?

– Można, to tak, jak by pozbyć się balastu – opowiada

Beata, która kilka miesięcy temu zaryzykowała i zachęcona przykładem innych postanowiła bez butów pokonać drogę.

– Nie czułam, że idę po kamieniach. Żadnych skaleczeń, żadnych siniaków…

Nie mam powodu jej nie wierzyć. Tak samo, jak księdzu Jarosławowi, który opowiada jak dwie niepozorne dziewczyny same i bez wysiłku wyniosły ważący kilkanaście kilogramów obraz niego niegowickiej Madonny na Kriżevac.

Vicka

Co sprawia, że do Medjugorje przybywa co roku ponad milion pielgrzymów z całego świata? Nie ma tu ani świętej budowli, ani słynącego łaskami obrazu. Ale od 28 lat trwają objawienia. Matka Boża, nazywając siebie Królową Pokoju, powtarza wciąż to samo: aby zapanował pokój, ludzie muszą się nawrócić, modlić, zwłaszcza na różańcu, pościć, spowiadać się raz w miesiącu, przyjmować Komunię Świętą... Kilka prostych warunków, naturalnych do zaakceptowania przez chrześcijan. Jest i dziesięć tajemnic przekazywanych przez Matkę Bożą. Troje spośród szóstki wizjonerów poznało już wszystkie. Oni widują Maryję tylko raz w roku. Dziewięć tajemnic zna Ivan Dragićević, Marija Pavlović – Lunetti, za pośrednictwem której 25 dnia każdego miesiąca Matka Boża przekazuje orędzie dla świata, i Vicka Ivanković – Mijatović. Z nimi Matka Boża spotyka się codziennie, zawsze o tej samej porze.

Vicka – mała, krucha i nieustannie uśmiechnięta. Opowiada o swoich spotkaniach z Maryją, jak o czymś naturalnym. Mówi po włosku, a gdy brakuje jej słów – po chorwacku. Tłumaczka przekłada jej słowa na angielski, bo w kameralnym spotkaniu w niewielkim kościółku jest też grupa Amerykanów. Vicka wspomina o pierwszym spotkaniu z Piękną Panią, której się przestraszyli i o tym, jak dzisiaj odczuwa kontakt z Najświętszą Marią Panną, która nie jest dla niej zjawą, lecz konkretną osobą. Może jej dotknąć, przytulić się do niej, zadać pytanie. Najczęściej przychodzi w szarej sukni z białym welonem, ale w maryjne święta ma inne szaty, np., czerwoną suknię. Raz w roku, w Boże Narodzenie, pojawia się z Dzieciątkiem na ręku.

– Zapytałam kiedyś Maryję – opowiada Vicka: – Dlaczego jesteś taka piękna? – Bo dobro jest piękne… – odpowiedziała.

Vicka śmieje się, żywo gestykuluje, emanuje z niej radość. A na zakończenie spotkania modli się, trzymając dłonie na głowie każdej z osób. Na pożegnanie – pocałunek i znów uśmiech.

Z pomocą

Uśmiechów tu nie brakuje, chociaż to pewien paradoks. Przetaczające się walki ominęły wprawdzie samą miejscowość, jednak tysiące ludzi pozbawiły domów i rodzin. Pomagają im m.in. księża i zakonnice. W Medjugorie powstał franciszkański ośrodek wspierający uchodźców. Nastawiony jest głównie na pomoc najmłodszemu pokoleniu, bo starszym, z pustką w oczach, wiele już pomóc nie można. Wśród wolontariuszy – Polka, która przyjechała z Włoch, gdzie pracuje. A ponieważ ma kilka miesięcy urlopu, postanowiła wykorzystać je w ten sposób. Inna, przypadkowo spotkana Polka, zaangażowana jest z kolei w ruch obrony życia.

