niedziela, 27 czerwca 2010
Orędzie Matki Bożej z 25 czerwca 2010r.
„Drogie dzieci! Z radością wzywam was wszystkich byście z radością żyli moimi orędziami, dziatki, jedynie w ten sposób będziecie mogli być bliżsi mojemu Synowi. Tylko do Niego pragnę was wszystkich prowadzić, bo w Nim znajdziecie prawdziwy pokój i radość swego serca. Wszystkich was błogosławię i kocham niezmierną miłością. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”
Doroczne objawienie dla Ivanki 25 czerwca 2010r.
| Zdjęcie:Rocznica objawień! Koncelebra 210 kapłanów |
Wizjonerka Ivanka Ivanković Elez miała coroczne objawienie 25. czerwca 2010 r. Wedle świadectwa wizjonerów Vicka, Marija i Ivan mają codzienne objawienia, a Mirjana, Ivanka i Jakov mają objawienie raz do roku.
Podczas ostatniego z codziennych objawień Matka Boża powierzyła Ivance ostatnią 10 tajemnicę i powiedziała jej, że do końca życia będzie miała objawienia raz do roku w rocznicę objawień. Tak też było w tym roku.
Objawienie, które miało miejsce w domu rodzinnym Ivanki trwało 6 minut. Podczas objawienia obecna była jedynie najbliższa rodzina. Po objawieniu wizjonerka powiedziała:
Matka Boża mówiła o 5 tajemnicy, a na końcu powiedziała:
„Drogie dzieci, przyjmijcie moje matczyne błogosławieństwo."Zdjęcie: piotr
Orędzie Matki Bożej przekazane Ivanowi 25 czerwca 2010 roku
Matka Boża objawiła się Ivanowi na szczycie Wzgórza Objawień o godzinie 23.00 wieczorem.
Po objawieniu Ivan powiedział:
Matka Boża przyszła w złotej sukni i na początku z wielką radością wszystkich nas powitała słowami: Niech będzie pochwalny Jezus, moje drogie dzieci.
Fot: piotr
Po tym Matka Boża powiedziała:
Drogie dzieci, także dzisiaj Matka wzywa was z radością: Drogie dzieci, bądźcie moimi posłańcami, posłańcami moich orędzi. Rozpowszechniajcie moje orędzia w tym zmęczonym świecie. Drogie dzieci, pragnę, byście byli moim znakiem, moim żywym znakiem. Dlatego także tego wieczoru wzywam was, abyście przyjęli orędzie, które dziś wam dałam. Żyjcie nim. Wiedzcie, drogie dzieci, że Matka zawsze modli się z wami i modli się za was do Swojego Syna. Dziękuję wam, drogie dzieci, że także dzisiaj przyjęliście moje orędzia i za życie moimi orędziami.
Poleciłem potem wszystkich was, wasze potrzeby, wasze intencje, wasze rodziny i w szczególny sposób wszystkich obecnych chorych. Modliłem się z Matką Bożą Ojcze Nasz i Chwała Ojcu, a wtedy Matka Boża odeszła w modlitwie w oświetlonym znaku krzyża, mówiąc: Idźcie w pokoju moje drogie dzieci.
Po objawieniu Ivan powiedział że w ciągu 29 lat nigdy nie widział Naszej Pani tak szczęśliwej i radosnej!
PS. Pozdrawiam z Medziugorje :)
Po objawieniu Ivan powiedział:
Matka Boża przyszła w złotej sukni i na początku z wielką radością wszystkich nas powitała słowami: Niech będzie pochwalny Jezus, moje drogie dzieci.
Fot: piotr
Po tym Matka Boża powiedziała:
Drogie dzieci, także dzisiaj Matka wzywa was z radością: Drogie dzieci, bądźcie moimi posłańcami, posłańcami moich orędzi. Rozpowszechniajcie moje orędzia w tym zmęczonym świecie. Drogie dzieci, pragnę, byście byli moim znakiem, moim żywym znakiem. Dlatego także tego wieczoru wzywam was, abyście przyjęli orędzie, które dziś wam dałam. Żyjcie nim. Wiedzcie, drogie dzieci, że Matka zawsze modli się z wami i modli się za was do Swojego Syna. Dziękuję wam, drogie dzieci, że także dzisiaj przyjęliście moje orędzia i za życie moimi orędziami.
