Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne-Objawienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne-Objawienia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 stycznia 2018

Tajemnica krwawych łez Madonny w Civitavecchia



Tajemnica krwawych łez Madonny w Civitavecchia
(2018) Minęło już dwadzieścia trzy lata od czasu, kiedy mała, gipsowa figurka Matki Bożej o wysokości 42 cm.,
wielokrotnie płakała krwawymi łzami, czego świadkami było kilkaset osób. To niezwykłe wydarzenie, które widział również miejscowy biskup, miało miejsce na przedmieściach rzymskiego portu Civitavecchia.

Komisja teologiczna, która na początku tego roku zakończyła szczegółowe badania, przekazała wyniki swoich prac pasterzowi diecezji Civitavecchia - Tarquinia biskupowi Girolamo Grillo, który na Wielkanoc 1997 r. oficjalnie ogłosił, że uznaje nadprzyrodzony charakter zjawiska krwawych łez figurki Matki Bożej. Ta nieduża gipsowa figurka, ważąca około 2 kg, została kupiona we wrześniu 1994 r. w Medugorje przez don Pablo Martina San-guaio, proboszcza parafii św. Augustyna w Pantano, znajdującej się na peryferiach Civitavecchia. Trzeba przypomnieć, że Medugorje - leżące na terenie Bośni - Hercegowiny - od momentu pierwszego ukazania się tam Matki Bożej w 1981 r. stało się jednym z największych sanktuariów Maryjnych na całym świecie. Będąc z pielgrzymką, Don Pablo tam właśnie kupił figurkę Madonny. Wybrał ją spośród innych identycznych statuetek, które były na półce w sklepie z dewocjonaliami. Po powrocie do domu, ofiarował ją rodzinie państwa Fabio i Anny Marii Gregorii. 32 letni Fabio rok wcześniej przez 2 miesiące uczęszczał na niedzielne katechezy świadków Jechowy.

"Po zerwaniu wszelkich kontaktów z tą niebezpieczną sektą, bardzo pragnąf w swoim ogródku umieścić figurkę Matki Bożej, aby zaznaczyć swoją przynależność do Kościoła Katolickiego. Kiedy otrzymał figurkę od proboszcza, zbudował przed domem małą kamienną niszę i umieścił ją tam jesienią 1994 r. Niezwykły fakt krwawych łez po raz pierwszy zauważyła córka państwa Gregorii, 5-letnia Jessika. Miało to miejsce 2 lutego 1995 r. około godz. 16:25. Fabio wybierał się z dziećmi na Mszę św. do kościoła, gdzie już wcześniej poszła jego żona. Podczas gdy umieszczał na tylnym siedzeniu swego samochodu dwuletniego synka Davida, usłyszał głos Jessiki: "Tato, Madonna płacze". Nie zwracając uwagi na wołanie córki, zganił ją słowami: "Nie marudź, jesteśmy już spóźnieni, chodź szybko". Jessika jednak nie ruszyła się z miejsca i wołała: "Tatusiu, chodź zobacz, Madonna płacze krwią". Kiedy Fabio usłyszał słowo "krew" zaniepokoił się, myśląc, że córeczka skaleczyła się. Natychmiast podbiegł do niej, która stała jak zahipnotyzowana powtarzając: Madonna płacze". Dopiero wtedy Fabio zobaczył, że gipsowa twarz figurki pokryta była smugami czerwonego płynu, który wypływał z oczu. W pierwszym momencie pomyślał, że to może być złudzenie. Odruchowo wyciągnął rękę dotykając palcem czerwonej cieczy na policzku figurki. W ten sposób zostawił ślad widoczny na później zrobionych zdjęciach. Od tego momentu, Fabio przekonał się, że rzeczywiście z oczu Madonny spływały krwawe łzy. Nie zastanawiając się długo, razem z dziećmi pojechał do kościoła, gdzie już zaczęła się Msza św. Głęboko wstrząśnięty tym co zobaczył, powiedział o wszystkim żonie, a po Mszy św. księdzu proboszczowi. Następnie wszyscy poszli zobaczyć figurkę. Dołączył do nich pułkownik strzelców górskich Enea Rubolotta, a także krewni Fabia. Wszyscy oni byli świadkami kolejnego łzawienia figurki. "Położyłem się - opowiadał pułkownik - aby dokładnie zobaczyć, skąd wypływa krew i okazało się że z obojga oczu, ale najdrobniejsza cząsteczka nie wydostała się na powieki ani nie wypłynęła bokiem". Tego wieczoru długo wszyscy trwali na modlitwie przy płaczącej figurce Madonny. Za radą proboszcza postanowili utrzymać wszystko w tajemnicy. Zrobili kilka zdjęć. Jednak 3 lutego po południu podczas Mszy św. don Pablo ogłasza ludziom, że w ich wspólnocie parafialnej ma miejsce niezwykłe zjawisko: "Madonna płacze krwawymi łzami. Nie pozostawiajmy w próżni tego przesłania". Po Mszy św. proboszcz udaje się do państwa Gregorii, gdzie jest kilkoro osób.
Około godz. 18:00 wszyscy są świadkami, że Madonna znowu płacze. Każdy wyraźnie widział krwawe łzy wypływające z oczu figurki. W sobotę 4 lutego wiadomość rozeszła się po okolicy. Przed domem rodziny Gregorii zbierał się coraz większy tłum. Ludzie na własne oczy chcieli zobaczyć figurkę płaczącą krwawymi łzami. Tego dnia łzawienie powtarzało się wielokrotnie. Świadkami było wielu ludzi w tym komendant straży miejskiej razem z trzema policjantami. Komendant powiedział później: "Kiedy podszedłem, udało mi się dostrzec dwie łzy, dwie czerwone krople, które właśnie w tej chwili uformowały się w jej oczach"

Świadkami są również dziennikarze oraz fotograf z rzymskiego dziennika "II Messaggero". Już w sobotę 4 lutego zrobiono pierwszą analizę cieczy wypływającej z oczu wsMadonny. Okazało się, że jest to prawdziwa ludzka krew. Przez całą niedzielę 5 lutego tysiące osób przewinęło się przez miejsce tego niezwykłego wydarzenia. Ci co byli najbliżej mogli na własne oczy zobaczyć krwawe łzy Madonny. Wśród nich byli funkcjonariusze policji penitencjarnej, którzy obserwowali zjawisko łzawienia o godz. 20:00 i zapisali to w służbowym notatniku. Wszyscy bezpośredni świadkowie widzieli powstawanie krwawych łez w oczach figurki i spływanie ich po policzkach. Wyklucza to absolutnie hipotezę halucynacji. Wiadomość o tym niezwykłym zdarzeniu dociera do biskupa Grillo, który przyjął ją z wielkim sceptycyzmem i nawet skrzyczał proboszcza, sprzeciwiając się pozostawieniu figurki w kościele, równocześnie nakazując duchownym i wszystkim wiernym, aby nie gromadzili się na modlitwie przed płaczącą figurką. Jednak w ciągu następnych kilku dni sceptycyzm biskupa zaczyna słabnąć, zwłaszcza kiedy dostarczono mu wyniki labolatoryjnych badań czerwonego płynu, oraz opinię o rodzinie Gregorii. 10 lutego sam bp. Grillo, w asyście prof. Marco di Gennaro, zawozi statuetkę do Polikliniki Gemelli aby zostały przeprowadzone badania radiologiczne i pobrane próbki krwi. Badania te wykazały, że figurka jest ciałem jednolitym wypełnionym w środku i nie ma żadnych podejrzanych otworów, czy jakiś mechanizmów umożliwiających oszustwo. Również czerwona ciecz jest prawdziwą ludzką krwią ze wszystkimi jej właściwościami. Wyniki analizy krwi Madonny wykonali: prof. Angelo Fiori i prof, Giancarlo Umani Ronchi. Biskup jednak w dalszym ciągu zachowuje pewien dystans i umiarkowany sceptycyzm. Figurka znajduje się w jego rezydencji. Nastawienie biskupa zmienia się radykalnie 15 marca. Zaraz po skończonej Mszy św. o godz. 8:15 zaczął modlić się o właściwe rozeznanie. Razem z towarzyszącymi mu pięcioma osobami, zaczął odmawiać "Salve Regina", trzymając figurkę w rękach. Właśnie wtedy na oczach wszystkich zaczęła płakać krwawymi łzami. Widzieli to również eksperci, którzy natychmiast pobrali próbkę krwi . Obraz płaczącej w jego rękach statuetki był dla biskupa prawdziwym szokiem. Później powiedział: "Ja sam, jak wiecie, na początku byłem sceptykiem, nie wierzyłem; później powoli sama Madonna znalazła swoją drogę do mnie, i nadal ją odnajduje, w niewiarygodny sposób przezwyciężająw wzszystkie przeszkody".

Biskup ogłosił, że w Wielki Piątek o godz. 15:00, figurka wróci do kościoła parafialnego św. Augustyna w uroczystej procesji.