Koło Medjugorie znajduje się Centrum Jana Pawła II. W sierocińcu siostry zajmują się kilkudziesięcioma maluchami, które pozostaną pod ich opieką aż do momentu, gdy staną się całkiem samodzielnymi młodymi ludźmi. Na normalne dzieciństwo nie mają szans – zagraniczne adopcje nie wchodzą w rachubę, a w kraju zniszczonym wojną nikt nie kwapi się, by brać na wychowanie cudze dzieci.

Odwiedzamy także ośrodek, w którym młodzi ludzie z różnych stron świata pracują nad upowszechnianiem wiedzy o Medjugorie, wydają publikacje na temat przesłania Maryi, mówią o uzdrowieniach i niezwykłych zjawiskach, jakich doświadczają tu pielgrzymi.

Jednak to tylko wierzchołek góry lodowej. Bo największe dobro, które dzieje się w Medjugorie, jest niewidoczne. Przecież nikt jeszcze nie widział ludzkiej duszy.

35 mln. Do tej pory Kościół katolicki nie zajął oficialnego stanowiska wobec zjawisk w Medziugorje. Może je wyrazić po szczegółowym zbadaniu, a zbadać po zakończeniu objawień, które jednak nadal trwają. Co roku do Medjugorje przybywa ponad milion pielgrzymów - w pierwszych latach po objawieniu było ich jeszcze więcej. Oblicza się, że od początku odwiedziło to miejsce 35 mln. ludzi.