Poleciłem potem wszystkich was, wasze potrzeby, wasze intencje, wasze rodziny i w szczególny sposób wszystkich obecnych chorych. Modliłem się z Matką Bożą Ojcze Nasz i Chwała Ojcu, a wtedy Matka Boża odeszła w modlitwie w oświetlonym znaku krzyża, mówiąc: Idźcie w pokoju moje drogie dzieci.
Po objawieniu Ivan powiedział że w ciągu 29 lat nigdy nie widział Naszej Pani tak szczęśliwej i radosnej!
PS. Pozdrawiam z Medziugorje :)
niedziela, 20 czerwca 2010
Moi drodzy jak dobry Bóg pozwoli to 21 czerwca będę pielgrzymował do Medziugorje :). Nie wiem w związku z tym czy będę miał dostęp do Internetu. Orędzie Matki Bożej z 25 czerwca będzie umieszczone na stronie parafii Medziugorje w godz. wieczornych. Zabieram Was wszystkich w sercu do tego błogosławionego miejsca. Zapewniam o modlitwie i proszę o nią żebym otworzył drzwi mojego serca na łaskę nawrócenia, aby Duch św. otworzył moje oczy, uszy i serce.
Pozdrawiam !
Pozdrawiam !
Z Panem Bogiem i Maryją
Módlcie się za kapłanów
Fot: Krzysztof
Módlcie się za kapłanów. Mój Syn wam ich darował... ( 2.05.2008)
Największe błogosławieństwo, jakie moglibyśmy otrzymać na ziemi, to błogosławieństwo kapłańskie...(2.04.2005)Matka Boża Królowa Pokoju w Medziugorje
Pustynia...
Pewnej grupie pielgrzymów ojciec Jozo powiedział: „Wasza rodzina jest pustynią. Brak jej wody. Macie prawa człowieka, prawo pracy, wielu z was ma pieniądze, lecz nie macie błogosławieństwa Bożego. Dlaczego w waszych rodzinach jest tyle cierpienia? Dlaczego nie ma radości? Kiedy nastała ta pustynia? W chwili, gdy mówiliście, że nie macie czasu na modlitwę, lampa, która paliła się na łonie rodziny, zgasła!”
PS. Dziękuję Agnieszko!
Cudowne uzdrowienie Colleen Willard w Medziugorje
Gdy Colleen poszła w Chicago do lekarza od spraw płucnych, skierowała się do rejestratorki i powiedziała: „Jestem Colleen Willard”. W biurze wszyscy znali ją z widzenia, więc odpowiedzieli: „Nie, pani nie jest Colleen Willard!” Oburzona odparła: „Ależ tak, to ja!” Wtedy pobiegli przez biuro wołając: „Doktorze Duggan, doktorze Duggan, niech pan przyjdzie!” Nic nie rozumiejąc z panującego w biurze poruszenia, doktor Duggan szybko wszedł do pomieszczenia. Zobaczył Colleen i stanął, jakby w niego uderzył piorun; jego wizja życia uległa całkowitej zmianie: „O mój Boże, o mój Boże!”Historię Colleen odkryliśmy we wrześniu dzięki Patrickowi Latta, który od dawna mieszka w Medziugorju. Natychmiast zadzwoniliśmy do Gail i Jacka Boos i Gail opowiedziała nam następującą historię:
„Colleen cierpiała na nieusuwalnego guza mózgu, który oddziaływał na przysadkę oraz na wszystkie większe i mniejsze funkcje motoryczne; była rachityczna, jej tarczyca została zredukowana do wielkości winogrona, cierpiała na stwardnienie rozsiane, na wilka, bóle mięśni i dziewięć innych bolesnych chorób śmiertelnych. Klinika Mayo (pierwsza w Stanach Zjednoczonych klinika badawcza raka mózgu i urazów rdzenia kręgowego) często przypominała Colleen, że nawet jeśliby nie miała raka mózgu, to cudem był zwykły fakt trwania przy życiu. Mimo cierpień Colleen przyszła nas prosić, żebyśmy ją przyjęli na wolnego członka naszego Stowarzyszenia Pomocy Biednym im. św. Klary. Stała się jednym z naszych najlepszych członków, którzy pozyskiwali fundusze dla uciekinierów i pozbawionych środków do życia z Bośni, używając po prostu telefonu, gdy głos jej na to pozwalał.