Wtedy na scenę wydarzeń zdecydowanie wkracza prokuratura. 6 kwietnia o godz. 17:00, do domu biskupa zgłasza się prokurator Antonio Larosa razem z technikami, którzy mają przeprowadzić kolejne badania radiograficzne. Wynik jest niezmienny: w statuetce nie ma śladów przeróbek i podejrzanych otworów. Na koniec jednak, prokurator przekazuje biskupowi nakaz "aresztowania" statuetki. Ogłoszenie o procesji w Wielki Piątek nie spodobało się prokuraturze, i dlatego wydali decyzję o zajęciu "narzędzia zbrodni" i zapieczętowania szafy, w której zamknięto płaczącą figurkę. Biskup zdecydowanie zaprotestował przeciwko złamaniu konstytucyjnej wolności wyznania i nieuszanowaniu niezależności Kościoła. Aby uspokoić opinię publiczną, naczelny prokurator tłumaczył się, że nie jest pod wpływem masonerii, ale przez swoją decyzję chciał uniknąć matactw. "Miałbym ryzykować - mówił - żeby trzydzieści tysięcy opętanych podążyło w ślad za kawałkiem gipsu?" W ten sposób prokuratura wyjaśniła, że jedynym powodem zatrzymania "kawałka gipsu" był zamiar udaremnienia procesji.
Protesty i zniecierpliwienie wiernych sprawiły, że władze uwolniły figurkę, która została uroczyście przeniesiona do kościoła św. Augustyna 17 czerwca 1995 r. i umieszczona w kamiennej niszy bocznego ołtarza. Biskup powiedział w czasie modlitewnego czuwania przejmujące słowa: "Dziękuję Ci, Maryjo, za to, że właśnie mnie, może dlatego, że nie dowierzałem, dałaś ten sam znak, co pierwszemu biskupowi Meksyku 12 grudnia 1531 r., który nie dowierzając świadectwu biednego Indianina, powiedział: Jeżeli Madonna przemawia do ciebie naprawdę, to powiedz Jej, żeby dała mi znak, a Ty, pod różami schowanymi w płaszczu Indianina, pozostawiłaś ten fantastyczny obraz, który do dziś jest czczony jako Madonna z Gwadelupy. Dzięki, o Maryjo, i przebacz mi - proszę Cię wobec wszystkich - że kiedyś nie uwierzyłem."

Biskup, w jednym z wywiadów, mówił o braku obiektywizmu ze strony mass-mediów. Mówił: "moje wypowiedzi były często skracane, zdania wyjęte z kontekstu. Zdarzyło się nawet, że za pomocą skomplikowanej aparatury zarejestrowano jakąś poufną rozmowę, wkładając mi w usta rzeczy, których nigdy nie mówiłem. Tak, te i inne rzeczy sprawiły niemało bólu".



Różnorakie próby zdyskredytowania i ośmieszenia płaczącej figurki nie powiodły się w obliczu niezaprzeczalnych faktów i wyników naukowych badań. Płacząca Madonna stała się czytelnym znakiem wzywającym do nawrócenia, do powrotu do Chrystusa. Mały kościół św. Augustyna stał się centrum pielgrzymkowym, do którego przyjeżdżają wierni ze wszystkich stron świata. Obliczono, że średnio pojawia się tam około 10 tysięcy osób tygodniowo, którzy spowiadają się, uczestniczą w Eucharystii, adorują Najświętszy Sakrament. Odnotowuje się liczne cudowne uzdrowienia, a przede wszystkim nawrócenia, powroty do Kościoła Katolickiego ze strony licznych świadków Jehowy, różnych sekt oraz przedstawicieli innych wyznań.

Łzy Matki Bożej są czytelnym znakiem, poprzez który powinniśmy sobie uświadomić, że w świecie dzieją się rzeczy, których dłużej nie wolno akceptować, że zła nie wolno nazywać dobrem, a dobra - złem, ponieważ taka postawa prowadzi do samozniszczenia. Jest wielka zbieżność orędzi Matki Bożej z Rue du Bać, La Salette, Lourdes, Fatimy oraz tego, co słyszymy w orędziach z Medugorje. Kochający Bóg pragnie obudzić uśpione sumienia wielu chrześcijan, aby zrozumieli, że do szczęścia potrzebny jest im tylko On.

Matka Boża ostrzega, że nieliczenie się z Bogiem i Jego porządkiem moralnym, doprowadzi poszczególnych ludzi i całą ludzkość do katastrofy o nieobliczalnych następstwach. W jednym z orędzi z Medugorje czytamy: "Świat żyje w grzechu. Jeśli będzie tak dalej postępował, skończy tragicznie. Znajdziecie szczęście i pokój tylko wtedy, gdy nawrócicie się do Boga. Tylko w Bogu jest prawdziwa radość. Tylko Bóg może dać prawdziwy pokój".

Madonna płacze, aby poprzez swoje krwawe łzy uświadomić ludziom, że odrzucając Boga, znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Przyjmijmy ten znak krwawych łez jako dramatyczne wezwanie naszej Niebieskiej Matki do modlitwy - do powrotu do Boga.

br. Mieczysław Chmiel TChr "Milujcie się" 9-10/1997


czwartek, 12 maja 2016

Fatima - 13 maj 1917 r.

Objawienie z 13 maja 1917 r.
Nie bójcie się, nic wam nie zrobię. Jestem z Nieba.
Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez sześć kolejnych miesięcy, dnia trzynastego o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz.
Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany, i jako prośbę o nawrócenie grzeszników?
Będziecie musieli wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą.
Odmawiajcie codziennie Różaniec, aby zyskać pokój dla świata i koniec wojny.
 (Matka Boża w Fatimie 13 maja 1917 r.)

"Odmawiajcie codziennie Różaniec"

         Przybywam jako pielgrzym Matki Bożej Fatimskiej



/.../Przybywam jako pielgrzym Matki Bożej Fatimskiej, z powierzoną mi przez Boga misją utwierdzenia moich braci, którzy zmierzają w swej pielgrzymce do Nieba./.../

/.../Jeśli idzie o wydarzenie, jakie miało miejsce 93 lat temu, to znaczy, że Niebo otworzyło się właśnie w Portugalii - jako okno nadziei, które Bóg otwiera, kiedy człowiek zamka drzwi - aby naprawić w ramach rodziny ludzkiej więzi solidarności braterskiej oparte na wzajemnym uznawaniu jednego i tego samego Ojca. Chodzi o plan miłości Boga. Nie zależy on od Papieża ani jakiegokolwiek innego organu władzy kościelnej: "To nie Kościół narzucił Fatimę - mówił świętej pamięci kardynał Manuel Cerejeira - ale to Fatima narzuciła się Kościołowi".





Najświętsza Maryja Panny przybyła z Nieba, aby nam przypomnieć prawdy Ewangelii stanowiące źródło nadziei dla ludzkości oziębłej w miłości i pozbawionej nadziei na zbawienie./.../


Ojciec Święty Benedykt XVI (11maja 2010 r.)

PS. Dziękuję Agnieszko!

Fatima na żywo

sobota, 11 lutego 2012

Lourdes


Historia objawień w Lourdes

W roku 1858, kiedy ukazała się jej w Lourdes Matka Boża Bernadeta miała 14 lat. Była najstarszą córką rodziny Soubirous. Brakowało jej wszystkiego: pieniędzy, zdrowia, wykształcenia. Nie umiała ani czytać, ani pisać, często chorowała, nie chodziła do szkoły, nie przystąpiła do Pierwszej Komunii św. Rodzice mogli jej dać jedynie wiarę, prostą i żywą. Ją właśnie, Swoją “najbiedniejszą córkę” wybrała Maryja dla przekazania ludziom orędzia...

piątek, 5 sierpnia 2011

Na urodzinach u Matki Bożej

Mateńko dziś dzień Twoich urodzin.