Barbara Rotter – Stankiewicz


Źródło: Dziennik Polski

PS. Artykuł jest umieszczony za zgodą autorki

Bardzo Pani dziękuję

poniedziałek, 2 marca 2009

Błękitne oczy Veroniki

Błękitne oczy Veroniki
Margate, Afryka Południowa, 9 sierpnia 1998

Veronica nie śpi. Czy dziwne gorąco, które rozgrzewa jej serce, sprawi, że będzie przytomna aż do świtu? Na szczęście Alex, jej mąż, wydaje się zanurzony w zdrowym, głębokim śnie. Veronica zaczyna się modlić, a raczej „rozmawiać z Jezusem”, gdyż właściwie nie zna innych modlitw niż te, które płyną wprost z serca. Nawet gdy odmawia Ojcze nasz, ma się wrażenie, że sama ułożyła słowa, tak wiele wkłada w nie uczucia.
Jest jeszcze noc, gdy Veronica postanawia przenieść się do salonu, siada tam w fotelu stojącym naprzeciw krzyża. Tu może się modlić swobodniej. Ofiaruje Jezusowi każdą radość i każdą łzę, On najlepiej zna jej przeżycia. Veronica kocha Go tak, że trudno to opisać. Jej największą radością jest powierzanie Mu najprostszych codziennych spraw, różnych sytuacji, bliskich osób, a potem pytanie Go: „Co o tym myślisz? Jak mogłabym Ci w tej sprawie pomóc?”.
Veronica nie wie, ile czasu upłynęło. Jak długo już się modli? Nagle jej uwagę przykuwa coś niecodziennego. Twarz zaczyna ją palić, ogarnia ją światło, coraz silniejsze... Co się dzieje?
Całkowicie niewidoma
Veronica urodziła się w Afryce Południowej, w rodzinie, w której było ośmioro dzieci, w katolickiej rodzinie o bardzo silnej i prostej wierze. Cały dom rano chodził na Mszę, wieczorem na nieszpory, razem odmawiał różaniec. W niedzielę lubili chodzić na Msze afrykańskie z zachwycającymi śpiewami. Nie dyskutowano o tej pobożności, była czymś naturalnym, częścią ich życia, taką jak praca, posiłek czy sen. Jednak mała Veronica od urodzenia dźwigała krzyż: odklejenie siatkówki w obu oczach niemal zupełnie pozbawiło ją wzroku. Gdy była dzieckiem, przestała widzieć lewym okiem, podczas gdy prawe ledwo widziało, jakby za ciemnoszarą zasłoną. W 1977 r. stała się całkowicie niewidoma. Jednak jej twarz nie przestała być niezwykle piękna.
W 1956 r. wyszła za mąż za Alexa, dyrektora finansowego dużej firmy odzieżowej, i urodziła czworo dzieci. Alex okazał się aniołem, który zstąpił z nieba. Bóg go postawił, by stał przy Veronice i chronił ją jak cenny skarb. Należał do tego gatunku mężów, którzy potrafią kochać żonę czułą i spokojną miłością czerpaną wprost z serca Bożego.
Tej nazwy nie da się wymówić
Tak więc tej nocy niewidomą Veronicę ogarnęło światło. W pierwszej chwili się przestraszyła, serce zaczęło jej walić jak młotem. Potem spostrzegła, że w tym świetle stoi przed nią mężczyzna, a jest nim Jezus. Czy było to rzeczywiste objawienie, czy wizja? Mało ważne. Veronica widziała Jezusa, lecz był On skąpany w tak wielkim świetle, że właściwie miała jedynie świadomość Jego obecności. Jezus wyciągnął do niej ręce i powiedział:
— Chodź, wstań i módl się ze mną! Ukazał jej w tym momencie wioskę położoną na wzgórzach. Veronica nic nie rozumiała. Ujrzała kościół, dwie wieże, na każdej krzyż, trzy okna w arkadach. Widzi też wnętrze kościoła, zauważa drugi witraż po prawej, ukazujący Zwiastowanie. Zanim stała się zupełnie niewidoma, trochę podróżowali z Alexem, byli w Izraelu, w Lourdes, w Fatimie, ale tego kościoła nigdy nie widziała. Wioski również.
Jezu, nie znam tego miejsca.
Jezus patrzy na nią, uśmiecha się i mówi: — Medjugorje. Tam dam ci światło i pokażę drogę. Po tych słowach zniknął.
Veronica siedzi w fotelu zmieszana Znowu nic nie widzi. Usiłuje zrozumieć, co się stało i co może się stać. Alex odnajduje ją we łzach, ale są to łzy radości. Niepokoi się jej stanem i słyszy przedziwną wiadomość:
— Alex, posłuchaj! Przyszedł do mnie Jezus, powiedział, że mamy jechać do Medjugorje, iść z Nim i się modlić, i że tam „,da mi światło i wskaże drogę”
— Co takiego? Medjugorje?
Alex powtarza nazwę miejscowości trzy razy. Spuszczają nosy na kwintę Co za dziwna nazwa? Veronica szczegółowo opisuje wioskę, a Alex rysuje ją ołówkiem, wioskę i kościół. W ciągu następnych dni wydzwaniają do wszystkich biur podróży. Ale wszędzie to samo. Nikt nie słyszał tej dziwnej nazwy, nikt nie ma pojęcia, gdzie to może być, a oni nawet nie znają nazwy kraju. Miejscowość nie znajduje się na żadnej mapie, w żadnym przewodniku turystycznym Alexa spotyka porażka za porażką. Jednak dwa tygodnie później słyszą w słuchawce rozradowanego jak nigdy dotąd, przyjaciela:
— Wracam z fantastycznej pielgrzymki. To mała wioska w Bośni, Matka Boża ukazuje się kilkorgu młodych. Musicie tam koniecznie pojechać. Wrażenie ogromne. Nazywa się Medjugorje.
— Medjugorje?
Przyjaciel wyjaśnia, jak dostać wizę, i po załatwieniu fury spraw administracyjnych Alex i Veronica wsiadają do samolotu. Mają jedną busolę: robić to, co Jezus polecił Veronice.
Po przyjeździe do Medjugorje wynajmują samochód i oglądają wieś. Alex nic nie mówi, patrzy uważnie... i nagle woła:
— Veronica, jesteśmy na miejscu! Kościół, dwie wieże, wielki krzyż na szczycie góry. Mam wrażenie, że już widziałem tę wioskę, wygląda dokładnie tak, jak ją opisałaś. Zachowują się w samochodzie jak dwójka podekscytowanych dzieci. Alex dokładnie opisuje wioskę, a Veronica chłonie każdy szczegół — potwierdzenie jej wizji, niczym pocałunek Jezusa w sercu. Jezus jej nie oszukał! W ciągu dwóch dni, wsparta na ramieniu Alexa, przemierza Medjugorje i uczestniczy we wszystkich punktach programu proponowanego przez parafię. Mieszkają u Miry Ostojić i z podziwem słuchają świadectwa tej rodziny, która z całego serca stara się żyć orędziami Gospy.
Trzeciego dnia Mira prowadzi ich do Vicki, która zwraca się do różnojęzycznych grup pielgrzymów.
Alex stara się chronić Veronicę przed tłumem, cisnącym się wokół schodków, z których mówi Vicka. Ale oboje są ściśnięci jak sardynki, nie mogą zrobić najmniejszego ruchu. Gdy Vicka przychodzi i zaczyna się modlić, wszystkie oczy są w nią wpatrzone, a najniżsi wspinają się na palce, żeby lepiej ją widzieć. Alex szeptem opisuje Veronice, co się dzieje, gdy nagle zdumiony tym, co widzi, mówi:
— Veronica, Vicka patrzy na ciebie. Uśmiecha się do ciebie! Uśmiecha się do mnie! 0, jak bym chciała móc ją zobaczyć!
Najdziwniejsze jest jednak to, że na oczach około pięciuset osób Vicka nie poprzestaje na posyłaniu uśmiechów Veronice.
— Schodzi ze schodków... patrzy na ciebie... idzie do ciebie...
— Och, Alex, gdybym tylko mogła ją zobaczyć, to byłoby cudownie — powtarza Veronica.
Nagle czuje jakąś dłoń, spoczywającą na jej oczach. Osłupiała ze zdziwienia skupia się całkowicie na słuchaniu, bo słyszy nad sobą ten dziwny obcy język, ten sam głos, który słyszała wcześniej. To Vicka. Vicka przyszła modlić się za nią, za jej piękne błękitne oczy. Po długiej modlitwie Vicka zdejmuje rękę i Veronica czuje, że jej prawe oko ożyło... Widzi!
—Widzę! —woła.
Czy to jej się śni? Ależ nie, wszystko dzieje się naprawdę. Pierwsze co widzi to twarz Vicki i rozświetlający ją cudowny uśmiech. Ale wizja ta trwa tylko moment, bo Vicka przyciąga Veronicę do siebie i ją przytula. Tuli ją z taką czułością że Veronica jakby dotykała nieba w tej osobie małej służebnicy Gospy. Alex płacze z radości.