W ostatnich stadiach raka cierpienia Colleen doszły do kresu, podczas gdy modlitwa stała się jej ostatnią ucieczką. Nie mogła już wchodzić po schodach prowadzących do jej pokoju lub domowej kaplicy, ani udać się do łazienki bez osoby towarzyszącej; zwykły fakt dotknięcia jej skóry powodował u niej niewyobrażalny ból. John, mąż Colleen, nadal pracował, natomiast ich 21-letni syn pozostawał w domu, żeby opiekować się Colleen. Pewnego dnia powiedziałam jej o naszych licznych pielgrzymkach do Medziugorja. Colleen miała ochotę tam pojechać, lecz dobrze wiedziała, że nie może się tam udać fizycznie. Ponadto z powodu licznych rachunków medycznych, które przyszły z Kliniki Mayo, jej rodzina nie miała na to środków. Mimo to Colleen powiedziała nam: „Nie chcę tam jechać, żeby odzyskać zdrowie, chcę tam jechać tylko po to, żeby być blisko Matki Bożej i tego świętego miejsca.” To się działo w kwietniu. W sierpniu Colleen zadzwoniła do nas: „John i ja modlimy się, żeby odbyć tę pielgrzymkę.” Odpowiedziałam jej: „W twoich warunkach do Europy będziesz mogła się udać tylko dzięki łasce Bożej.” „Nie Gail”, powiedziała, „modlimy się z całego serca i powiedziałam do Pana: ‘Panie, jeśli naprawdę chcesz, żebym tam pojechała, potrzebuję potwierdzenia. Poproś ojca Agniello, żeby jutro do mnie zadzwonił i będę wiedziała, że mam tam jechać.’ Nazajutrz zadzwonił do mnie ojciec Agniello i powiedział do mnie: ‘Colleen, nie wiem dlaczego, ale dziś rano musiałem do ciebie zadzwonić.’” Tym sposobem dowiedziała się, że ona i John powinni tam jechać. To było potwierdzenie.
Kilka tygodni przed podróżą do Medziugorja spędziliśmy na przygotowaniach. John opłacił bilety i mieliśmy się spotkać w Chicago. Powiedziałam Johnowi, że było bardzo ważne, żeby dla Colleen wziąć drugie ubezpieczenie na wypadek, gdyby w Medziugorju jej stan się pogorszył i gdyby przyszło jej umrzeć, ponieważ koszty przewozu do kraju mogłyby sięgnąć miliona dolarów.
Gdy weszli na pokład samolotu, Colleen i John cudem zostali umieszczeni w klasie dla biznesmenów. Żeby opanować ból, Colleen przyjmowała lekarstwo co 2 godziny. Na lotnisku w Splicie John i Jack unosili jej nogi, po jednej na raz, żeby krok po kroku doprowadzić ją do autobusu. Pomimo swego całego cierpienia była radosna, ciągle się uśmiechała i wychwalała Pana za to, że udało jej się dotrzeć tak daleko. Nazajutrz rano, w czasie gdy mówiła Vicka, Colleen na wózku inwalidzkim została doprowadzona tak blisko Vicki, jak to było możliwe, żeby mogła ją jak najlepiej widzieć. Lecz wszyscy ludzie, którzy wokół niej byli, popychali ją i naciskali na nią, matki przyprowadzały swoje dzieci i przenosiły je nad jej głową. Wtedy pomyślałam: „Popełniłam straszny błąd przyprowadzając ją tutaj. Panie, proszę, przebacz mi. Dla niej to zbyt trudne do zniesienia!” Dokładnie w tym momencie jej głowa opadła do tyłu i pomyślałam, że umarła. Mówiła mi, że jeśli przysadka przestanie działać lub otrzyma silne uderzenie w głowę, to w każdej chwili może umrzeć. Jej mąż, który był daleko w tyle, utorował sobie drogę w tłumie, uniósł jej głowę i dał jej na język mieszankę morfiny i innego lekarstwa. Oczekiwaliśmy: upłynęło wiele czasu, zanim doszła do siebie.
Kiedy Vicka skończyła mówić, utorowała sobie drogę w tłumie i zbliżyła się do Colleen. Pierwsze słowa, jakie skierowała do niej po angielsku, były: „Chwała Bogu! Chwała Bogu!” Vicka otworzyła ramiona, uściskała ją i przycisnęła do piersi, ściskając ją w ramionach, obejmując i jednocześnie podtrzymując. Później położyła swoją lewą rękę na głowie Colleen; i w chwili, gdy zamierzała położyć swą prawą rękę, pielgrzymi zdecydowanie odciągnęli jej rękę, żeby w nią wcisnąć prośby o modlitwy, różańce i zdjęcia. Vicka długo trzymała rękę na głowie Colleen, która nie przestawała mówić: „Moja głowa jest jak rozżarzony węgiel! Moja głowa płonie! Mam wrażenie, że moje ciało przenika jakaś spirala!” Pomodliwszy się nad Colleen przez około 10 minut, ponownie zbliżyła się do niej, uściskała w swych ramionach i na nowo objęła. Colleen płakała.