Umieszczając wczoraj krótkie wspomnienie o 21 rocznicy objawień Matki Bożej w Litmanovej bardzo mocno dotknęły moje serce słowa z ostatniego orędzia. W tym orędziu Maryja powiedziała: „Pozostaję na tej górze obecna…”. W innych orędziach w tym miejscu mówi, że jest obecna w sposób szczególny w chatce gdzie znajduje się ławeczka, na której siedziała w czasie objawień i przy źródełku.
W sercu pojawiło się ogromne pragnienie, aby tam pojechać.  Pragnienie, które już wcześniej znałem. Pojawiało się ono przed wyjazdem, do Medziugorje. To jest takie ciche, delikatne pełne miłości zaproszenie Matki. Poczułem się zaproszony na Jej urodziny.
Pogoda piękna, droga bez większych korków. Różaniec odmawiany w drodze sprawia, że czujemy, że Maryja nas prowadzi i strzeże. Po 2, 5 godz. jazdy jesteśmy na miejscu. Znalazło się nawet miejsce na parkingu na górze. Stacje Drogi Krzyżowej.  Dość dużo pielgrzymów, ale nikomu się nie śpieszy. Bardzo wielu ma w ręku kwiaty, które niosą Maryi. Wreszcie jesteśmy w chatce. Modlitwa przy ławeczce… Ucałowanie miejsca gdzie sama Królowa Nieba przez 5 lat ukazywała się Katce i Ivetce.
Miejsce objawień Matki Bożej w Litmanovej
 Następnie do źródełka z cudowną wodą. Tym razem mamy większe pojemniki na wodę J. Z tych źródełek Maryja kazała pić wodę i obmywać się tą wodą osobom chorym. Kazała również modlić się na różańcu a będą uzdrowienia. Jest wiele świadectw, w których pielgrzymi mówią o łaskach, jakie otrzymali po tym jak posłuchali słów Matki Bożej. Kiedy jechałem miesiąc temu do Litmanovej moja koleżanka poprosiła mnie abym pomodlił się tam za nią i przywiózł wody ze źródełka. Dostała wyniki, z których wynikało, że ma guzki nowotworowe na kościach. Przywiozłem jej tą wodę. Następne badanie nic nie wykazało. Zaskoczony lekarz kazał jeszcze raz powtórzyć badania.
Źródełko z cudowną wodą
Chwila na osobiste spotkanie w sercu z Mateńką. Powiedzenie Jej o wszystkim zarówno o radościach, ale i o tym, co trudne i smutne. Ogromna wdzięczność, że mogę być tu u Niej w tym wyjątkowym dniu. O godz. 13: 30 rozpoczyna się różaniec. Obok siedzą mieszkańcy Litmanovej. Mówią do nas z serdecznym uśmiechem: Jak to dobrze, że nie ma granic, że możemy tutaj u Maryi modlić się razem.
Pięknie przybrany ołtarz

Ku naszej radości rozważania w czasie różańca prowadzi widząca, Ivetka. Opowiada o objawieniach, które dokładnie w tym dniu 21 lat temu się rozpoczęły. Kiedy mówi o Maryi czyni to z czułością, w której można poczuć tęsknotę za Tą, która ukazywała się jej przez 5 lat. Jej słowa płyną z serca. Na początku prosi Matkę Bożą, aby przyszła do nas tak jak przyszła do nich 5-go sierpnia 1990 r. Piękne rozważania kończy słowami: Matko ja Cię dziś nie widzę oczami ciała, ale widzę Cię sercem!
Ivetka prowadzi rozważania w czasie różańca
 W międzyczasie jest wystawiony w szkatułce osobisty różaniec bł. Jana Pawła II. Można podejść i ucałować. Bardzo dużo osób przystępuje do sakramentu spowiedzi. Ivetka kończy różaniec, przechodzi obok nas i uśmiecha się. Przed Eucharystią jest śpiewana pieśń „ Czarna Madonna” w języku słowackim J. Rozpoczyna się Msza św. Bardzo piękna liturgia sprawowana przez 5 kapłanów.


Po Mszy św. Koronka do Bożego Miłosierdzia. Ksiądz dziękuje wszystkim za przybycie i jednocześnie informuje, że możemy otrzymać dziś odpust zupełny. Jeszcze tylko modlitwa w intencjach Ojca Świętego. Na zakończenie koncert śpiewaczki ze Słowacji. Śpiewa pięknie dla Matki Bożej. Dołącza się ksiądz z harmonią.


Zostajemy posłuchać, obok siedzi Ivetka z najbliższą rodziną. Uśmiechnięta i radosna. Zamieniam z nią kilka zdań. Idziemy wszyscy jeszcze na chwilę do chatki, aby pobyć przy Maryi. Jeszcze prośba do Ivetki o wspólne zdjęcie… zgadza się. Pytanie czy mogę umieścić je na stronie? Uśmiecha się i mówi, że tak. Są to chwile, które pamięta się do końca życia.
Widząca Ivetka
Mateńko jak dobrze nam było u Ciebie na urodzinach JDziękuję za Twoją Miłość !!!

PS Oficjalne uroczystości rocznicowe będą trwać do niedzieli. Program w języku słowackim można zobaczyć <tutaj>
PS2 Nagranie z objawienia Matki Bożej w Litmanovej <tutaj>

środa, 16 marca 2011

Objawienia Matki Bożej z Akita


Maryja ostrzegała Japończyków
Epicentrum katastrofalnego trzęsienia ziemi znajdowało się niedaleko miejsca słynnych objawień Matki Bożej w Akita, w których była zapowiedź kataklizmów. 

Amerykańska agencja katolicka Catholic News Agency przypomina przy tej okazji o objawieniach Maryjnych w Akita nad Morzem Japońskim, które miały być kontynuacją Fatimy, i mówiły o grożących światu naturalnych klęskach. Widzenia, których nadprzyrodzoność potwierdził w 1982 r. miejscowy ordynariusz i zezwolił na oddawanie czci Matki Bożej z Akita, były udziałem zakonnicy, siostry Agnes Sasagawy ze zgromadzenia Sióstr Służebnic Eucharystii. (KAI)

Akita, Japonia (1973-1981)
Czterdziestodwuletnia siostra Agnieszka Sasagawa mogła odczuć ulgę, a nawet zadowolenie, gdy sześć pozostałych zakonnic, które zamieszkiwały klasztor, pozostawiły ją samą w ten słoneczny, wtorkowy ranek. Był dzień 12 czerwca 1973 roku i drobna, ładna siostra szybko pokonała korytarz prowadzący do kaplicy, gdzie mogła oddać się adoracji Najświętszego Sakramentu..
Siostra Agnieszka nie bała się już przebywać tam samotnie. Na tyle, na ile mógłby to zrobić każdy, przyzwyczaiła się do bezgłośnych słów. Jednak przystosowanie miało skutki uboczne. Ciągłe czytanie z ust innych, aby zrozumieć o czym mówili, było wyczerpujące. Nietrudno było poczuć się wyizolowanym, poza nawiasem, samotnym na wyspie milczenia. Tym bardziej, że siostra Agnieszka niespodziewanie i brutalnie zepchnięta została w całkowitą głuchotę. Sześć miesięcy wcześniej zauważyła, iż dźwięki docierające do jej uszu zdają się być stłumione, niewyraźne i odległe. Problemy ze zdrowiem i idące za tym dolegliwości fizyczne były nierozerwalnie związane z jej życiem.
Urodzona przedwcześnie, 28 maja 1931 roku, Agnieszka Katsuko Sasagawa fizyczną wątłość równoważyła duchową siłą. Jej rodzice wraz ze starszym rodzeństwem otaczali swoją małą ?Kako-chan", jak ją nazywali, troskliwą opieką. Częste choroby nie potrafiły jej zniechęcić do życia. Była w niej jakaś siła, determinacja, widoczna nawet wówczas, gdy w wieku dziewiętnastu lat, w wyniku źle wykonanego znieczulenia dordzeniowego podczas zabiegu wycięcia wyrostka, uległa paraliżowi.
Przez dziesięć lat Katsuko to opuszczała szpital, to znów do niego wracała. Aż niespodziewanie, po prawie dziesięciu latach paraliżu, pod czułą opieką katolickiej pielęgniarki, w zdumiewający sposób powróciła do zdrowia. To pod jej wpływem, a także za sprawą nieoczekiwanego wyzdrowienia, Katsuko, w 1960 roku, w wieku trzydziestu trzech lat przeszła na katolicyzm. Zaś następne lata swojego nowego życia postanowiła poświęcić Bogu. Została zakonnicą.
Do tego maleńkiego, położonego na wzgórzu klasztoru należącego do Instytutu Służebnic Eucharystii przybyła 12 maja 1973 roku. Budynek mieścił się w Yuzawadai, na przedmieściach Akity, gwarnego, trzystutysięcznego miasta przytulonego do Morza Japońskiego. Ponad miastem rozciągała się zapierająca dech w piersiach panorama majestatycznych gór.
Instytut był nowym zgromadzeniem założonym we wczesnych latach sześćdziesiątych przez biskupa Hojna Ito z lokalnej diecezji Niigata. Służebnice, lub inaczej siostry, pracowały jako katechetki oraz poświęcały się modlitwie, a zwłaszcza adoracji Najświętszego Sakramentu. Doskwierało im jednak ubóstwo. Niejednokrotnie, w ich oszczędnie umeblowanym klasztorze, wiatr znad Morza Japońskiego łopotał drzwiami i tradycyjnymi, japońskimi, papierowymi parawanami rozdzielającymi pokoje. Wszystko to, nawet klekoczące parawany, oczarowało siostrę Agnieszkę podczas jej pierwszej wizyty.
Tego dnia jednak, myśl o oddaniu się adoracji Eucharystii przyciągnęła siostrę Agnieszkę do kaplicy. Podeszła do ołtarza aby otworzyć drzwiczki tabernakulum. Rozbłysło olśniewające światło, dużo bielsze i jaśniejsze od słońca. Siostra czuła się obezwładniona przez ten blask i znaczenie, które ze sobą niósł.

sobota, 1 stycznia 2011

Nawiedzenie / 'Ivetka i góra'

Czeski film Dokumentalny „Nawiedzenie /Ivetka a hora (Ivetka i góra)" - przedstawia historię objawień Matki Bożej w Litmanovej na Słowacji.