Veronica odzyskała wzrok. Wiadomość roznosi się lotem błyskawicy. Po wieczornej Mszy ojciec Slavko prosi Veronicę, by podeszła do ołtarza i odmówiła Magnificat wobec pełnego kościoła. Ma rację: Veronica stała się chodzącym Magnificat — nie przestaje dziękować Bogu, który pozwolił jej znów widzieć. Wcale nie liczyła na takie uzdrowienie.
Ale Jezus nigdy nie daje uzdrowienia fizycznego, nie dotykając w pewien sposób całej osoby, gdyż wszystkie Jego dary są skierowane ku największemu uzdrowieniu, jakim jest uzdrowieniu duszy, które trwa na wieki. Veronica nie przestaje powtarzać sobie słów, które usłyszała owej nocy w Margate: Tam dam ci światło i pokażę drogę.
—A droga? Co mają robić?
Po tym uzdrowieniu droga sama się przed nimi otworzyła. Spontanicznie zaczęli pracować, by dotrzeć do tych wszystkich, którzy w Afryce Południowej nie znają jeszcze miłości Boga. Kitka miesięcy później zaproponowałam im współpracę z nami, stali się naszą mała ekipą Children of Medjugorje w głębi Afryki. Nie byłam świadoma, co robię... Przekroczyli moje wszelkie oczekiwania. Bez żadnej wcześniejszej formacji pomocnej do bycia apostołem, bardzo prostymi środkami, często czuwając w nocy, duszą i ciałem oddali się temu, by dać poznać innym to, co odmieniło
ich życie. Dzięki nim orędzia z Medjugorje zagościły w tysiącach domów, uratowały niejedno życie, ożywiły wiarę, która była już u wielu martwa, przyniosły nadzieję i szeroko zasiały radość.
Apostołowie czasów ostatecznych
W Medjugorje Gospa ma swoich małych proroków i w ciągu szesnastu lat pracy dla Niej nauczyłam się rozpoznawać ich pewne wyraźne cechy wspólne: są prości i pokorni, po królewsku wolni od myśli: „co o mnie powiedzą inni”, nieustannie karmią się słowem Bożym i orędziami z Medjugorje, nie powstrzymują ich żadne przeszkody i, rzecz przedziwna, są jakby od wewnątrz przekonani, o co mają prosić w modlitwie. Rezultat: otrzymują niemal wszystko, o co proszą. To mała armia Gospy, jej małe „komando”, które dotrze wszędzie. Tam, gdzie wielcy potrzebują innych wielkich, by im otwierali drogi, ci mali prorocy nie kłopoczą się niczym: mają aniołów, świętych i to jest o wiele skuteczniejsze. Słońce nie zachodzi, jeśli Veronica nie ma do opowiedzenia jakiejś pięknej historii z serii: „Co Pan uczynił dla tej czy innej osoby, w takiej czy w takiej sytuacji...”. Można to nazwać „byciem Podłączonym do nieba”. Spotka księdza, który zbyt lekko traktuje swe kapłaństwo? Natychmiast staje się jego duchowym dzieckiem i nie przestaje błagać Boga oraz wszystkich świętych tak długo, aż ksiądz wyznaje z płaczem swoje grzechy i zaczyna życie od nowa. Widzi młodego w depresji, widzi, że grożą mu narkotyki czy grzech nieczystości? Pan szepce jej do ucha, jaki jest powó jego cierpienia. Staje się jej synem, nosi go w swym łonie z czułością, modli się niczym Mojżesz na górze i jak ci prorocy, którzy nigdy nie dają Bogu spokoju. Potem udaje jej się dotrzeć do tej młodej osoby, porozmawiać z nią i człowiek ten ożywa. Veronica umie „brać Boga na uczucia”, to jej sekret. Oczy Veroniki przypominają kolorem morze, błękit czystszy niż Morze Śródziemne w lipcowym słońcu. Dlaczego Jezus uzdrowił tylko jej prawe oko? Z pewnością z miłosierdzia. Pewnego dnia Veronica zwierzyła mi się, że w pewnym sensie wolała być niewidoma, niż widzieć, gdyż patrzenie może stać się bardzo dużym rozproszeniem dla serca. A poza tym jest dziś tak wiele rzeczy brzydkich... Jezus wziął to pod uwagę: zachował lewe oko tylko dla siebie, by Veronica kontemplowała Go i czerpała z Niego siłę. Uzdrowił prawe oko, by pozwolić Veronice spotykać się z nędzą świata i odcisnąć na niej Boże piękno.