Potem wsadziliśmy Colleen do taksówki i John zawiózł ją na wózku do kościoła, na sam przód. Jack i ja zostaliśmy w głębi. Później Colleen zwierzyła się nam, że gdy ksiądz rozpoczął konsekrację hostii, usłyszała, jak mówiła do niej Matka Boża: „Moja córko, czy chcesz oddać się Bogu Ojcu? Czy chcesz oddać się mojemu Oblubieńcowi, Duchowi Świętemu? Czy chcesz oddać się mojemu Synowi Jezusowi?” I Colleen usłyszała, jak Matka Boża mówiła do niej: „Czy chcesz oddać się teraz?” I Colleen powiedziała: „Tak, oddaję się teraz, oddaję się całkowicie na chwałę Nieba, całkowicie na chwałę Bożą”. W tym momencie poczuła mrowienie w nogach i uświadomiła sobie, że coś się zmieniło. Pod koniec Mszy św. zrozumiała, że została uzdrowiona i wstała z wózka inwalidzkiego. Byłam zdumiona. John szedł za nią i pchał pusty wózek! Colleen wyszła z kościoła na własnych nogach! Poszliśmy do restauracji U Wiktora i przybiegali do niej ludzie. Słyszeli o uzdrowieniu lub je widzieli. Powróciła pieszo do swej kwatery i tam zabawiała się sadzając swego męża na wózek. Nazajutrz sama weszła na Wzgórze Objawień. Później udało jej się wejść aż na szóstą stację Kriżevaca. Miała nawet siłę, żeby wejść na samą górę, lecz na prośbę pewnego księdza pozostała w tym miejscu i modliła się tam aż do stacji wniebowstąpienia.
Kiedy Colleen ponownie zobaczyła się z lekarzami, którzy opiekowali się nią w Stanach Zjednoczonych, przeszła pomyślnie wszystkie badania i wszystkie wyniki okazały się w normie. Od tej chwili jej tarczyca funkcjonuje normalnie, rak mózgu zniknął, a w jej ciele nie ma śladu żadnej choroby. Lecz Colleen i John zadawali sobie pytanie, jak wytłumaczyć wyzdrowienie lekarzom z Kliniki Mayo. Gdy przyszła na umówioną wizytę, lekarz odsunął krzesło od biurka i powiedział: „A więc pani pojechała do Medziugorja! Jest pani dla nas trzecim ważnym przypadkiem uzdrowienia, które pochodzi stamtąd!” Problem był rozwiązany, nie trzeba było niczego tłumaczyć. Uzdrowienie Colleen dołączyło do setek innych uzdrowień w rejestrach parafii św. Jakuba, uzdrowień, które z bliska przypominają te z Lourdes. Lecz historia Colleen jest daleka od zakończenia. Jak przed uzdrowieniem dzielnie służyła Jezusowi i biednym, ofiarowując straszne i ciągłe bóle, tak teraz, żeby odpowiedzieć na wezwanie Jezusa, ofiarowuje swoje zdrowie. Słowami kluczowymi życia Colleen i wszystkich niewiarygodnych łask, które z niego wypływają, są rzeczywiście: „Tak, oddaję się!”
Źródło: Dzieci Medziugorja
PS. Na zdjęciu Collen z Vicką
PS2. Świadectwo Collen - Video (angielski)
sobota, 19 czerwca 2010
Andrea Bocelli - świadectwo
Andrea Bocelli pielgrzymował do Medziugorje
7 sierpnia 2008 o godz. 21.00 Andrea Bocelli, niewidomy Włoch, jeden z najpopularniejszych, współczesnych tenorów światowej klasy, wystąpił w kościele św. Jakuba w Medziugorju z koncertem. Tenorowi towarzyszyła Narodowa Orkiestra Symfoniczna z Czech oraz Mieszany Chór Teatru Narodowego Chorwacji ze Splitu. Koncert był emitowany na żywo przez Federalną Telewizję Bośni i Hercegowiny. Na zakończenie koncertu A. Bocelli wyraził swoją radość i wdzięczność, że mógł zaśpiewać w tym szczególnym miejscu pokoju i łaski.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)