Litmanova, wieś we wschodniej Słowacji, blisko Polskiej granicy. W 1990 roku dwóm dziewczynkom, Ivetce i Katce, ukazała się tu Matka Boska. Gdy rozpoczynały się objawienia Ivetka miała 11 a Katka 12 lat. Dziewczynki doznawały objawień przez pięć następnych lat. Ich doznania nie były równomierne – obie mogły doświadczać Jej obecności, ale tylko Ivetka mogła z Nią rozmawiać i przekazywać ludziom Jej przesłanie.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Pierwsze zatwierdzone objawienia Matki Bożej w USA


Królowa Niebios

W październiku 1859 r. w Champion w amerykańskim stanie Wisconsin. Matka Boża ukazała się trzykrotnie belgijskiej emigrantce Adèle Brisé. Maryja przedstawiła się dwudziestokilkuletniej dziewczynie, jako Królowa Niebios.


Opis Siostry Pauline LaPlant, której Adèle często powtarzała historię objawień:

Ona (Adèle) szła do młyna z workiem pszenicy. W pewnym momencie zobaczyła Panią w białej sukni między dwoma drzewami. Adèle przestraszyła się i stała nieruchomo. Wizja wolno zniknęła, pozostała tylko biała chmurka. Nie widziała nic więcej. Po powrocie do domu opowiedziała rodzicom o widzeniu. Rodzice dziewczyny zastanawiali się, co to widzenie może znaczyć – być może jest to biedna dusza, która potrzebuje modlitwy?.

W następną niedziele Adèle ponownie szła tą samą drogą w stronę kościoła. Tym razem szła z nią jej siostra Isabel i sąsiadka (Pani Van der Niessen). Kiedy przechodziły koło drzew, Pani była w tym samym miejscu, w którym Adèle zobaczyła Ją wcześniej. Przestraszyła się i powiedziała w formie wyrzutu, „Och jest ta Pani znów”

Adèle nie miała odwagi, aby pójść dalej. Jej towarzyszki nie widziały nic, ale widziały w jej spojrzeniu, że czegoś się boi. Myślały, że jest to jakaś biedna dusza, która potrzebuje modlitw. Czekały kilka minut i Adèle powiedziała, że widzenie zniknęło. Jak za pierwszym razem na zakończenie widziała coś, co było małą mgłą lub białą chmurką.

Po Mszy św. Adèle podeszła do konfesjonału i opowiedziała spowiednikowi, jak przestraszyła się na widok Pani ubranej na biało. Ojciec William Verdhoef powiedział, aby się nie bała i że porozmawia z nią poza konfesjonałem. Ojciec powiedział, że jeżeli to był niebieski posłaniec, to widzenie się powtórzy i że ją nie skrzywdzi, ale aby spytała w imię Boga, kim jest i czego pragnie od niej. Po tej rozmowie Adèle nabrała więcej odwagi. Wracała do domu z swoimi towarzyszkami i mężczyzną, który szedł z nimi.

Kiedy zbliżyli się do drzew Adèle znów ujrzała piękną Panią, ubraną w olśniewającą białą sukienkę, z złotą szarfą dookoła Jej talii. Na Jej głowie widniała korona z 12 gwiazdami. Złote włosy swobodnie spływały na ramiona. Niebiańskie światło otaczało postać, tak, że Adèle z trudnością widziała Jej słodką twarz. Olśniona światłem i pięknem jej miłego gościa padła na kolana.

W imię Boga, kim jesteś i czego pragniesz ode mnie? – zapytała.

„Jestem Królową Nieba, która modli się o nawrócenie grzeszników, i pragnę, abyś robiła to samo. Przyjęłaś Komunię Świętą dziś rano i dobrze uczyniłaś. Ale musisz zrobić więcej. Idź do spowiedzi generalnej i przyjmij Komunię Świętą w intencji nawrócenia grzeszników. Jeżeli się nie nawrócą, mój Syn będzie zobowiązany ich ukarać.”

W czasie widzenia osoby, które towarzyszyły dziewczynie, nie widziały Maryi, jednak na jej polecenie padły na kolana. Maryja odwróciła się w ich stronę, spojrzała na nich przychylnie i powiedziała:

"Błogosławieni ci, którzy wierzą, nie widząc”

Następnie Matka Boża powiedziała:

„Co ty tu robisz bezczynnie…, kiedy twoi towarzysze pracują w winnicy Pana?”

Co więcej mogę zrobić droga Pani? - powiedziała  Adèle płacząc.

„Zgromadź dzieci z tego dzikiego kraju i ucz je, co powinny robić, aby osiągnąć zbawienie.”

Matka Boża kazała uczyć dzieci katechizmu, znaku krzyża i przygotowywać do sakramentów świętych.

"Nie bój się niczego. Ja ci pomogę" - zapewniła Maryja.


***
ks. bp. David Ricken
W  uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny (8.12.10 r), patronki Stanów Zjednoczonych, objawienia Matki Bożej zostały uznane "za godne wiary" przez ks. bp. Davida Rickena, ordynariusza miejscowej diecezji Green Bay. Jest to pierwsze i jedyne w USA zatwierdzone przez Kościół objawienie Maryjne. Adèle Brisé po objawieniach wraz z ks. Philipem Crudem, proboszczem belgijskiej parafii, założyła pierwszy klasztor Sióstr Dobrej Pomocy i otworzyła pierwszą szkołę, poświęcając się, jako siostra zakonna wychowaniu dzieci i młodzieży. Dziś nieopodal miejsca objawień istnieje sanktuarium Matki Bożej Dobrej Pomocy. Pierwotnie ojciec Adèle - Lambert Brisé, wybudował tam kaplicę. Umieszczono w niej wizerunek Maryi Niepokalanej. Wiadomość o objawieniach w tym miejscu szybko rozniosła się po całym stanie Wisconsin. Coraz więcej pielgrzymów zaczęło przybywać na to miejsce. Do sanktuarium cały czas napływają informacje o łaskach otrzymanych za przyczyną Matki Bożej. Specjalny dekret ks. bp. Davida Rickena potwierdzający zgodność objawień z nauczaniem Kościoła został odczytany w czasie uroczystej Mszy św. w sanktuarium Matki Bożej Dobrej Pomocy 8 grudnia br.

Źródła:
Sanktuarium Matki Bożej Dobrej Pomocy w Champion,
Nasz Dziennik

piątek, 15 stycznia 2010

Madonna zapłakała w Niżankowicach

Katarzyna Woynarowska

Wysłuchaj artykuł

Niżankowice to miejsce, do którego się wraca – mówi ks. Ireneusz Skubiś

Katarzyna Woynarowska Jedziemy przez zieloność ukraińską, gęstą i rozkwitającą czerwcowo. Mijamy dziesiątki identycznych leśnych zakrętów, jedwabistych jak okiem sięgnąć przestrzeni, łagodnych wzniesień i biednych wiosek przycupniętych na skraju drogi. Błądzimy już chwilę po przekroczeniu polskiej granicy. Na drogach coraz mniej asfaltu, coraz biedniej, knieja gęstnieje, wpełza pod koła, zaczepia o dach czeremchowymi gałęziami. A nam spieszno ku Niżankowicom – mieścinie niewielkiej, z parterowymi domkami, sennej, granicznej. Rzec można – niczyjej…

O Niżankowicach zrobiło się głośno jakieś dwa i pół roku temu. Włodzimierz, lat 19, z zawodu stolarz, z wyboru kościelny, w styczniowy poranek 2005 r. zobaczył, że niewielka gipsowa figurka, taka najzwyczajniejsza w świecie, stojąca na bocznym ołtarzu biedniutkiego kościoła, ma liczko zalane łzami. Gazety rozdmuchały sprawę na pół Ukrainy i Polski. Do mieściny zaczęli zjeżdżać pielgrzymi zwabieni cudem płaczącej Madonny, złaknieni metafizyki i... odjeżdżali po części odmienieni. Madonna płakała każdego 13. dnia miesiąca; gdy umierał Jan Paweł II, łzy widziano nieustannie przez dwa dni. Wkrótce pojawił się zapach róż. Zapach ten czuły dziesiątki osób. Pielgrzymów przybywało coraz więcej. Z Ukrainy, Polski, ze Słowacji, z Niemiec, nawet z Ameryki. Pytali: Skąd macie tę figurę? Proboszcz z Niżankowic – ks. Jacek Waligóra bezradnie rozkładał wtedy ręce. Jakieś 15 lat temu przywiozła ją tu grupa z Polski. Nie pamiętają jaka. Przywieźli, bo w skromniej przygranicznej świątyni, którą wtedy odkopano ze zwałów gnoju i śmieci, nie było żadnej świętej figury, o obrazach nie wspominając. Komuniści lubili zamieniać kościoły w stajnie, chlewy, śmietniki i inne upadlające miejsca. I tak uczynili w Niżankowicach. Zaraz po wojnie wyrzucono stąd niemal wszystkich Polaków. Niemal. Bo gdy Ukraina odzyskała niepodległość, do nowych władz zgłosiły się polskie kobiety z żądaniem zwrotu kluczy do kościoła. Podanie zostało rozpatrzone pozytywnie i tak oto zaczęła się niezwykła historia małych Niżankowic. Bo kto mógł przypuszczać…?