+ Siostra Emmanuel Maillard

wtorek, 27 stycznia 2009

Wywiad o. Livio przeprowadzony z Vicką (4) Post i modlitwa za kapłanów

Wywiad o. Livio, dyrektora Radia Maryja – Włochy, przeprowadzony z Vicką 02.01.2008 r.





O.L. – Post jest bez wątpienia jednym z orędzi, które przeżywasz najpełniej. Wyjaśnij nam pokrótce, na czym polega post, o który prosi Matka Boża i dlaczego. „Okazać całą swoją siłę i moc. Obecny czas należy do szatana” (10.02.83 r.). Co to oznacza?

VICKA – Kiedy Matka Boża zaleca post, ma na myśli post o chlebie i wodzie. Powiedziała też, że dla osób mających problemy ze zdrowiem wystarczy, jeśli dokonają jakiejś innej, małej ofiary według własnego wyboru. Dla zdrowych ludzi post o chlebie i wodzie nie stanowi żadnego problemu, brakuje im raczej silnej woli. Post nie powinien również nastrajać nas negatywnie wobec innych, w takim bowiem przypadku lepiej jest w ogóle nie pościć. Pościć należy z miłością, tak by inni nie widzieli, że pościmy. Post służy oczyszczeniu naszej duszy, wyzbyciu się tego, co nam wewnętrznie przeszkadza.

O.L. – Matka Boża nieraz powtarzała, że post o chlebie i wodzie ma zasadnicze znaczenie. Podkreślała też przy wielu okazjach, że nie można zastępować postu jałmużną. Podpowiedziała jednak inne rodzaje wyrzeczeń i mówię to przede wszystkim do osób, które dopiero wstąpiły na tę drogę i nie czują się jeszcze zdolne do podjęcia tego typu postu o chlebie i wodzie. Matka Boża podała pewne wskazówki, jak rezygnacja z telewizji, alkoholu, papierosów i innych przyjemności
(por. 08.12.81 r.).



V. – Ważne jest, by zacząć i postępować krok po kroku. Matka Boża nie mówiła, aby od razu pościć o chlebie i wodzie. Powinniśmy zacząć od drobnych wyrzeczeń, a w modlitwie prosić o łaskę, by móc zacząć post. Powinniśmy być gotowi zacząć z własnej woli, a potem z pewnością Pan udzieli nam tej łaski. Jeśli prosimy sercem, Bóg odpowiada nam miłością. Matka Boża powiedziała kiedyś, że nie wiemy, jaką wartość ma dla Boga nasz post. Poprzez post można oddalić nawet groźbę wojny. To świadczy o sile, jaką ma post.



O.L. – Matka Boża, ucząc nas umiejętności wyrzeczenia, ma na celu umocnić nas w wyrzeczeniu się grzechu.





V. – Nasze życie jest dzisiaj zbyt wygodne, bardzo dużo posiadamy. Trudno przekonać ludzi do poniesienia jakiejś ofiary. Ludzie jedzą coraz więcej i więcej, jak gdyby bali się, że umrą z głodu.Ważne jest, by zacząć pościć, uwolnić nasze serce, posłuchać woli Matki Bożej. Mając dobrą wolę, można zrobić wszystko.





O.L. – Ostatnią kwestią, którą chciałbym poruszyć, jest ilość przybywających do Medziugorja kapłanów, jakiej nie odnotowuje się w żadnym innym sanktuarium. Wydaje się, że Maryja przyzywa nie tylko wiernych, ale i kapłanów. Matka Boża wielokrotnie zachęcała do modlitwy za papieża, biskupów, za naszych duszpasterzy i za wszystkich kapłanów. Wezwała także do szacunku wobec kapłanów, co we Włoszech jest dość rzadkie, gdyż najczęściej się ich krytykuje. W jednym z orędzi z pierwszego roku objawień Matka Boża powiedziała: „Zbyt wielu ludzi opiera swoją wiarę na postępowaniu kapłanów. Jeżeli kapłan nie wydaje się spełniać wymagań, wówczas mówią, że Bóg nie istnieje. Nie idzie się do kościoła, by zobaczyć, jak zachowuje się kapłan, lub by sprawdzać jego życie prywatne” (11.10.82 r.).


V. – Musimy zrozumieć, że kapłan jest dla nas wielkim darem od Boga. Nigdy nie należy osądzać. Jeśli widzimy, że jakiś kapłan popełnił błąd, zawsze powinniśmy być gotowi mu pomóc, a nie osądzać go. On też potrzebuje naszych modlitw, bo też jest istotą ludzką. Powinniśmy patrzeć na naszych księży jak na braci, których możemy wesprzeć modlitwą i chęcią niesienia im pomocy. Jeśli się kłócimy lub źle o nich mówimy, oznacza to, że coś jest z nami nie w porządku. Nie powinniśmy osądzać kapłanów, bądźmy sędziami tylko wobec samych siebie, ponieważ nie znamy powodów, dla których postępują oni tak, a nie inaczej. Do Medziugorja przybywa mnóstwo kapłanów i każdego roku jest ich coraz więcej. Widzi się, że niektórzy kapłani przyjeżdżają do Medziugorja, by otrząsnąć się z duchowej niemocy, wiedzą, że tutaj obecna jest Matka Boża i że tylko tutaj mogą zaczerpnąć nieco sił. Jestem pewna, że wszyscy przyjeżdżający


tutaj kapłani modlą się za wszystkich wiernych w swoich parafiach. My również módlmy się za nich trochę więcej, a wraz z naszym przykładem oni też staną się lepsi i świętsi.


Źródło: Echo Maryi Królowej Pokoju


część
5 -http://medziugorje.blogspot.com/2009/01/wywiad-o-livio-z-vicka-5.html

środa, 23 kwietnia 2008

Wywiad o.Livio przeprowadzony z Vicką (1)