– Nie dla łez figury, ale dla pielgrzymów, którzy znajdują tu pociechę i ukojenie, lwowski kardynał Jaworski wydał dekret, który Niżankowice podnosi do rangi sanktuarium – tak wyjaśnia nam w czerwcowy sobotni poranek intencję kardynała proboszcz ks. Waligóra. Szczególne to wyróżnienie dla małej, bo liczącej ok. 40 parafian wspólnoty. Co więcej, kardynał prosił, by aktu ustanowienia dokonał redaktor naczelny „Niedzieli” ks. inf. Ireneusz Skubiś. Bo nasz tygodnik jako jeden z pierwszych w Polsce opisał zdarzenia w Niżankowicach, a nawet zorganizował pielgrzymkę w kresowe strony.

W uroczysty dzień przyjechały autokary z Przemyśla, Hermanowic i aż trzy z odległego o 200 km Przeworska. Jest i autobus z tymi, którzy pochodzą stąd, ale ich władza radziecka ojcowizny pozbawiła i wyrzuciła z domów. Pani Zofia miała wtedy 9 lat. Teraz nie odnajdzie w Niżankowicach swego domu rodzinnego, tylko krzyże na cmentarzu i kościół, który ze swojej Pierwszej Komunii Świętej pamięta.

– Widzimy tu przez druty kolczaste Polskę – mówią miejscowi. – Pani uwierzy, że do Przemyśla stąd 12 km? A tam, u was, inny świat – wzdychają tęsknie.

Dziwne te Niżankowice jak na naszą polską miarę. 2 tys. ludzi i 3 okazałe świątynie. Ok. 40 „rzymskokatolików”, jak tu nas nazywają, ma swój odzyskany kościół, jest i cerkiew prawosławna z pękatymi kopułami, a grekokatolicy drugą już budują. No i trzeba też policzyć tych, którzy raz do tego, raz do innego kościoła chodzą. Na przykład gęsto jest od prawosławnych na procesjach fatimskich. Tutejsi mówią, że Bóg jest jeden i gdzie Go chwalą, jest im obojętne.

Uroczystą Mszę św. celebrują księża z Kalwarii Pacławskiej, ze Lwowa, w tym siedmiu tutejszych neoprezbiterów – chłopak w chłopaka jak malowani. Ks. inf. Ireneusz Skubiś wręcza ks. Jackowi Waligórze medal „Mater Verbi” – specjalne wyróżnienie Redaktora Naczelnego „Niedzieli” i stułę „niedzielną”. Przypomina zebranym o tym, jak w XX wieku Maryja szukała dróg porozumienia z człowiekiem. Od Fatimy po Niżankowice. „Gdy ktoś płacze, pytamy: dlaczego? Musimy i tutaj zadać to pytanie: Maryjo, dlaczego płaczesz? Co chcesz nam powiedzieć?” – mówił ks. Skubiś.

Zgromadzenie na przykościelnym placu ściąga uwagę miejscowych. Przygrywa z fasonem orkiestra dęta. Śpiewa szeroko dźwięcznymi głosami młodzież. Wszystko to sprawia, że po opłotkach „ludzi dobre” stoją wsparci pod boki, zaciekawieni trochę jak dzieci. A gdy proboszcz z Dobromila kazanie płomienne głosi, bardziej jakby ucha nadstawiali.

Po Mszy św. rusza procesja okazała, w polskim stylu – szykownie, majestatycznie. I oto pojawia się element ekumeniczny. A może pierwszy tutejszy cud? Oto bowiem ksiądz greckokatolicki powiedział do katolickiego proboszcza, żeby z procesją i z Panem Jezusem, co Go w monstrancji po miasteczku poniosą, i z figurą, co łzami znaczona, zechciał zajść do cerkwi. Na wieść o tym ksiądz prawosławny, by nie być gorszy, prośbę podobną wystosował. I tak oto kroczymy dumnie polnymi uliczkami Niżankowic, wśród chałup drewnianych, niskich, kraszonych na kolorowo, wśród aut zabłoconych po dach, z trzecim krzyżykiem pod maską, ale jak przy tym śpiewamy! Jak się modlimy!


Są w tym tłumie pielgrzymi niezwykli, obdarzeni łaską cudu. Mieczysławowi i Helenie Żukom z Przeworska umierała córka. Była w stanie śmierci klinicznej, bez szans na poprawę. Zrozpaczeni zadzwonili do znajomych kapłanów, także do Niżankowic, z błaganiem o modlitwę. I modlili się niżankowianie na kolanach aż do skutku – dziewczyna odzyskała świadomość i stanęła na nogi. Lekarze nie potrafią wyjaśnić przyczyn ozdrowienia. Napiszą na ten temat doktorat. A „cud” byłby chyba najstosowniejszym określeniem.

– Dla tutejszych ludzi trzeba wiele wyrozumiałości. Oderwani kiedyś od Kościoła, muszą być na powrót do niego zaprowadzeni. To miejsce pomoże im znaleźć się przy Bogu – opowiada ks. Jacek Waligóra. – Często pytają mnie o skuteczność zanoszonej tu modlitwy… a ja im odpowiadam, żeby zawsze umieli pogodzić się z wolą Boga, jaka by ona nie była. Przysyłają SMS-y z prośbą o modlitwę…

Ks. Waligóra to materiał na kolejny reportaż. Młody, energiczny i po kresowemu sympatyczny, pełnił w diecezji lwowskiej ważne funkcje; był m.in. prefektem Seminarium Duchownego. Pielgrzymi z Przeworska, którzy tym razem przywieźli do Niżankowic okno, drzwi i łóżko, namawiają mnie, żebym obejrzała lokum proboszcza. Ten śmieje się, zaprasza i ostrzega: – Ale tam nie wyprostuje się pani… Klitka, do której wchodzi się po drabinie, nie ma nawet 170 cm wysokości, raptem dwa metry na dwa. Materac rzucony na ziemię, stolik z papierami, koślawy fotelik – wszystko. Klitka jest częścią kościoła, od starych murów ciągnie kamienny chłód. Tutaj zimy przeżyć się nie da, ale trzeba będzie. Wynajęcie mieszkania w miasteczku kosztuje zbyt drogo, a tu płot kościelny pomalować trzeba, wyremontować ołtarz… i to są zadania priorytetowe dla administratora parafii w Niżankowicach, kustosza powstałego właśnie sanktuarium Matki Bożej Opatrzności.


Nim wyjedziemy, jeszcze pospieszny rzut oka na klasyczną bryłę świątyni, na drogę rozjechaną i błotną, na domki przysadziste, na ową sycącą oczy zieloność. Jest w tej ziemi, w ludziach, w powietrzu rozpachnionym o tej porze ponad miarę coś, za czym tęskni się w chwilę po odjeździe; coś, co skłania do marzeń o rychłym powrocie…

źródło: Tygodnik Katolicki Niedziela

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Godzina Łaski - 8 grudnia od 12:00 do 13:00

Jest mym życzeniem, by każdego roku, w dniu 8 grudnia, w południe, obchodzono godzinę łaski dla świata. Przez to nabożeństwo uzyskacie wiele łask duchowych i cielesnych. Nasz Pan, mój Boski Syn Jezus, ześle swe przeobfite miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą stale modlić się za swych grzesznych braci.

Matka Boża w MontichiariGodzina Łaski dla świata


Jest taka jedna godzina w roku, gdy Niebo pochyla się tak nisko nad

ziemią, że Bóg jest na wyciągnięcie ręki. I Jego odwieczne skarby miłości. Jest taka jedna godzina w roku, gdy wszystko jest możliwe. Obietnica z nią związana jest naprawdę wielka! Oto Matka Najświętsza ogłasza, że przez sześćdziesiąt minut w roku Niebo staje nad nami otworem, że każdy, kto w tym czasie zamknie trzymany nad głową parasol niewiary, otrzyma od Boga to, co mu najbardziej potrzebne.


Nie jest to bynajmniej przyrzeczenie związane z samym tylko wymiarem duchowym. Bóg nam przypomina, że stworzył nie tylko nasze dusze; On powołał do życia także nasze ciało i nadał mu wielką godność. W Godzinie Łaski niejeden z nas przekona się, że Bóg nie neguje znaczenia ciała.






Dostąpi uzdrowienia.





Wyrwie się z nałogu.


Przestanie być niewolnikiem grzechu.


Większość z nas dozna innych łask. To wielkie dary, które jak potężny dźwig wyrywają nas z kolein codziennego zła, z naszej opieszałości, gotowości do kompromisu i dogadywania się ze światem, by postawić nas na zupełnie nowej ziemi, wśród zupełnie nowych (o ile piękniejszych) krajobrazów. A spod naszych stóp ku dalekim horyzontom wije się wąska ścieżka.
To ścieżka naszej świętości. 