Ojciec Livio - Jednym z powodów, dla których te objawienia są takie ważne, jest to, co Matka Boża mówiła już od pierwszego roku objawień. Chciałbym, abyś skomentowała niektóre Jej słowa, przedstawiając Twoją interpretację. Maryja powiedziała między innymi: "Moje objawienia w Medziugorju są ostatnimi dla ludzkości. Nawracajcie się!" (17.04.82 r.) i "Przyszłam wezwać świat do nawrócenia po raz ostatni. Później nie będę się już objawiała na ziemi. To moje ostatnie objawienia" (02.05.82 r.). Czy według Ciebie oznacza to, że Medziugorje to ostatnie objawienia Matki Bożej tutaj, na ziemi
Vicka - Orędzia te są dla mnie jasne: po raz ostatni pojawia się Ona tutaj, na ziemi, w taki sposób, jak dzieje się to w Medziugorju, czyli przez tak długi okres czasu. Słyszałam te słowa, ponieważ otrzymałam je osobiście; słowa drugiego orędzia otrzymali inni widzący, którzy zapewne mogliby dorzucić coś więcej. Matka Boża wzywa także dzisiaj do nawrócenia, ponieważ dzisiaj właśnie przeżywamy czas łaski. Nie powinniśmy czekać z nawróceniem do jutra, ale musimy uczynić to już dzisiaj, ponieważ jutro może być za późno. Ponadto nawrócenie ma trwać nie jeden dzień, ale obejmować całe nasze wewnętrzne życie. Wezwanie Maryi wiąże się z tym, że chce Ona przybliżyć nas do swego Syna. Sama nigdy nie stawiała się na pierwszym miejscu, nigdy! Nigdy nie słyszałam tego z Jej ust! Zawsze powtarza, by na pierwszym miejscu umieścić Jej Syna, Ona przychodzi potem. W modlitwie powinniśmy zawsze zwracać się najpierw do Jej Syna, Ona sama może udzielać łask jedynie dlatego, że Bóg dał Jej taką moc. Matka Boża pełni tylko rolę pośredniczki.
O.Livio - Uderzyło mnie to, co Matka Boża powiedziała odnośnie trzeciej tajemnicy, dotyczącej znaku na górze. Wy, widzący, powiedzieliście, że chodzi o widzialny, niezniszczalny znak, który będzie pochodził od Pana. Maryja jednak powiedziała również: "Nawracajcie się! Kiedy obiecany znak pojawi się na górze, będzie za późno" (02.09.82 r.). Powiedziała też: "Nawet wtedy, gdy pozostawię na wzgórzu znak, który wam obiecałam, wielu nie uwierzy. Nadszedł czas nawrócenia i pokuty" (19.07.81 r.). Dlaczego, według Ciebie, ludzie ujrzą znak, ale się nie nawrócą?
Vicka - Trzecia tajemnica dotyczy znaku, jaki pozostawi tutaj, w Medziugorju, na górze objawień. Znak ten pozostanie na zawsze, ale będzie skierowany przede wszystkim do tych, którzy są jeszcze daleko od Boga. Matka Boża chce dać im możność, aby zobaczyli znak i uwierzyli w Boga. Kiedyś miałam sposobność ujrzeć ten znak podczas wizji.
O.Livio - Już widziałaś znak?
Vicka - Tak podczas wizji.
O.Livio - Kiedyś, w wywiadzie dla radia Maryja, Jakov powiedział, że aby zobaczyć znak, trzeba będzie pojechać do Medziugorja. To prawda?
Vicka - Tak, to prawda. Znak pozostanie na Podbrdo i trzeba będzie przyjechać tutaj,aby go zobaczyć. Znak ten pozostanie na zawsze i będzie niezniszczalny. O ludziach, którzy zobaczą Go i nie uwierzą, można sądzić, że mają zbyt zamknięte serca. Każdy człowiek jest odpowiedzialny za własne wybory: tylko ludzie oddaleni od Boga, którzy mają serce z kamienia, mogą pozostać obojętni na znak, inni z pewnością nie. Dla tych, co mają dobre intencje, ale z trudem wierzą lub nie potrafią wierzyć, znak będzie pomocą. Ale tym, którzy wszystko czynią przeciw Bogu, znak na nic się nie przyda.
O. Livio -A zatem znak będzie ostatnią deską ratunku dla niewierzących, ale czy w jakiś sposób nie skłoni też Kościoła do uznania objawień za autentyczne?
Vicka - Tak z pewnością przyczyni się do upewnienia Kościoła, że Matka Boża naprawdę objawiała się w Medziugorju przez te wszystkie lata. Matka Boża ciąży wszystkim; zarówno niewierzącym jak i Kościołowi. Do nas należy decyzja, czy odpowiemy na Jej wezwanie, także za pośrednictwem tego znaku. Znaku tego nie będzie mógł uczynić człowiek, a jedynie Bóg. Kiedy pojawi się znak, każdy będzie musiał stwierdzić, że nie może on pochodzić od nikogo innego, jak tylko od Boga.
O.Livio - To oznacza, że kiedy nadejdzie czas realizacji tajemnic od czwartej do dziesiątej, znak pozostanie wciąż widoczny i będzie dla nas pociechą. Powiedziałaś jednak w zeszłym roku, że w czasie realizowania się dziesięciu tajemnic jeden widzący wciąż będzie miał codzienne objawienia.
Vicka - Tak i mogę to dzisiaj potwierdzić. Nie wiadomo jeszcze, kogo spośród widzących wybierze Matka Boża.
O.Livio - Zostaniesz wybrana Ty, Maria lub Iwan. Mirjana, kiedy jej o tym mówiono, odpowiedziała, że nic na ten temat nie wie. Co to znaczy? Czy powiedziano Ci o tym osobiście?

Vicka - Matka Boża powiedziała mi o tym osobiście. Nie powiedziała mi nic więcej: teraz pozostaje czekać. Z pewnością dostarczy nam Ona dalszych wyjaśnień, kiedy nadejdzie pora.
Źródło: "Echo Maryi Królowej Pokoju"