A w duszy zamieszka pragnienie, by biec tą drogą.
Bo nie ma większego szczęścia, jak iść w stronę szczęścia, które jest pełne, doskonałe, bez końca, które zanurza w sobie wszystkich bliskich i kochanych (nie ma w nim przecież miejsca na egoizm).
Będą też tacy, którzy w Godzinę Łaski nie poproszą o nic dla siebie. Będą modlić się za dziecko, które zgubiło drogę, za żonę, która ciężko choruje. Może znajdą się tacy, którzy będą się nawet modlili za swoich wrogów.
Jest jeszcze ostatnia grupka - modlących się o nawrócenie grzeszników, o ocalenie dusz idących do piekła. To ludzie najcenniejsi w oczach Maryi. To Jej słudzy, zaczyn nowego pokolenia, które czerpiąc moc z Niepokalanego Serca Matki Najświętszej, wyrwie świat spod władzy szatana i przekaże panowanie Sercu Matki...
Pisała o tym wiele Siostra Łucja. Stanie się to na naszych oczach.
Godzina Łaski... Nie przegap tych sześćdziesięciu minut nasyconych bliskością Nieba.

Montichiari - droga ocalenia świata przez Kościół
Może powinniśmy zacząć nasze rozważania od rozmowy na temat kryzysu, jaki opanował świat? Ale nie. Skupmy naszą uwagę na kryzysie Kościoła... Bo Kościół to Boski weksel wystawiony światu. Gdy Kościół jest silny i święty, świat może się chwiać, ale nie upadnie. Podtrzymają go święci: ich modlitwa, ich ofiara, pokuta, jeśli trzeba - męczeństwo. Gdy jednak sam Kościół wchodzi w głęboką niemoc duchową, wówczas świat staje przerażająco blisko apokaliptycznej przepaści.
Porozmawiajmy więc o Kościele.

Gdyby ktoś zapytał nas o sytuację Kościoła we współczesnym świecie, nasze odpowiedzi różniłyby się od siebie, ale z pewnością we wszystkich pojawiłyby się słowa mówiące o kryzysie, który ogarnął dzisiejsze chrześcijaństwo. Wielu ludzi odeszło od Kościoła, wielu żyje tak, jakby był on rodzajem partii politycznej, do której się należy i może nawet płaci składki, ale co najwyżej oczekuje od niej jakichś profitów, nigdy wymagań.
Kryzys Kościoła oznacza kryzys świata. Ten zaś pobłądził już do tego stopnia, że zasłużył sobie na haniebną nazwę "cywilizacji śmierci". Miano to nie oznacza jedynie tego, że dzisiejsze społeczeństwo najpełniej definiuje się już nie tyle przez liczbę odkryć naukowych, zdobyczy technicznych i rozwoju ekonomicznego, ile przez ilość śmierci zadawanej człowiekowi przez człowieka. Dziś na świecie zasiadła na tronie aborcja i eutanazja. Ale jest coś jeszcze bardziej posępnego w tytule "cywilizacja śmierci". Jan Paweł II uczył, że świat współczesny zmierza ku niechybnej zagładzie. Zamieszkujemy cywilizację, która przyniesie nam wszystkim śmierć!


Czy Kościół zdoła go jeszcze ocalić? Czy zmieni przeznaczenie, które wydaje się już niechybne?
Tak. Niebo mówiło o tym tak wiele razy! A wszystkie słowa o zagładzie świata - i o tym, że można uchylić Boże wyroki - padły po roku 1945...


Zapytacie, dlaczego.

Okazuje się, że coś niedobrego stało się po zakończeniu drugiej wojny światowej. W 1945 r. rozpoczął się kryzys, który dosięgnął też naszego pokolenia i który dziś wydaje się szczególnie niebezpieczny. Aby to potwierdzić, wcale nie musimy odwoływać się do kościelnych statystyk czy przytaczać faktów z naszej historii. Lepiej przypomnieć sobie wypowiedzi samego Nieba. W całej historii Kościoła nie było chyba kryzysu duchowego, na który by tak bezpośrednio zareagował Bóg. W 1947 r. posłał na ziemię swoją Matkę, by za Jej pośrednictwem wskazać nam drogę ocalenia.


Dynamika zła

Nie przebrzmiały jeszcze echa drugiej wojny światowej, a już można było dostrzec gołym okiem spustoszenia, jakie pociągnęły za sobą lata wojny rozpętanej przez Hitlera i Stalina. Najstarsze pokolenie pamięta jeszcze tamte dni. Nie chodzi tu jedynie - a może nawet przede wszystkim - o ogrom strat określanych wspólnym mianownikiem "materialnych". Nie chodzi nawet o zatrważającą liczbę zabitych żołnierzy i cywilów. Naszą uwagę powinno przykuć jeszcze poważniejsze spustoszenie - to "duchowe". Zniszczone miasto można odbudować, gorzej z odbudową ładu moralnego. Tym bardziej że w odróżnieniu od rzeczywistości materii świat ducha jest nasycony dynamiką, którą niełatwo sterować i którą mało kto potrafi wyhamować. Gdy podczas drugiej wojny światowej przestał - jak w każdej wojnie - obowiązywać kanon tradycyjnych wartości moralnych, zaczął się czas budowania postawy "wszystko mi wolno". Tym razem okazał się on początkiem procesu, który współcześnie doprowadził do powstania - użyjmy słów Ojca Świętego Jana Pawła II - "cywilizacji bez Boga", "życia tak, jakby Boga nie było". Człowiek zaczął postępować tak, jakby miał prawo stwarzać nowy katalog wartości i sam wybierać, co jest dobre, a co złe. Dobrym stało się to, co łatwe, przyjemne, co zapewnia szybki sukces. Złem nazwano wszystko, co stawia wymagania i co ogranicza ludzką wolność.
Po wojnie proces negacji wartości duchowych stał się faktem i zaczął nabierać tempa. Dotknęło to nawet najbardziej wrażliwego w oczach Bożych wymiaru, ścieżki do Nieba najbardziej prostej: maryjności. Bo trudno, by w takim świecie, w którym króluje egoizm, Maryja była szanowana i miłowana. Przecież była pokorna, a pokora stała się wadą. Przecież była uboga, a bieda stała się przekleństwem. Nie dorobiła się majątku, nie zdobyła doczesnej sławy, nie była człowiekiem sukcesu. Nadchodziła epoka niemaryjna, nieświęta, niemądra, skazana na klęskę.
Bo kto odrzuca Maryję i Jej Syna, wybiera pustkę. A pustka ta ma na imię Szatan!
Może dlatego tak ważna jest grudniowa Godzina Łaski? Podczas tych sześćdziesięciu minut grawitacja Nieba jest tak potężna, że potrafi zmienić całe ludzkie życie, poprzewracać utrwalone od lat chore hierarchie wartości, uporządkować to wszystko, co wiąże się z ciałem: sposób życia, odżywiania, instynkty, potrzeby, nawet spojrzenie na cierpienie.

Wróćmy do głównego tematu. Czy świat skazany jest na to, że będzie przechylać się coraz bardziej, aż straci równowagę i przewróci się, rodząc dla nas i naszych dzieci straszliwy czas apokalipsy? Nie, bo proces nasycania się złem można było zatrzymać już pół wieku temu. Można go było cofnąć, usunąć z mapy życia następnych pokoleń. Niebo wskazało drogę w Montichiari.
Rok objawień


Współczesny, narastający lawinowo kryzys Kościoła i wzrost zagrożenia postawami permisywizmu (można po polsku powiedzieć "wszystkomiwolizmu") rozpoczęły się wraz z zakończeniem drugiej wojny światowej. Na progu tej nowej "złej epoki" Bóg wielokrotnie ostrzegał świat przed błędnie wybraną drogą. Rok 1947 pełen był Maryjnych objawień. Poza słynnym włoskim Tre Fontane (dzielnica Rzymu) i francuskim L'Ile Bouchard Matka Boża niosła światu orędzie w holenderskim Vorstenbosch, we włoskich Varz, w Montepoli, Grottamare i Casanova, w Urucaina w Brazylii, w słowackiej Tyromestice, w niemieckich Tannhausen, Monachium i Forstweiler, w Stockport leżącym opodal angielskiego miasta Manchester, we francuskim Pieskop, w Kayl (Luksemburg) i w Hasznos na Węgrzech. Wszędzie wzywała do nawrócenia i do umacniania Kościoła w obliczu podwójnego zagrożenia: komunizmu i fałszywie pojętej demokracji. Można by napisać o tym grubą książkę...

Ale najtrwalsze przesłanie pozostawiła w 1947 r. w Montichiari


Włoskie Jasne Góry


U podnóża włoskich Alp rozsiadła się skromnie miejscowość o dźwięcznej nazwie Montichiari. Dla nas, Polaków, nazwa ta budzi najpiękniejsze skojarzenia, jej tłumaczenie brzmi bowiem "Jasne Góry". Dziś z tamtejszego sanktuarium rozchodzi się po świecie sława Maryi wzywanej jako "Róża Duchowna", zaś nazwa miasteczka nabrała nowego sensu: mówi o nadziei na "jasne dni", jeśli człowiek podejmie trud wspinaczki na szczyty zjednoczenia z Bogiem. Samo miejsce wybrane przez Matkę Najświętszą na objawienia opowiada też wiele o sytuacji Kościoła: jest on chory i wymaga leczenia, a ludzie świeccy mają się nim zaopiekować... Wskazuje na to choćby fakt, że na miejsce objawień Matka Najświętsza wybrała szpital, a za wizjonerkę obrała osobę świecką - Pierinę Gilli, pielęgniarkę.
Była wiosna 1947 roku Trzydziestosześcioletnia Pierina Gilli, skromna pielęgniarka, ujrzała w podległej jej nadzorowi sali szpitalnej niezwykłego gościa z Nieba. Przed kobietą stanęła Matka Najświętsza ubrana w fioletową szatę, ze łzami w oczach i trzema mieczami wbitymi w serce. Może przyszła właśnie do szpitala, aby prosić o pomoc. Czyżby w Montichiari miano wyjąć z Jej obolałego serca te trzy głęboko wbite ostrza? W jaki sposób?
Wizja jest smutna, a Maryja ogranicza się do wypowiedzenia trzech słów. To "Modlitwa. Ofiara. Pokuta".
Pozostawia nam trzy wezwania. Czy odwołują się one do trzech ran zadanych Jej sercu? Czyżby właśnie modlitwa, ofiara i pokuta miały moc wyprowadzenia Kościoła z pogłębiającego się kryzysu i postawienia go na drodze chwały? I obdarzenia Matki


rByła wiosna 1947 roku Trzydziestosześcioletnia Pierina Gilli, skromna pielęgniarka, ujrzała w podległej jej nadzorowi sali szpitalnej niezwykłego gościa z Nieba. Przed kobietą stanęła Matka Najświętsza ubrana w fioletową szatę, ze łzami w oczach i trzema mieczami wbitymi w serce. Może przyszła właśnie do szpitala, aby prosić o pomoc. Czyżby w Montichiari miano wyjąć z Jej obolałego serca te trzy głęboko wbite ostrza? W jaki sposób?
Wizja jest smutna, a Maryja ogranicza się do wypowiedzenia trzech słów. To "Modlitwa. Ofiara. Pokuta".
Pozostawia nam trzy wezwania. Czy odwołują się one do trzech ran zadanych Jej sercu? Czyżby właśnie modlitwa, ofiara i pokuta miały moc wyprowadzenia Kościoła z pogłębiającego się kryzysu i postawienia go na drodze chwały? I obdarzenia Matki radością?



Róże bez cierni i Fatima



Kiedy 13 czerwca Pierina ponownie ujrzała Matkę Najświętszą, oglądana przez nią wizja była zaprzeczeniem pierwszej. Maryja miała na sobie jasną szatę, uśmiechała się, a w miejscu mieczy znajdowały się trzy róże. Nie zadawały ran, były ozdobą, jakby znakiem, że choroba minęła, choć może po ranach pozostały blizny; kwiaty je ukrywają. A może cierpienie zamieniło się w radość? Może to, co było przyczyną bólu, jest teraz powodem wesela? To bardzo prorocze przesłanie, jakby wizja przesunięta w czasie, wypchnięta z szeregu dat, by ustawić się w nieznanej nam przyszłości. Matka Boża z trzema różami na piersiach zapewnia: Nadejdzie dzień, kiedy modlitwa, pokuta i ofiara zaowocują świętością Kościoła! Będzie to dzień radości i triumfu!


Trzy róże, a każda inna. Jedna była biała, druga czerwona, trzecia złota. Dlaczego róże? Co oznaczają te kolory? Pierwsza mówi o czystości i wierności w wierze, druga opowiada o dawaniu siebie i o trwaniu przy Bogu, jeśli trzeba - aż po męczeństwo. Trzecia śpiewa o świętości... Gdy ludzie Kościoła będą jak te trzy kwiaty, Serce Maryi wypełni radość...


Podczas drugiego objawienia Matka Boża powiedziała więcej. Przedstawiła się: "Jestem Matką Jezusa i was wszystkich". Określiła swą misję: "Nasz Pan posyła mnie, abym objawiła nowe maryjne nabożeństwo dla wszystkich instytutów męskich i żeńskich, zgromadzeń zakonnych i księży diecezjalnych. Obiecuję opiekować się tymi zakonami i instytutami, które będą mnie czcić w sposób szczególny. Pomnożę ich powołania i wyjednam dla nich łaskę większego pragnienia świętości".


Mamy więc wskazówkę, jaką drogą dojdziemy do epoki świętości: jest nią "nowe nabożeństwo". Za pół roku Matka Najświętsza wyjaśni, czym ono jest i na czym polega.


Na razie mówi, że pragnie, aby każdy 13. dzień miesiąca stał się szczególnym dniem Maryjnym. Zapewnia, że w tym dniu będzie obdarzać łaską świętości wszystkie wspólnoty zakonne, które Ją miłują i czczą.


Znawca objawień Maryjnych od razu zauważy zbieżność między tym, co praktykuje się w wielu naszych świątyniach - nabożeństwami fatimskimi odprawianymi 13. dnia każdego miesiąca, a tym, o czym mówi Matka Boża w Montichiari. Oto Montichiari spotyka się z Fatimą. W dniu fatimskim do Serca Matki Najświętszej mają się przytulić wspólnoty zakonne. Nabożeństwo wynagradzające w duchu orędzia fatimskiego staje się nabożeństwem, w którym dużo będzie modlitw za kapłanów, zakonników i zakonnice.
I znowu Fatima potwierdza ten kierunek. Dość sięgnąć po listy Siostry Łucji, by znaleźć tam potwierdzenie naszej intuicji. Niemal w każdej wypowiedzi wizjonerka z Fatimy dopominała się o posty i modlitwę w intencjach, które wskazuje Maryja z Montichiari. Siostra Łucja wciąż ostrzegała przed kryzysem, jaki będzie kładł się coraz głębszym cieniem na Kościele. Wzywała do wynagradzania za grzechy, szczególnie za brak wiary, brak ubóstwa i trwania w czystości, a także za naszą niewierność powołaniu otrzymanemu od Boga.
Wzmianek o kryzysie Kościoła było w listach Siostry Łucji tak wiele, że powszechnie sądzono, iż o nim właśnie mówi utajniona do 2000 r. trzecia część tajemnicy fatimskiej!


Czas sprawiedliwości



22 października dochodzi nowy element orędzia. Pojawia się ostrzeżenie przed konsekwencjami grzechu. Gdy Pierina znowu widzi Matkę Bożą w szpitalnej kaplicy, Maryja ostrzega, że Bóg jest już zmęczony niekończącymi się obelgami i oburzony wzgardą, jaką się Go otacza. Mówi: "Pan już chce odwołać się do swej sprawiedliwości!".
Droga do ocalenia jest jedna. Matka Najświętsza określa ją krótkim zdaniem: "Żyjcie miłością!". Od tego każe nam zacząć. Jakby chciała przypomnieć słowa Apostoła Pawła: "Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, i posiadał wszelką wiedzę, a ciało swe wystawił na spalenie - a miłości bym nie miał, na nic to się nie przyda" (1 Kor 13, 1). Maryja chce, abyśmy uświadomili sobie, że modlitwa, pokuta i ofiara nie zdadzą się na nic, jeśli zabraknie w nich miłości do Boga, miłości do Niej, miłości do nieszczęsnych grzeszników.


Miłość nieprzyjaciół i modlitwa za nich. To niełatwy test dla każdego z nas. Dobrze wiemy, jak trudno obudzić w sercu szczerą miłość do kogoś, kto zadał nam ból, i jak trudno w akcie prawdziwej miłości modlić się czy podjąć wyrzeczenie w jego intencji. Jezus tak czynił, choćby z wysokości krzyża. Święci to potrafili. Kardynał Stefan Wyszyński wiele lat modlił się za Bolesława Bieruta, który go uwięził i ani myślał kiedykolwiek uwolnić. A my? To trudne? Po prostu nie jesteśmy jeszcze święci. Nie umiemy modlić się za nieprzyjaciół i wynagradzać ofiarami za tych, którzy popełniają tak wiele zła, że już sami siebie skazali na piekło. Jeszcze nie umiemy...

W kolejnym objawieniu - w listopadzie 1947 r. - Maryja ogłasza: "Nasz Pan nie może już patrzeć na grzechy przeciwko czystości. Chce zesłać na ziemię rzekę swych kar. Błagałam Go, by raz jeszcze okazał miłosierdzie! Dlatego proszę o modlitwę i pokutę, by przebłagać za te grzechy". Matka Boża zapewniła, że "ktokolwiek będzie wynagradzał za te grzechy, otrzyma od Niej błogosławieństwo i łaskę".

Jak widać, w Montichiari pojawia się drugi wątek. Pierwszy był skierowany do osób duchownych i zakonnych - mówił o konieczności modlitwy i praktykowaniu "nowego nabożeństwa". Powie ktoś: To objawienie jest skierowane nie do nas, świeckich. Ale drugi element musimy już odnieść do siebie (był zresztą obecny od początku, bo Maryja od razu wezwała ludzi świeckich do modlitwy, pokuty i ofiary). To apel, by osoby świeckie podjęły trud przebłagania Boga za grzechy świata!
Piękne powołanie! Matka Najświętsza zaprasza nas do powstrzymywania ramienia Jej Syna, który chce wymierzyć światu sprawiedliwość. Mamy wspólnie z Nią błagać Jezusa i wynagradzać za grzechy. Mamy stać się Jej drużyną, a może nawet inaczej - Jej "pomnożeniem". Kiedy otrzymujemy powołanie tożsame z Jej powołaniem, stajemy się alter Maria - drugą Maryją, a naszym udziałem jest Jej rola wstawiennicza przed Bogiem i misja rozdawania łask. A także - gwarancja wniebowzięcia.
Kiedy wizjonerka zapytała, czy ludzie mogą mieć nadzieję na przebaczenie, Maryja odpowiedziała: "Tak, jak długo te grzechy nie będą popełniane".
Następują kolejne objawienia, a Matka Najświętsza nie przestaje wzywać ludzi do porzucenia grzechów nieczystości i wejścia na drogę modlitwy, ofiary i pokuty. Wyjaśnia, że "pokuta polega na przyjmowaniu w duchu ofiary małych krzyży i obowiązków, które niesie każdy dzień". (To znowu element tożsamy z tym, co znajdujemy w orędziu fatimskim: tam Maryja prosi, byśmy nie szukali specjalnych wyrzeczeń i form pokuty, bo codzienność niesie wystarczająco wiele okazji.) Ogłasza też czas łaski w południe 8 grudnia: "Ósmego grudnia, w południe, ukażę się znowu w tej bazylice. Będzie to godzina łaski".
To miała być pierwsza Godzina Łaski. Godzina niezwykła, bo powiązana z objawieniem się Matki Najświętszej w świątyni w Montichiari, bo towarzyszyła jej niezwykła obietnica, która zachowała aktualność w każdej następnej Godzinie Łaski. A do dziś było ich sześćdziesiąt. W sześćdziesiątej pierwszej, jaka przypada z końcem 2007 r., poniższe słowa Matki Bożej pozostają wiążące.
Bo kiedy wizjonerka pyta, czym jest owa Godzina Łaski, słyszy: "Zaowocuje ona wieloma nawróceniami. Serca zatwardziałe i zimne jak ten
marmur zostaną dotknięte Bożą łaską i staną się wiernymi czcicielami naszego Pana, i będą Go szczerze miłować".


To ma się stać również 8 grudnia 2017 roku.




Dzieci fatimskie w Montichiari


W przeddzień uroczystości Niepokalanego Poczęcia Matka Najświętsza ukazuje się w bazylice w Montichiari. Ma na sobie biały płaszcz, podtrzymywany przez dwoje dzieci: chłopca z prawej, dziewczynkę z lewej strony. Jak sama wyjaśni, to Franciszek i Hiacynta, błogosławieni wizjonerzy z Fatimy. "Oni pomogą ci przetrwać czas próby i cierpienia. Oni także cierpieli. Oczekuję od ciebie prostoty i dobroci tych dwojga dzieci".
Otrzymujemy kolejną wskazówkę: pastuszkowie z Fatimy wyniesieni na ołtarze w 2000 r. mają stać się dla nas wzorem wypełniania próśb Matki Najświętszej i życia Jej orędziem. Ta droga nie będzie pozbawiana trudów i cierpień, ale widocznie tak być musi: szlak Maryjny biegnie w cieniu krzyża...
Maryja ogłasza: "Jutro ukażę ludziom swe Serce, o którym tak mało wiedzą. W Fatimie prosiłam o rozpowszechnienie nabożeństwa do mego Serca". I dodała słowa, które kierują naszą uwagę już nie tyle ku Fatimie, ile ku mało znanemu innemu miejscu objawień, którego prawdziwość sama potwierdza: "Chciałam ofiarować me Serce rodzinom chrześcijańskim w Bonate". To małe miasteczko we Włoszech, w pobliżu Bergamo, gdzie Matka Najświętsza ukazała się w 1944 roku. I zaraz wyjaśnia sens objawienia się w Montichiari: "Tu chcę być czczona jako Rosa Mystica w połączeniu z nabożeństwem do mego Serca...".
Objawienie w majestacie

8 grudnia bazylikę w Montichiari wypełniała rzesza ludzi, w tym bardzo liczni kapłani. Kościół był tak pełen, że Pierina z trudem dostała się do wnętrza. Uklękła na środku bazyliki i zaczęła odmawiać Różaniec. Nagle przerwała pełnym zachwytu okrzykiem: "O, Matka Najświętsza!".
Zapanowała cisza. Pierina spoglądała na Maryję, która ukazała się jej na szerokich, białych schodach ozdobionych białymi, czerwonymi i złotymi różami - symbolami czystości, wierności i świętości. Najpierw powtórzyła z uśmiechem słowa, które w 1858 r. wypowiedziała w Lourdes: "Jestem Niepokalanym Poczęciem", po czym uroczyście, z powagą i majestatem zaczęła zstępować po schodach. Po zejściu kilku stopni ogłosiła: "Jestem Maryja, pełna łaski, Matka mego Boskiego Syna Jezusa Chrystusa". Znowu zeszła kilka stopni, by odezwać się raz jeszcze
: "

Przez swe przyjście do Montichiari chcę być znana jako Rosa Mystica. Jest mym życzeniem, by każdego roku, w dniu 8 grudnia, w południe, obchodzono godzinę łaski dla świata. Przez to nabożeństwo uzyskacie wiele łask duchowych i cielesnych. Nasz Pan, mój Boski Syn Jezus, ześle swe przeobfite miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą stale modlić się za swych grzesznych braci".
Matka Najświętsza poprosiła, by przekazano Jej życzenie Papieżowi Piusowi XII, chce bowiem, aby Godzina Łaski dla świata była znana i rozpowszechniana na całym świecie. Wyjaśniła zasadę nabożeństwa: "Jeśli ktoś nie może w tym czasie nawiedzić kościoła, a będzie modlił się w południe w domu, ten także otrzyma za moim pośrednictwem wiele łask. Każdy, kto będzie modlić się w tej intencji i wylewał łzy pokuty, odnajdzie pewną drabinę niebieską, przez me macierzyńskie Serce będzie też miał zapewnioną opiekę i łaskę".
W tym momencie Matka Najświętsza ukazała wizjonerce swe Serce, mówiąc: "Spójrz na to Serce, które tak umiłowało ludzkość, ale większość ludzi tylko rzuca w nie obelgami. Jeśli dobrzy i źli zjednoczą się w modlitwie, dostąpią przez to Serce miłosierdzia i otrzymają dar pokoju". Maryja wyjaśniła: "Z powodu mego wstawiennictwa Pan wciąż powstrzymuje czas wielkiej kary". Zapewniła, że już przygotowała dla swych dzieci morze łask. Jest ono dla tych, którzy "słuchają moich słów i zachowują je w swoich sercach".
Minęło dziewiętnaście lat

Kończą się objawienia w Montichiari. Przed odejściem do Nieba Matka Najświętsza zapewnia jeszcze Pierinę, że w stosownym czasie powróci, a wówczas będzie ona
mogła upublicznić za pośrednictwem władz kościelnych jakiś sekret przekazany jej.

Pierina czekała na Maryję dziewiętnaście lat. Zamknęła się w klasztorze w pobliskiej miejscowości Fontanelle, gdzie ukryta przed światem służyła w kuchni. 17 kwietnia 1966 r., w Białą Niedzielę, którą dziś obchodzimy jako Niedzielę Miłosierdzia, Matka Najświętsza ukazała się naszej wizjonerce raz jeszcze. Było to jedno z czterech "nowych" objawień koło źródełka, które Matka Boża uczyniła Źródłem łaski, szczególnie dla ludzi chorych. 19 maja 1970 r. Matka Boża miała jeszcze zażądać wybicia specjalnego medalika.


Co na to Kościół?
Mijały lata, a pielgrzymki do miejsca objawień nie ustawały. W 2000 r. wobec przykładów autentycznej pobożności, licznych dobrze udokumentowanych cudów i rozszerzania się kultu Maryi Róży Duchownej po całym świecie, tamtejszy biskup zdecydował się na zaakceptowanie kultu w miejscu objawień. Czciciele Róży Duchownej czekają teraz na kolejny krok Kościoła: potwierdzenie, że w
Montichiari Matka Boża rzeczywiście przyszła do swych dzieci. Bo na razie stanowisko kościelne jest nacechowane daleko posuniętą ostrożnością.Dziś można mieć uzasadnioną nadzieję, że objawienia te zostaną uznane przez Kościół. Figura Róży Duchowej jest najpopularniejszym obok figury Matki Bożej z Lourdes przedstawieniem Matki Najświętszej. W bardzo wielu kościołach odprawia się Godzinę Łaski. Katolickie media oficjalnie zachęcają wiernych do jej odprawienia. Z wszystkich stron świata docierają do nas informacje o niezwykłych cudach, nawróceniach i dotknięciach łaską. Potwierdzi to również nasze własne życie...


źródło: Wincenty Łaszewski "Nasz Dziennik"